Zamiast kwadransa 27 minut, 22 sekundy...
FIFA złamała swoje zasady, żeby zrobić muzyczny show w przerwie finału mistrzostw świata. Przerwa trwała prawie pół godziny.
Madonna w towarzystwie Ronaldinho (w kwietniu gościł na Stadionie Śląskim) i Ronaldo Nazario (z prawej). Fot. Christopher Neundorf PAP/EPA
Potem był hymn FIFA wykonany przez trio Laura Pausini, Nicole Scherzinger, Robbie Williams, aż wreszcie na murawie pojawił się lśniący w słońcu Puchar Świata – finał rozegrano o godzinie 15.00 amerykańskiego czasu. Puchar 80 tysiącom kibiców na Met Life Stadium zaprezentował słynny Mario Kempes, piłkarz turnieju i król strzelców argentyńskich mistrzostw świata z 1978 roku. Wtedy miał charakterystyczne długie, czarne włosy, teraz to już starszy pan, rocznik 1954.
To nie był koniec programu, bo clou było w przerwie. FIFA zmieniła swoje reguły gry, żeby zrobić futbolowy show czy raczej show soccera, bo tak za Wielką Wodą nazywa się przecież piłkę nożną. Futbol jest zarezerwowany dla amerykańskiej odmiany, którą w Europie mało kto rozumie. Przerwa zaczęła się o godzinie 15.55 amerykańskiego czasu. Trwała 27 minut i 22 sekundy.
W halftime show wystąpiły gwiazdy pop - Madonna i Shakira. Madonna śpiewała, a w aucie jechali Ronaldinho i Ronaldo Nazario, mistrzowie świata z 2002 roku. Potem były Muppety, które wykonały… norweskie „row”, czyli wiosłowanie. Był koreański BTS i inni, w tym Justin Bieber ze swoim Everything Hallelujah. Miało być jak w widowisku NFL Super Bowl i… było.
(zich)
