Zawód i emocje

KOMENTARZ „SPORTU” - Dariusz Leśnikowski

Najpierw Łukasz Tomczyk, potem – trochę schowany w cieniu, a więc i chyba niedoceniany przez niezorientowanych - Robert Chwastek, a teraz Tomasz Stefankiewicz - w ciągu kilku miesięcy z bytomskiego pierwszoligowca odeszło kilka postaci ważnych dla kształtu sportowego Polonijnej szatni, ale też – zwłaszcza w przypadku dyrektora Stefankiewicza – dla funkcjonowania całego klubu. Wskazanych dwóch pierwszych nie byłoby najpewniej przy Olimpijskiej, gdyby nie ten trzeci. W środowisku dyrektorów sportowych (tak, wiem, wielu dojrzałym Czytelnikom „Sportu” jako żywo staje przed oczami Barbara Rylska i jej cytat „Mój mąż jest z zawodu dyrektorem”; ale to dziś wielce poważana rola, na którą PZPN wystawia stosowny papier!) normalną rzeczą – niemal jak wśród piłkarzy - są zmiany barw. Skoro podpisuje się kontrakt (menedżerski) w jednym klubie, można podpisać i w drugim, trzecim i w kolejnym, oczywiście po wygaśnięciu poprzedniego... albo i przed – bo miewaliśmy już w naszej rzeczywistości ligowej coś na kształt „transferów dyrektorskich”. Czasy, gdy piłkarz przez „naście” lat kariery wierny był jednym barwom, minęły bezpowrotnie i nawet najbardziej zagorzali fanatycy danego klubu nie mają przesadnie wielkich pretensji, gdy któryś z ich ulubieńców decyduje się założyć koszulkę innego zespołu.

W przypadku dyrektorów nigdy nie doszliśmy do etapu, w którym owa funkcja wiązałaby się z wieloletnim jej pełnieniem, połączonym z zaangażowaniem emocjonalnym. Ot, zawód jak wiele innych; pracujesz tam, gdzie cię chcą.

Stefankiewicz – co zresztą władze Polonii podkreślały w pożegnalnych słowach („Tomek Polonię Bytom nosi w sercu”) - to trochę inna bajka. W „dyrektory” - oczywiście widząc w tym życiową drogę – poszedł dla Polonii, tak naprawdę eksperymentując na żywym organizmie: własnym i klubowym. Wiele osób denerwował, wielu ludziom nastąpił na odcisk, jest paru takich, w których na dźwięk jego nazwiska gotuje się krew. Działał bezceremonialnie, czasem bezczelnie – zawsze jednak z Polonią na pierwszym miejscu. Może więc dziwić, że w Bytomiu nie zdecydowano się o niego powalczyć... Oczywiście nie ma ludzi niezastąpionych, a on na tym rozstaniu chyba ryzykuje bardziej niż Polonia. 

Pożyjemy... zobaczymy.

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 9,90 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się