Yamal jeszcze nie wszedł w turniej
Rozmowa z Romanem Koseckim, byłym reprezentantem Polski i wiceprezesem PZPN-u, znającym od praktycznej strony (Osasuna, Atletico, Nantes, Montpellier) piłkę hiszpańską i francuską
No i gdzie ta moja forma? - drapie się po głowie Lamine Yamal. Czy zdąży znaleźć odpowiedź na to pytanie przed końcem mundialu? Fot. Belga/SIPA USA/ Press Focus
Która szkoła piłkarska z dwóch wtorkowych półfinalistów mundialu jest bliższa pańskiemu sercu?
- W obu krajach przeżyłem piękne chwile, w każdym miałem okazje grać w superpoukładanych klubach. Nantes to półfinał Ligi Mistrzów, Montpellier – półfinał krajowego pucharu. Ale nie będę zaklinać rzeczywistości: bliższa mi jest piłka hiszpańska. Wolałem ją jako zawodnik, i wolę jako widz – na trybunach i przed telewizorem. To nie przypadek, że trenerem francuskiej drużyny, która dwa razy z rzędu wygrała Champions League, jest Hiszpan. Luisowi Enrique udało się stworzyć arcyskuteczną mieszankę piłki technicznej i siłowej, za jaką uważam francuskie granie. Przekonał do tego swych podopiecznych i wychodzi to genialnie.
Reprezentacja Francji też dziś gra efektownie...
- Ale wciąż pod względem technicznym – w różnych ustawieniach boiskowych zresztą i w różnych systemach – delikatną przewagę w tym zakresie mają Hiszpanie.
Wygrają?
- Konia z rzędem temu, kto to przewidzi! Wbrew temu, co powiedziałem wcześniej – bo serce pewnie by chciało triumfu piłki technicznej – rozum podpowiada, że faworytem będą Francuzi. Nieznacznym faworytem, może w stosunku 55 do 45. Drużyna hiszpańska na tych mistrzostwach buduje się w nieprawdopodobny sposób z meczu na mecz, a przecież – mówiąc szczerze – wciąż jeszcze nie wszedł w turniej Lamine Yamal.
A wejdzie w końcu? Przebudzi się?
- Ot, pytanie... Jest arcyważne, bo odpowiedź na nie okazać się może języczkiem u wagi tego półfinału. Natomiast Trójkolorowi do tej pory byli nie do zatrzymania. Pressing, sposób rozegrania piłki, szybkość wyprowadzania kontr... Absolutna maestria. No i chyba motoryka jest po ich stronie. Oczywiście Hiszpanie znają doskonale wszystkie atuty rywala, ale czy będą w stanie je zneutralizować?
Jedną bramkę do tej pory stracili! Szczelni są w defensywie.
- To prawda. Ale Francuzi – wyjąwszy „jatkę” z Paragwajem – w każdym meczu zdobywali przynajmniej dwa gole. Mbappe finalizuje, Olise asystuje...
Za to Hiszpanie mają Luisa de la Fuente na ławce, z jego genialnym nosem trenerskim do zmian!
- Długość i moc francuskiej ławki rezerwowych w niczym tej hiszpańskiej nie ustępuje! Każda z tych ekip spokojnie może wystawić dwie równorzędne jedenastki. Jakakolwiek dokonana przez obu selekcjonerów zmiana nie wpływa negatywnie na siłę boiskową drużyny.
Ale to Mikel Merino załatwia swej drużynie kolejne awanse.
- Świetny chłopak, owszem. Z przyjemnością zobaczyłem ostatnio w telewizyjnej relacji jego ojca na trybunach. Nasi komentatorzy o tym nie wspomnieli, może go po prostu nie znają... A ja z nim grałem w Osasunie. Mikel bardzo go przypomina. Przejął po tacie nie tylko klasę piłkarską, ale i „cieszynkę”. Bo to Angel po swoich trafieniach zawsze obiegał chorągiewkę rożną. Fajnie było widzieć go po latach. Posiwiał oczywiście, ale jego uśmiech - wciąż niezmienny i niezapomniany!
Wielu powiada, że mecz Francja – Hiszpania to przedwczesny finał. Że z tej pary wyłoniony zostanie mistrz świata. Zgadza się pan z tym stwierdzeniem?
- Nie. Generalnie w meczach tej czwórki wszystko zdarzyć się może. Ten turniej jest bardzo długi i bardzo wyczerpujący. Gdyby trzymać się procentów, w drugim półfinale postawiłbym 52 do 48 na Argentynę. Drogę chyba miała troszkę łatwiejszą, dorabia się jeszcze teorie spiskowe do jej kolejnych awansów, ale generalnie Albicelestes są niesamowici. Wszyscy – słusznie – podkreślają wielkość Leo Messiego, ale zwróćmy uwagę, że w dwóch ostatnich spotkaniach decydujące bramki padały bez jego udziału. Tak jakby on sam dawał chłopakom przyzwolenie: „Róbcie swoje i wykorzystujcie okazje, jak je macie”. I oni to robią. Więc Argentyna to już nie tylko Messi; to zespołowość. Widać dobitnie, jak dla każdego z nich ten turniej, ta obrona tytułu jest istotna. Te łzy po kolejnych, wyszarpanych zwycięstwach... Muszą czuć straszną presję, straszny stres – przystępowanie do meczu, na który każdy rywal wychodzi z założeniem „Bij mistrza”, musi być bardzo trudne mentalnie. A jednak dają radę!
Ale Anglia też daje!
- Owszem. Anglicy wyglądają świetnie fizycznie. Obudził się Jude Bellingham, przez co cała odpowiedzialność już nie wisi tylko na Harrym Kane'ie. Generalnie jakość tej drużyny jest wielka; przypomnę, że angielskie zespołyzagrały w finałach wszystkich trzech pucharów europejskich, dwa z nich zdobywając. Na dodatek dochodzą jeszcze w tym spotkaniu pewne zaszłości historyczne. No wie pan, „ręka Boga” z 1986 roku itp. Szykuje się wielka wojna, ale – jak powiedziałem – dla mnie z delikatnym wskazaniem na Argentyńczyków.
Rozmawiał Dariusz Leśnikowski
NIE PRZEGAP!
wtorek, 21.00 – TVP 1, TVP Sport
Roman Kosecki. Fot. Rafał Oleksiewicz / Press Focus
