Życie zaczyna się po trzydziestce

ZAPRASZAMY NA STADIONY – Dariusz Leśnikowski

Nie będę krył: mam słabość.

Nie żeby jakąś wstydliwą (choć dziś pojęcie wstydu – patrząc na polityków i celebrytów – nie istnieje) albo godną potępienia (choć dziś – patrząc na polityków i celebrytów – dawno już zatraciliśmy azymut, co należy potępiać, a co chwalić). Ponieważ jednak ta słabość dotyka pracy, staram się od niej uciekać, by nie wpływała na dziennikarski obiektywizm.

Ale nie zawsze się udaje.

O co chodzi? Ano... lubię Marcina Urynowicza i jego grę. Tak po piłkarsku; od chwili, gdy od jednego z trenerów Gwarka Zabrze (do pewnego momentu chyba najlepsza szkółka piłkarska w kraju – Łukasz Piszczek coś o tym wie) usłyszałem o chłopaku strzelającym po kilkadziesiąt goli w sezonie.

W międzyczasie z obiecującego futbolowego oseska stał się rutyniarzem pełną gębą. Ekstraklasa przemieliła go i... wypluła, gdy wciąż jeszcze mógł mieć nadzieję, że ją zawojuje. Nie zawojował. Tak jak nie udało mu się to w pierwszej lidze. Tylko z drugoligowego sezonu w Katowicach mógł być zadowolony. 

A ja i tak lubię sprawdzać, czy zdobył gola.

W tym roku wszedł w czwartą dekadę swego żywota i wszedł z Podbeskidziem do I ligi, w której po czterech meczach ma trzy bramki. Takiego otwarcia jeszcze nie miał w seniorskiej piłce! Więc na koniec będzie grubo: Piotr Wlazło swój snajperski rekord w ekstraklasie pobił w wieku 36 lat. Tomasz Frankowski zaś po koronę króla strzelców sięgnął, będąc nawet o rok starszy.

A zatem: Marcinie, życie zaczyna się po trzydziestce!

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 9,90 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się