Z wzajemnym szacunkiem
Turniej w Chicago może napawać optymizmem przed finałami, ale pokora musi być cały czas z nami – podkreśla Marcin Komenda, rozgrywający naszej kadry.
Nikola Grbić (z prawej) i jego podopieczni, czyli kompania kompletna. Fot. volleyballworld.com
REPREZENTACJA POLSKI MĘŻCZYZN
Polacy w poniedziałek wrócili z Chicago, a już w środę stawili się w Spale, by dokonać ostatnich szlifów przed wylotem do Chin na turniej finałowy Ligi Narodów. Zawody w Ningbo odbędą się w dniach 29 lipca – 2 sierpnia z udziałem siedmiu najlepszych ekip po zmaganiach grupowych oraz gospodarza Chin.
Humory Biało-czerwonym dopisywały, bo fazę kontynentalną zakończyli na drugiej pozycji, za bezkonkurencyjną Japonią, która wygrała wszystkie dwanaście meczów. Jej bilans to 10 zwycięstw i dwie porażki. Cieszy jednak wzrastająca forma naszych siatkarzy. Oba spotkania przegrali – z Japonią i Słowenią - w pierwszym tygodniu zawodów, gdy w drużynie brakowało najlepszych. W dwóch kolejnych turniejach, w Gliwicach i Chicago, odnieśli już komplet wygranych.
Zwłaszcza ich postawa w ostatnim z turniejów zrobiła ogromne wrażenie. Grali ze światową czołówką, kolejno z wicemistrzem świata Bułgarią, zawsze groźną Brazylią, mistrzem olimpijskim Francją i wreszcie z brązowym medalistą igrzysk olimpijskich USA, a mimo to stracili zaledwie jednego seta.
– Amerykanie przed spotkaniem byli bardzo pewni siebie. Było u nich dużo uśmiechu i luzu, natomiast spotkanie pokazało, że cały czas trzeba być uważnym, bo przeciwnik może zaatakować tak, jak my to zrobiliśmy. Naprawdę mocno na nich nacisnęliśmy od początku i widać było, że im się gra nie kleiła. Mieli momenty, bo to są klasowi zawodnicy, ale, oprócz początku trzeciego seta, to my kontrolowaliśmy przebieg meczu i nie pozwoliliśmy im na zbyt dużo. Naprawdę graliśmy mądrze taktycznie, w bloku, w zagrywce, w ataku kończyliśmy trudne piłki – stwierdził Marcin Komenda.
Nikola Grbić, trener naszego zespołu, nie miał zbyt wielu uwag do gry podopiecznych. - To był bardzo dobry turniej, przegraliśmy tylko jednego seta. Mieliśmy trudne momenty, szczególnie w pierwszym i drugim secie z Francją, z USA na początku trzeciego seta. To są sytuacje, w których musimy się skupić, zresetować i wrócić do naszego poziomu, bo jeśli nie zmienimy nic, to możemy przegrać. Bardzo mi się podobało, że była reakcja po drugim secie z Francją, jak i z USA, więc jestem zadowolony - ocenił Serb.
Biało-czerwoni, którzy bronią trofeum, w ćwierćfinale trafili na prowadzoną przez Raula Lozano – w 2006 roku doprowadził Polaków do wicemistrzostwa świata - Ukrainę. Będzie to drugie starcie obu ekip w bieżącej edycji Ligi Narodów. Pierwsze wygrali Biało-czerwoni, ale po twardej walce 3:2, choć już przegrywali 0:2. - Każdy mecz układa się inaczej, a Ukraina to jest nieprzewidywalny zespół i jeżeli nie podejdziemy do spotkania odpowiednio zmotywowani, to nie będzie łatwo. Cieszymy się z tego, co wykonaliśmy w Chicago, natomiast wiemy, że jeszcze niczego nie wygraliśmy - podkreślił Komenda.
Liderem Ukrainy jest Ołeh Płotnicki, który w Perugii tworzy duet przyjmujących z Kamilem Semeniukiem. 29-latek w rozmowie z ukraińskim portalem sport.ua z uznaniem wyrażał się o naszej ekipie. – Polski nie da się zaskoczyć, ale można z nią walczyć. To bardzo doświadczona drużyna, która nie wybacza błędów. Musimy więc zagrać bardzo czysto. Jednocześnie nie możemy się jej bać. Musimy podejmować ryzyko w ważnych momentach.
Dodajmy, że dla Ukrainy już awans do turnieju finałowego jest ogromnym sukcesem. - Francja sprawiła nam dobry prezent, wygrywając z Bułgarią, ale bez naszych zwycięstw nie osiągnęlibyśmy play offu. Chcę pogratulować każdemu tego już historycznego wyniku, w szczególności zawodnikom i sztabowi szkoleniowemu. Wykonaliśmy dobrą robotę i jestem dumny ze wszystkich – podsumował Płotnicki.
W półfinale zwycięzca tego meczu zagra z lepszym z pary Turcja - Słowenia.
(mic)
