Zabrakło jednego gola...

GKS Katowice przebudził się na ostatnie kilkanaście minut, ale to było zbyt późno, aby odwrócić losy dwumeczu.

Stav Turiel (z prawej) znacząco utrudnił GieKSie odrobienie dwubramkowej straty. Fot. PAP/Art Service

Z Miszkolca, gdzie rozegrana została pierwsza odsłona dwumeczu GKS-u Katowice z Hapoelem Tel Awiw, podopieczni Rafała Góraka wrócili z dwubramkową stratą. Izraelski zespół pokazał się z dobrej stron; widać było, że jest to ekipa, która dysponuje sporą jakością indywidualną. Wygrana z GieKSą 2:0 była zasłużona, ale Katowiczanie chcieli, aby rewanż przy Nowej Bukowej był kompletnie nowym rozdziałem tej historii. Chcieli odrobić straty z nawiązką. Chcieli szybko zdobyć bramkę, żeby później nie gonić wyniku. Chcieli udowodnić, że wsparcie trybun może pomóc. Skoro pomagało od listopada 2025 roku i od tego momentu zespół ani razu nie przegrał w roli gospodarza, to dlaczego miało nie pomóc w środowy wieczór?

Trzy bramki straty

Chęci i marzenia musiały zostać skonfrontowane z formą Hapoelu, a przyjezdni z Tel Awiwu w Katowicach nadal, podobnie jak tydzień wcześniej, byli silni. Dobrze grali w pressingu, szczelnie bronili się i potrafili zagrozić Gabrielowi Kobylakowi. Dość szybko bramkarz GKS-u mógł stracić gola, ale uratował go heroiczny wślizg Lukasa Klemenza. Czy gra Katowiczan zmieniła się w porównaniu do starciu w Miszkolcu? W pierwszej połowie poza tym, że potrafili przedostać się pod pole karne rywali nie było widać szczególnej różnicy. W końcu, podobnie jak tydzień temu, mur obronny GieKSy pękł. I po raz kolejny wynik rywalizacji otworzył Stav Turiel. Tym razem katowicka defensywa pogubiła się przy dalekim wybiciu przez zawodników Hapoelu. Dwóch piłkarzy gospodarzy minęło się z górną piłką, co sprawiło, że Turiel znalazł się w sytuacji sam na sam. Bez problemu pokonał Kobylaka.

Dżoker na skrzydle

Pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 0:1. GKS po zmianie stron musiał trzykrotnie trafić do siatki, żeby doprowadzić do dogrywki. Sprawa niełatwa, szczególnie przeciwko tak wymagającemu rywalowi. Gospodarze co prawda ruszyli do ataku, ale bramkarz Assaf Tzur długo pozostawał niepokonany. GKS wielokrotnie meldował się w jego polu karnym. Oddał wiele strzałów, wiele z nich było blokowanych przez obronę. W końcu jednak golkiper Hapoelu musiał skapitulować. W 81 minucie Rafał Górak wprowadził na murawę Mateusza Wdowiaka, a dwie minuty później 29-latek już zagrał z lewego skrzydła do Ilji Szkurina. Białorusin dołożył nogę i w trzecim meczu w sezonie przy Nowej Bukowej zdobył trzecią bramkę.

Emocje na finiszu

GieKSa uwierzyła. Choć czasu było mało, piłka nożna zna takie historie, gdy drużyna w ostatnich chwilach zdobywała kluczowe gole. Katowiczanie ruszyli do ataku, zamknęli zespół z Tel Awiwu w jego polu karnym. Problem polegał na tym, że goście byli świetnie przygotowani do wszystkich wariantów stałych fragmentów GKS-u. Nie byli jednak przygotowani na… rzut karny! Dżoker Wdowiak nie tylko zaliczył asystę, ale też wywalczył „jedenastkę”. Dzięki temu w 90 minucie Tzura pokonał Arkadiusz Jędrych. Sędzia doliczył 5 minut, więc końcówka rywalizacji była szalenie emocjonująca. GieKSie do wyrównania stanu dwumeczu brakowało jednego gola. Pozostała więc w ofensywie; robiła, co mogła, żeby jeszcze trafić. Zabrakło jednak czasu. Nie doprowadziła do wyrównania i odpadła pucharów. Na pocieszenie Katowiczanom pozostaje fakt, że przedłużyli serię meczów bez porażki na swoim stadionie.

Kacper Janoszka

 

GKS Katowice – Hapoel Tel Awiw 2:1 (0:1)

W pierwszym meczu 0:2. Awans Hapoelu.

0:1 – Turiel, 24 min, 1:1 – Szkurin, 83 min, 2:1 – Jędrych, 90 min (karny)

GKS: Kobylak – Czerwiński, Jędrych, Klemenz – Wasielewski (71. Jirka), Kowalczyk (63. Łukasiak), Wolski, Galan (81. Wdowiak) – Wędrychowski (71. Bartlewicz), Szkurin, Nowak (81. Markovic). Trener Rafał GÓRAK.

HAPOEL: Tzur – Coco (79. Piven), Mayembo, Chico, Leidner – Falcao, Kraev – Turiel (88. Buskila), Boateng (88. Ferber), Alkoukin (73. Lemkin) – Altman (79. Silva). Trener Elyaniv BARDA.

Sędziował Alexandros Tsakalidis (Grecja). Widzów 12420. Żółte kartki: Czerwiński – Coco, Leidner.

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 9,90 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się