Z nieba do piekła w cztery lata
Kontrakt podpisany z Portland pokazał, jak mocno w ostatnim roku spadły notowania Jeremy'ego Sochana.
Epizod Polaka w Nowym Jorku wydaje się zakończony... Fot. New York Knicks
W naszych mediach przez moment zapanowała euforia. „Nowy klub Sochana!”, „Sochan zostaje w NBA!” – krzyczały nagłówki po tweecie Shamsa Charanii o tym, że Polak uzgodnił warunki kontraktu z Portland. Kilka godzin później przyszło otrzeźwienie – to umowa niegwarantowana, Sochan na obozie przygotowawczym musi wywalczyć sobie miejsce w zespole, w przeciwnym razie straci wszystko.
– Bardzo się cieszę, że dołączam do Portland Trail Blazers. Od pierwszego dnia chcę wnosić do drużyny swoją energię, waleczność i mentalność zwycięzcy. Nie mogę się doczekać, aż wyjdę na parkiet, poznam nowych kolegów i trenerów oraz rozpocznę pracę z całą organizacją. Przede wszystkim chcę jednak poznać społeczność Portland i jego fantastycznych, pełnych pasji kibiców! Jestem wdzięczny New York Knicks za szansę, którą otrzymałem w poprzednim sezonie i niezwykle dumny z tego, co wspólnie osiągnęliśmy. Portland, gramy! – zapowiada w okolicznościowej odezwie Jeremy Sochan.
W rękach kucharza i magazyniera
Przed 23-latkiem okres wielkiej próby. Zanim liga wystartuje, będzie musiał konkurować z kilkoma zawodnikami o jedno czy dwa wolne miejsca w zespole. Zawodnik, który przed kilku laty został wybrany w drafcie ze znakomitym numerem dziewiątym, teraz musi drżeć o swoją przyszłość w lidze. – Trzeba zadać pytanie Jeremiemu, na jakiej gra pozycji, bo dziś jak się mówi, że zawodnik gra na trzech czy czterech pozycjach, to de facto nie gra na żadnej – mówi w podcaście PostPrime Marcin Gortat. – Oprócz formy na parkiecie kluczowe jest przekonanie do siebie sztabu i całej obsługi klubu – od fizjoterapeutów, trenera od siłowni, trenera od przygotowania fizycznego, po klubowego kucharza czy magazyniera. Walkę o ostatnie miejsce w składzie wygrywa ten, kto wnosi do szatni dobrą energię, a nie obciążenie – dodaje były koszykarz z dużym doświadczeniem na parkietach najlepszej ligi świata.
Teksas nie żałuje
Sprawę nowej umowy Sochana na tapet wzięły media związane z San Antonio Spurs oraz New York Knicks, czyli poprzednimi klubami Polaka.
„Były gracz Spurs znalazł nowy dom, ale jego nowy kontrakt ma haczyk, który dowodzi, że San Antonio miało rację od samego początku. (...) To zaskakujący zwrot akcji jak na kogoś, kto niecałe cztery lata temu został wybrany z dziewiątym numerem draftu” – czytamy w serwisie Air Alamo, związanym z Ostrogami. „Decyzja trenera Mitcha Johnsona, by posadzić Sochana na ławce w zeszłym sezonie – nawet gdy był w pełni zdrowy – obroniła się z nawiązką. Szkoleniowiec przytomnie zauważył, że brak rzutu u Jeremy'ego przy Victorze Wembanyamie i Stephonie Castle’u po prostu nie miał prawa zadziałać”.
W Teksasie żartują na temat nowej roli Portland. „Ironia polega na tym, że Blazers stali się swoistym przytuliskiem (miejscem docelowym) dla byłych graczy Spurs. Drew Eubanks, Blake Wesley, Sidy Cissoko, a teraz prawdopodobnie Sochan to byli zawodnicy San Antonio z ostatnich lat, którzy trafili do Portland”.
Bezużyteczny w ataku
Tymczasem w Nowym Jorku zastanawiają się, czy była możliwość, by Sochan pozostał w mistrzowskiej drużynie. „Brak czasu na parkiecie nie wziął się znikąd – gra Sochana ma bardzo widoczne mankamenty. Jeremy niechętnie rzuca z dystansu i robi to słabo, co czyni go niemal bezużytecznym w ataku. Ze względu na brak możliwości rozciągnięcia gry (spacingu) jest typem zawodnika, pod którego trzeba właściwie ustawiać cały skład. Niestety, nie jest na tyle dobry, by taki zabieg był uzasadniony” – pisze felietonista SB Nation.
Sochan nie pojawi się na najbliższym zgrupowaniu reprezentacji Polski. Po raz kolejny musi skupić się na udowodnieniu swojej przydatności w USA.
(pp)
