Z uczuciem niesmaku
Statystyki nie pozostawiły złudzeń..., Wygląda, że Opolanie nie są gotowi do sezonu.
Mato Milosz (z prawej strony) razem z kolegami z drużyny Odry w pierwszym meczu sezonu nie przeskoczył wysoko zawieszonej poprzeczki. Fot. Mateusz Porzucek/ Press Focus
Pompowany od czerwca balonik nie pofrunął. Odra na inaugurację sezonu przegrała z Arką 0:1. Piękny stadion i spektakularna oprawa nie wystarczyły kibicom, którzy spodziewali się dobrej gry Opolan i zwycięstwa drużyny zbudowanej przez Łukasza Tomczyka. Po meczu opuszczali stadion Itaka Arena z uczuciem niesmaku.
Statystki są przerażające. Wprawdzie można się spierać, dlaczego w oficjalnej rubryce celnych strzałów widnieje cyfra 1, skoro po uderzeniach Tomasza Gajdy z dystansu bramkarz Gdynian dwukrotnie musiał interweniować, ale dla obrazu meczu nie ma to większego znaczenia. Niebiesko-czerwoni nie potrafili przeprowadzić składnej akcji!
- Myślę, że pierwsza połowa była szarpana, trochę nerwowa – stwierdził trener Opolan. – To nie była najwyższa jakość z piłką, operowania, wykreowania czegoś. Raczej taka gra bezpośrednia. Dużo walki, przebitek, fauli. Mieliśmy dwa stałe fragmenty w pierwszej połowie, ale nie za dużo z tego wynikało. W drugiej połowie już troszeczkę wyglądało to lepiej. Zrobiliśmy mały krok, czy to po zmianach, czy ogólnie jako zespół. Byliśmy trochę spokojniejsi z piłką i takie optyczne operowanie z każdą minutą szło na naszą korzyść.
Dwie półsytuacje
- Naliczyłem dwie półsytuacje, w których mogliśmy zdobyć bramkę przy odrobinie szczęścia – kontynuował szkoleniowiec Odry. - Te pierwsze mecze zazwyczaj są zamknięte, jeśli grają rywale, którzy albo mają jakość indywidualną, albo organizację gry. I też tutaj tak było. Mieliśmy dwa stałe fragmenty gry, czyli to są nasze wejścia na połowę przeciwnika, a przeciwnik miał zero. To są takie liczby, które mówią najwięcej o tym meczu. Budujemy. Myślę, że mały krok w drugiej połowie wykonaliśmy pod kątem operowania i utrzymania przy piłce. Musimy pracować nad tym, żeby na połowie przeciwnika dać więcej. .
Niewiadoma
Z tej przewagi w rzutach rożnych – przypomnijmy 2:0 – tak podkreślonej przez Łukasza Tomczyka kibice Odry szydzili najbardziej. Nie mają jednak zamiaru już na starcie sezonu przekreślać szans drużyny na wysokie miejsce. Tym bardziej że trener podkreśla, że to dopiero początek.
- Zawsze pierwszy mecz to jest niewiadoma – przypomina starą prawdę opiekun Niebiesko-czerwonych. – Jedziesz na mecz i nie znasz do końca tych zawodników, stadionu, miejsca. Po pięciu tygodniach pracy przychodzi gra pod presją i to od razu ze spadkowiczem z ekstraklasy. U niektórych zawodników przeciwnika było widać spokój, wyrachowanie czy doświadczenie. Więc myślę, że na dystansie całego sezonu, można to nadrobić dobrym treningiem, pracą zespołu i wiarą. Ciężko mi powiedzieć, czy mnie to zaskoczyło, czy to jest daleko, ile to przerasta moje oczekiwania. Każdy dzień z tą drużyną to jest dla mnie adaptacja. Chciałbym się szybko zaadaptować i jak najwięcej z tej pierwszej lekcji pod presją wyciągnąć.
Czerpać doświadczenie
- Dziękuję kibicom, którzy bardzo nas wspierali – szczególnie w końcówce. - Dali nam energię, która jest chłopcom bardzo potrzebna. My nie jesteśmy drużyną, która na dziś zrobi coś takiego ekstra sama z siebie i to będzie powtarzać co chwilę. Potrzebujemy dopingu, żeby on nas pchał na przykład przy stałych fragmentach. To w meczu z Arką było i dlatego mieliśmy sytuację na końcu, kiedy Mato Milos zagrał wzdłuż bramki i Filip Kupczyk mógł skończyć akcję strzałem do pustej. Dla mnie najważniejsze jest to, żeby z każdego dnia czerpać doświadczenie, żeby później móc szybko reagować – podsumował Łukasz Tomczyk.
Jerzy Dusik
