Zespół totalnie rozwalony

Sytuacja Rzeszowian robi się coraz gorsza, a trener Marek Zub nie ukrywa, że jego drużynę czeka ciężka walka o utrzymanie.

Niewiele dobrego można powiedzieć o Stali w tym sezonie. Do grającego z nr 29 Marcina Listkowskiego również można mieć pretensje. Fot. Marta Badowska / Press Focus

STAL RZESZÓW

Decydując się na najprostsze spojrzenie – taka sytuacja przy Hetmańskiej nie może dziwić. Latem Stal straciła większość swoich najlepszych piłkarzy i przeszła skrajną wręcz przebudowę. Jednakże tych, którzy przyszli, było znacznie mniej niż tych, którzy odeszli. Rzeszowianie przed sezonem wyglądali na zespół rozbity i po pięciu spotkaniach... ciągle to potwierdzają.

Brakuje la furii

– Poświęciliśmy bardzo dużo energii na mecz z Ruchem – mówił po przegranej 0:1 trener Marek Zub. Chęć wyrównania była tak widoczna, że momentami zapominaliśmy o tym, że to piłka nożna i... trzeba grać w piłkę. Traciliśmy mnóstwo energii na odbiór, długo biegaliśmy za futbolówką i gdy już ją zdobywaliśmy, nie było sił, aby coś skonstruować – analizował szkoleniowiec, wskazując potem, że choć zaangażowania piłkarzom nie brakowało, to... nic ono nie dawało. – Brakło nam atutów piłkarskich – zauważył Zub, którego Stal w dwóch poprzednich sezonach dała się poznać z wielkiej fantazji i wielu oddawanych uderzeń. Szczególnie rundy jesienne były dobre w jej wykonaniu, bo wiosną rzeszowska młodzież łapała wahania formy, przez które koniec końców... nie walczyła ani o awans, ani o utrzymanie. Teraz ów podkarpackiej „la furia” (roja?) brakuje. – Byliśmy totalnie rozwaleni, jeśli chodzi o kontrolowanie pola gry – stwierdził obrazowo 62-letni szkoleniowiec.

Cóż mogę powiedzieć?

Stal wyróżnia się w 1. lidze (i nie tylko w niej) bardzo odważnym stawianiem na młodzież, głównie regionalną. Fundamenty ma porządne – ale im dalej w las, tym więcej drzew. Stąd większość talentów odeszła latem za darmo, budżetu nie udało się podkręcić. Dodatkowo – o czym mówił Zub już w zeszłym sezonie – od tych młodych, którzy już ograli się na zapleczu ekstraklasy, ma prawo oczekiwać więcej. W trwającym wciąż okienku klub sięgnął po ciut bardziej ogranych zawodników, jak 34-letni prawy obrońca Marco Thiede (krytykowany), 30-letni środkowy pomocnik Sean Goss (nie wszedł dobrze w buty Sebastiena Thilla) czy 28-letni ofensywny Marcin Listkowski (szybki zjazd z ligi włoskiej do walki o utrzymanie na zapleczu ekstraklasy – i ów regres nie zwalnia).

– Kwestia jest taka, na ile widzimy w tych piłkarzach, dopiero wchodzących w seniorski futbol, możliwość w miarę szybkiego dostosowania się do wymogów I ligi. Od początku mamy w kadrze 10 nastolatków. Oczywiście, że chcielibyśmy mieć lepszych piłkarzy, ale... cóż mogę powiedzieć... – wskazywał Zub, z jednej strony podkreślając, że wierzy w swoich zawodników, a z drugiej wskazując, że podstawowym napastnikiem jest 16-letni Oliwier Madej.

To właśnie ten regres

Stal zamyka tabelę Betclic 1. Ligi i już w tej chwili traci trzy punkty do bezpiecznej strefy. Tylko Podbeskidzie jeszcze nie wygrało – ale... też nie przegrało. Rzeszowianie – razem z kilkoma innymi drużynami – mają najgorszy atak, a tylko Polonia Bytom straciła więcej goli. Z kim mają się przełamać, jeśli nie dzisiaj na wyjeździe u beniaminka ze Skierniewic?

Oczywiście nie może być za łatwo. Pod koniec meczu z Ruchem czerwoną kartkę za uderzenie rywala w twarz obejrzał wspomniany Listkowski (jakby ktoś nie wierzył w jego regres). Od 28-letniego człowieka, który cztery lata temu wygrał Serie B, „liznął” Serie A i ma ponad 100 meczów w ekstraklasie – należy wymagać więcej, szczególnie że jest czwartym najstarszym piłkarzem w zespole... Zub ma teraz niezłą zagwozdkę, kogo wystawić w jego miejsce na Unię, bo do wyboru zostali mu tylko nieopierzeni młokosi.

Brazylijczyk się śmieje

Osobne słowo należy poświęcić Jonathanowi Juniorowi. Brazylijski napastnik strzelił w zeszłym sezonie 12 goli, a i w tym  bieżącym już raz umieścił piłkę w siatce (zanotował też asystę). Z Ruchem jednak nie zagrał, co trener Zub tłumaczył kontuzją („problemy przez okres przygotowawczy”, „wystawialiśmy go na alibi”, „musieliśmy zdecydować, czy dalej leczymy, czy nie”, „trudno mu było zorientować się, co się dzieje”). Wszystko okej, ale potem w social mediach sprawę skomentował... sam Junior. Choć raczej należy napisać „skomentował”, bo jego wpis był lakoniczny: „kontuzja” – i emotikonka płaczącej ze śmiechu buźki. Czyżby chodziło o coś innego? Od jakiegoś czasu spekuluje się, że Brazylijczyk wymusza na klubie transfer zagraniczny...

Piotr Tubacki 

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 9,90 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się