Zuza po solidnych lekcjach...
Szablistki z dużymi nadziejami wyleciały do Hongkongu. Miejsca w czołowych „ósemkach” będą ich sukcesem. Podium to marzenie!
Zuzanna Cieślar w Hongkongu chce znów walczyć o podium mistrzostw świata. Fot. Polski Związek Szermierczy
MISTRZOSTWA ŚWIATA
Wicemistrzostwo świata Zuzanny Cieślar, drużynowe wicemistrzostwo Europy oraz brąz Sylwii Matuszak na tej samej imprezie – to osiągnięcia naszych zawodniczek w poprzednim sezonie. Teraz już wiemy, że ten dorobek może być tylko połowicznie powtórzony, bowiem za nami mistrzostwa Starego Kontynentu, na których Polki nie stanęły na podium. A właśnie wczoraj reprezentacja szablistek wyleciała do Hongkongu, by przez najbliższy tydzień przygotowywać się na międzynarodowym zgrupowaniu, a potem przystąpić do rywalizacji o medale MŚ. Przed podopiecznymi trenera Tomasza Dominika ważny start, wszak specjalistki tej broni są w szerokim gronie faworytek.
Nie narzucać presji
Po zakończeniu rywalizacji indywidualnej oraz drużynowej w czerwcowych mistrzostwach w Europy we francuskim Antony byliśmy trochę rozczarowani. 21. miejsce Zuzanny oraz 6. lokata drużyny nikogo nie mogły zadowolić. Liczyliśmy na podium w tej drugiej rywalizacji. - Idziemy we właściwym kierunku i nie ma co rozdzierać szat – stwierdził ze stoickim spokojem trener Dominik po tym drugim występie. - Zespół, w porównaniu z poprzednim sezonie, został zmieniony i młode zawodniczki pokazały się z niezłej strony - dodał.
- Staram się nie narzucać presji przed każdym występem – uśmiecha się Zuzanna Cieślar, 6-krotna mistrzyni Polski i liderka ekipy, która składa się z trzech szablistek z Sosnowca: Angeliki Wątor, Julii – młodszej siostry Zuzy oraz Marii Więckiewicz z UKS Szabla Ząbki. - W światowym rankingu zajmuję miejsce pod koniec czołowej „16” i jestem zwolniona z eliminacji grupowych. To wydaje się komfortowa sytuacja, ale kij ma dwa końce. Zaczynam pojedynki z jedną z zawodniczek dobrze walczących w pierwszej części i to zawsze niesie za sobą sporą niewiadomą. A swoją drogą, na ME powinnam sobie poradzić z Ukrainką Aliną Komaszczuk, ale ostatecznie tak się nie stało (11:15 – przyp. red.). Przy remisie 11:11 źle rozegrałam ostatnie fragmenty, zaczęłam się spieszyć i skutki tego były wręcz opłakane. W turnieju drużynowym też była ciekawa sytuacja, bo w spotkaniu o strefę medalową walczyłyśmy z Włoszkami (późniejsze brązowe medalistki – przyp. red.). W ostatniej walce było już 5:2 dla mnie i wyszliśmy na prowadzenie 43:42. Jednak trzy ostatnie trafienia zadała Mariella Viale'a, bo nie zamykałam akcji i ostatecznie był remis 5:5. Otrzymałam solidne lekcje, z których wyciągnęłam wnioski.
Trzymać poziom
Przed wylotem do Hongkongu z Zuzą, jej koleżankami oraz trenerem Dominikiem spotykamy się na jednej z ostatnich sesji treningowej w sosnowieckiej hali przy ul. Żeromskiego. Szablistki były skupione na zajęciach, ale po ich minach widać było, że główna impreza się zbliża. Od dzisiaj mają już treningi w międzynarodowym towarzystwie w Hongkongu.
- Staram się nie zakłócać porządku obrad i ćwiczymy już wedle wypróbowanego schematu - śmiała się wtedy nasza bohaterka. Oczywiście, że po srebrnym medalu dostałam wiatr w plecy i chciałoby się więcej. Sęk w tym, że o tym samym myślą rywalki, a konkurencja jest spora, bo świat mocno inwestuje w szermierkę. Należę do zawodniczek „turniejowych”, czyli z pojedynku na pojedynek czuję się pewniej. Tak było w poprzednim sezonie, w którym zadeklarowałam medal. Teraz takiej obietnicy nie złożę, ale chciałabym utrzymać podobny poziom walk. A potem sobie powiedzieć: zrobiłam wszystko.
Polskie szablistki wiele sobie obiecywały po ubiegłorocznych MŚ w Tbilisi po turnieju drużynowym, ale na niespełna trzy tygodnie przed imprezą dopuszczono do startu pod neutralną flagą Rosjanki. One nie były ujęte w światowym rankingu i w 1. rundzie zmierzyły się z Biało-czerwonymi i pewnie wygrały. Nasze panie wypadły poza „16”, straciły wiele punktów i teraz z mozołem muszą odrabiać straty.
- To prawda, drużyna jest odmieniona, ale musimy cierpliwie budować nasz ranking – mocno podkreśla wicemistrzyni świata. - W turnieju nie ma losowania, stąd też wiemy z kim możemy się spotkać. Walczymy z Argentyną, zaś o „ósemkę” z Japonią, a potem ewentualnie z Węgierkami, ale nie uprzedzajmy faktów. Trzeba wygrywać, by awansować jak najwyżej. Na razie skupiamy się na treningach i fajnie byłoby jak najlepiej wypaść w tych mistrzostwach, które kończą sezon.
Drużyna teraz powinna być silniejsza, bo Angelika Wątor powoli zapomina o kontuzjach nogi oraz wybitym kciuku. Podczas ME w Antony była oszczędzana i rzadko wchodziła do składu. Ciężar walk spoczywał na naszej liderce, jej siostrze Julii oraz Więckiewicz. Obie młode, mało doświadczone zawodniczki na planszy prezentowały nierówną formę. To był największy problem tej ekipy. Trener Dominik jest przekonany, że tym razem będzie znacznie lepiej, choć konkurencja zdecydowanie będzie silniejsza.
Włodzimierz Sowiński
3 MEDALE zdobyły nasze szablistki w turniejach MŚ. Oprócz Zuzanny Cieślar na najniższym stopniu podium stawały Aleksandra Socha-Shelton (2003) oraz Bogna Jóźwiak (2007).
