Z Polską trzeba się liczyć
Rozmowa z Moniką Kobylińską, kapitan i rozgrywającą reprezentacji Polski
Fot. Tomasz Fąfara/Pressfocus.pl Kapitan Biało-czerwonych mocno akcentuje znakomitą atmosferę w kadrze.
W grudniu czekają was mistrzostwa Europy po raz pierwszy zorganizowane w pięciu krajach, także w Polsce. Co to oznacza dla was?
- Na takie wydarzenia czeka się całą karierę sportową. Mistrzostwa Europy rozgrywane w Polsce będą szczególnym wydarzeniem. Jestem dumna i szczęśliwa, że będę mogła wystąpić przed naszymi kibicami. Do tej pory wszystkie duże imprezy odbywały się za granicą, dlatego chcemy jak najlepiej wykorzystać szansę gry u siebie w domu. Wierzę, że wspólnie z kibicami stworzymy turniej, który na długo pozostanie w pamięci.
Presja gry u siebie może uskrzydlić, czy... trochę związać nogi?
- Uskrzydli, uskrzydli. Pełna hala to będzie dodatkowa motywacja. Ósmy zawodnik, który mam nadzieję pomoże. Muszę jednak przyznać, że gra w katowickim Spodku, który dotąd znałyśmy z telewizji z największych wydarzeń, a teraz same będziemy miały szansę w nim zagrać podczas wielkiego turnieju, na pewno będzie czymś wyjątkowym, choć też... dużą odpowiedzialnością. Jako kapitan mogę jednak zapewnić, że zrobimy wszystko, aby kibice byli dumni z reprezentacji Polski.
Pierwszy mecz z Francją będzie dla kluczowy?
- Na takim turnieju każdy mecz jest kluczowy. Nie ma czasu na mecze rozgrzewkowe, każdy jest bardzo ważny. Francja jest wyżej notowaną reprezentacją, mega silną drużyną, więc to rzeczywiście może być najcięższe spotkanie w grupie, ale damy z siebie wszystko, by już na początku turnieju pokazać, że trzeba się będzie z Polską liczyć.
Dopytam o dwie pozostałe reprezentacje w grupie. Zwłaszcza w kontekście, że mistrzostwa Europy są trudniejsze niż mistrzostwa świata.
- Mówiliśmy o spotkaniu z Francją, ale tak naprawdę dwa kolejne będą z naszej perspektywy bardziej kluczowe. W pojedynkach z Ukrainą oraz Wyspami Owczymi będziemy może nie faworytem, ale jesteśmy bardziej doświadczonym zespołem. Postaramy się to, i to że gramy u siebie, wykorzystać.
Zakończyłyście niedawno 10-dniowe zgrupowanie zgrupowanie w Szczyrku. Jak oceni pani letnie spotkanie w Beskidach z koleżankami i sztabem szkoleniowym?
- W Centralnym Ośrodku Sportu w Szczyrku miałyśmy zapewnione wszystkie obiekty i świetne warunki do treningu motorycznego oraz bardzo dobre jedzenie, więc jesteśmy z tego obozu bardzo zadowolone. W trakcie zgrupowania poza testami wydolnościowymi i pracą nad motoryką, był też czas na aktywności integracyjne. Byłyśmy razem nawet w Energylandii. Taki team building jest bardzo pozytywnie odbierany z naszej strony, bo z jednej strony pozwala na chwilę odpoczynku pomiędzy ciężkimi treningami, a z drugiej wpływa na atmosferę w zespole, która i tak jest znakomita.
Czy macie zaplanowany już cały cykl przygotowań do mistrzostw Europy?
- Przygotowania trwają przez lata, natomiast w Szczyrku zaczęłyśmy już bezpośrednie przygotowanie do EURO. Cieszymy się, że miałyśmy możliwość spotkania się i - nie ukrywajmy - ciężkiej pracy, która na pewno zaowocuje w mistrzostwach Europy.
Młodsze koleżanki z reprezentacji do lat 20 zajęły niedawno 10. miejsce na mistrzostwach świata w Chinach. To dobry wynik?
- To dobrze, gdy następczynie przechodzą do kolejnych etapów mistrzowskich turniejów. To są zawodniczki, które już pukają do „naszych drzwi”. Zastąpią nas kiedyś w pierwszej reprezentacji Polski. Trzeba przyglądać się występom tej młodszej generacji z uwagą. Tak to powinno wyglądać. My też ostatnio notowałyśmy lepsze wyniki, co oznacza, że żeńska piłka ręczna idzie do przodu.
Gra pani na Bałkanach, a selekcjoner Arne Senstad jest Norwegiem. Która szkoła handballu jest lepsza?
- Miałam wielu trenerów w życiu i każdy coś wniósł do mojej sportowej kariery. Teraz przenoszę się na Węgry, co będzie kolejnym doświadczeniem, bo grałam już w Niemczech, we Francji i w Rumunii. Oczywiście Skandynawia jest najlepszą handballową szkołą w kobiecej piłce ręcznej, a reprezentacje Danii, a zwłaszcza Norwegii są potęgami. Ale z każdej szkoły można coś wyciągnąć dla siebie.
Co daje kadrze była światowa gwiazda, a obecnie asystentka i rodaczka selekcjonera, Heidi Lokke?
- Gwiazda to dobre określenie, ale Heidi przede wszystkim jest dobrą osobą, bardzo życzliwą i pomocną osobą. Mimo swojej rangi na świecie nie daje tego odczuć. Dla dziewczyn jest motywujące, szczególnie dla naszych obrotowych (Heidi to obrotowa – dop. red.), gdy mogą usłyszeć rady Heidi, więc fajnie ta nasza współpraca działa i bardzo się cieszymy, że jest z nami.
Rozmawiał Zbigniew Cieńciała
