Zazdrość i medycyna

Nie mogliśmy dokonać zmiany Didiego, mimo sygnalizowanej w przerwie kontuzji, bo już nie mamy innych obrońców w zespole – przyznał trener Dawid Kroczek po porażce jego zespołu w Krakowie. Coś jednak w tej materii drgnęło.

Arvid Brorsson (z lewej) w jednym z (niewielu) występów w Serie A – tu w meczu Monzy z Romą. Fot. SIPA USA/PressFocus

RAKÓW CZĘSTOCHOWA

W rundzie jesiennej sezonu 2024/25 piłkarze (wówczas) Marka Papszuna zanotowali absolutnie niezwyczajny wynik w ekstraklasie. W czternastu kolejkach stracili ledwie cztery gole, poprawiając tym samym rekord zabrzańskiego Górnika, absolutnego hegemona drugiej połowy lat 80. Między słupkami częstochowskiej bramki stał – jak dziś! - Kacper Trelowski; ten sam, który w dwóch występach w obecnym sezonie (w 1. kolejce bronił niepełnoletni Wiktor Żołneczko) piłkę z siatki... też wyciągał już cztery razy!

Ostał się jeden

Zasadnicza różnica personalna dotyczy jednak zestawienia linii defensywnej, złożonej – jak i obecnie – z trójki stoperów. Takiego wyboru Papszunowi zazdrościć mógł niemal każdy szkoleniowiec w lidze: Stratos Svarnas, Milan Rundić, Matej Rodin, Ariel Mosór, Zoran Arsenić, Kamil Pestka, Bogdan Racovitan (choć w 3. serii gier zerwał wtedy więzadła w kolanie), a w razie potrzeby – również Fran Tudor. Kontuzji nie brakowało, chorwacki kapitan Rakowa włączył się do gry dopiero po 10. kolejce, ale mimo licznych przetasowań z tygodnia na tydzień, częstochowska defensywa stanowiła monolit.

Arsenić, Mosór, Tudor – o innych nie wspominając... Dawid Kroczek z każdym z nich miał okazję jeszcze pracować, ten ostatni zresztą wciąż jest przecież piłkarzem Rakowa, tyle że... leczącym kontuzję. Jak się okazało, w niedzielne popołudnie do gry przy Kałuży nie był też zdolny bohater czwartkowej pucharowej potyczki w Sztokholmie, Stratos Svarnas. W tej sytuacji, jak przypominał Kroczek, mecz pod Wawelem „kończył jeden nominalny środkowy obrońca, Bogdan Racovitan. No i jeszcze młody Jurek Napieraj, który dopiero wchodzi do drużyny”...

Wybory przymusowe

- Didi (Dieudonne Gaucho Debohi – dop. aut.) już w przerwie zgłosił uraz. Ale rozmawialiśmy z nim, że musi pograć jeszcze tak długo, jak da radę. Nie mogliśmy dokonać zmiany, bo już nie mamy innych obrońców w zespole – trochę bezradnie rozkładał ręce opiekun Rakowa na pomeczowej konferencji. Iworyjczyk i tak został „ściągnięty do bazy” jeszcze przed upływem kwadransa drugiej połowy; zastąpił go pomocnik, Władysław Koczergin. - Zakładaliśmy, że wcześniej zejdzie także Oskar Repka. Ale musiał jednak zostać na boisku, bo skoro nie mieliśmy już środkowych obrońców na ławie, bo po zejściu Didiego musieliśmy się posiłkować zawodnikami z innych pozycji mogących zagrać w tej roli – wyjaśniał Dawid Kroczek.

Do końca grać też musiał Jean Carlos Silva, wyraźnie gorzej tego dnia dysponowany. Drugi wahadłowy, Michael Ameyaw, też do pierwszej jedenastki wskoczył tylko dlatego, że na uraz narzekał Eric Otieno; po godzinie gry Kenijczyk musiał jednak reprezentanta Polski zmienić na wahadle... - Zarządzanie zmianami w tych warunkach jest trudne – nie krył opiekun Niebiesko-czerwonych.

Dla wspomnianego wcześniej Debohiego (boiskowa ksywka Didi) pozycja stopera w trójce też nie jest pierwszym wyborem. - Jego obraz jest nieco zamazany; potrafi kapitalnie działać z piłką, ma naturalną agresję i świetną motorykę; natomiast w grze obronnej „jeden na jeden” powinien w tej roli prezentować wyższy poziom. Ale póki nie wrócą Fran (Tudor – dop. aut.) i Stratos (Svarnas – dop. aut.), to właśnie Didi będzie podstawowym obrońcą – zapowiedział Dawid Kroczek. Wielkiego wyboru nie miał...

Szwedzki klops

…choć lada chwila mieć go powinien – w osobie 27-letniego Arvida Brorssona. To szwedzki stoper Monzy, który 19 miesięcy temu rodzimą Allsvenskan zamienił na Serie A. Ze wspomnianym klubem z Lombardii z niej spadł, by w kolejnym sezonie – wrócić do niej. Udział w owym powrocie miał jednak mizerny – ledwie 408 minut. Był więc – mówiąc kolokwialnie – szwedzki klops w ojczyźnie pizzy i spaghetti. Teraz „z marszu” Brorsson włączyć się ma nie tylko w odbicie się Rakowa od ligowego dna, ale i w wymarzony awans do fazy ligowej Ligi Konferencji, do której Częstochowianie właśnie zamknęli drogę jego rodakom.

Dariusz Leśnikowski

574 MINUTY bez straty gola – taką serię zaliczył jesienią 2024 w ekstraklasie Kacper Trelowski.

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 9,90 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się