Wyzwaniem był dźwięk telefonu. Nieustający

Rozmowa z Piotrem Szczypką, menadżerem Mai Chwalińskiej, prezesem BKT Advantage Bielsko-Biała

Priorytetem opiekunów finalistki Rolanda Garrosa jest to, by mogła nacieszyć się sukcesem, zrealizować marzenia i potrzeby, na które ciężko zapracowała... Fot. Fot. PSNEWZ/SIPA/PressFocus

Odpowiedź na pytanie, której z czeskich tenisistek - Lindzie Noskovej czy Karolinie Muchovej - kibicował pan w finale Wimbledonu, jest chyba dosyć oczywista...

– Lindzie; trudno, żeby było inaczej. Bardzo ucieszył nas jej tytuł. Znamy się od wielu lat. Grała dla nas w młodzieżowych rozgrywkach drużynowych, występowała także w superlidze, w 2022 zdobyła z nami mistrzostwo Polski. Często przyjeżdżała do nas z mamą, która niestety zmarła na raka dwa lata temu. Mieliśmy bardzo dobry kontakt z całą rodziną.

Jej mama przywoziła ciasto?

- Słynne czeskie kołacze. Nie wiem, czy sama je piekła, ale zawsze miała ze sobą. Kiedy przyjeżdżały do nas z Lindą z Przerowa na kilka dni albo na sparingi, zawsze coś przywoziła. Mieszkały w pokojach na górze w naszym budynku klubowym. Wspólnie siadaliśmy i jedliśmy te czeskie wypieki.

Czyli możecie się szczycić dwiema finalistkami ostatnich dwóch turniejów wielkoszlemowych. Martwi pana obecna kontuzja kostki, z powodu której Maja wycofała się z dwóch turniejów po Wimbledonie?

– Nie. Uważam, że to stosunkowo niewielki problem. W tym roku miała już zdecydowanie trudniejsze momenty. Kiedy dokuczał jej przywodziciel, praktycznie nie mogła grać. Teraz normalnie trenuje i wszystko wygląda dobrze. Skoro sama jest zadowolona, to znaczy, że sytuacja jest pod kontrolą.

A biznesowo kariera Mai się rozwija?

– No, dużo się dzieje – i przede wszystkim dużo dobrego. Potrzebuję jednak jeszcze trochę czasu, żeby wszystko dopiąć. To nie są proste sprawy. Poszczególne decyzje muszą przejść przez analizę kilku kancelarii prawnych. Najbardziej żmudny etap, czyli negocjowanie i przygotowywanie umów, mamy już praktycznie za sobą. Teraz dokumenty są weryfikowane przez prawników, więc dla nas pracy jest nieco mniej. Na razie jednak nie mogę zdradzić szczegółów.

Ilu sponsorów będzie wspierać Maję?

– Zgodnie z przepisami tenisistka może mieć dwóch sponsorów eksponowanych na stroju meczowym.

A poza strojem?

– Oczywiście może współpracować również z innymi partnerami. Ich obecność będzie widoczna przede wszystkim w internecie i w mediach społecznościowych.

Wiecie już, kto to będzie?

– Tak, ale dopóki umowy nie zostaną podpisane, nie mogę ujawnić nazw tych firm.

To będą rozpoznawalne marki?

– Jeśli mówimy o tych dwóch głównych sponsorach – tak. To naprawdę duże marki.

Może pan zdradzić, o jakich kwotach mowa?

– Nie mogę. To informacje objęte klauzulą poufności.

Rozumiem jednak, że te kontrakty zapewnią Mai spokojne funkcjonowanie na najbliższe lata?

– Taki właśnie jest cel.

Chodzi wyłącznie o funkcjonowanie Mai czy całego projektu - klubu?

– To są indywidualne umowy Mai, więc to ona będzie decydowała, na co przeznaczy zarobione środki.

Ale jest również udziałowcem spółki Sports Advantage S.A., budującej centrum odnowy biologicznej przy kortach...

– Tak, ale o tym będziemy rozmawiać później. Przede wszystkim chcemy, żeby Maja mogła nacieszyć się swoim sukcesem, zrealizować marzenia i potrzeby, na które ciężko zapracowała. W końcu to ona wywalczyła ten sukces na korcie.

Jak długo czeka się na pieniądze od organizatorów Roland Garrosa?

– Zwykle pieniądze są wypłacane w ciągu tygodnia lub dwóch od zakończenia turnieju. Nie trzeba długo czekać.

Czyli Maja mogła już spełnić jakieś swoje marzenie.

– Mogła (śmiech).

Jednym z nich był drugi trener przygotowania fizycznego i fizjoterapeuta.

– To są bardzo praktyczne marzenia. Ale jestem przekonany, że ma też swoje prywatne cele, o których nie mówi publicznie. Maja nie jest osobą, która lubi się uzewnętrzniać. Realizuje je przede wszystkim dla siebie, a nie po to, by się nimi chwalić. Każdy ma marzenia i ona również je ma. Kiedy przyjdzie odpowiedni moment i będzie chciała myśleć o inwestowaniu, na pewno będziemy o tym rozmawiać. Na razie nie ma takiej potrzeby. Niech po prostu nacieszy się tym, co osiągnęła. Mogę natomiast zapewnić, że otaczają ją bardzo kompetentni ludzie i wszystko jest odpowiednio poukładane.

Czy dołączy ktoś do zespołu odpowiedzialnego za marketing?

– Obecnie działamy po staremu, jest menadżerka Ola Musiał, ja koordynuję całość, a agencja Top Five Management z Paryża odpowiada za działania marketingowe. Na razie taki model dobrze się sprawdza.

Jak Maja radzi sobie z całym zamieszaniem po paryskim sukcesie? Nie przytłoczyło jej to?

– Nie powiedziałbym, że ją to przytłoczyło. Być może podczas Wimbledonu było jej najtrudniej, bo wszystko działo się bardzo szybko i między kolejnymi obowiązkami praktycznie nie było chwili oddechu. Uważam jednak, że radzi sobie z tym znakomicie. Jak na tak młodą zawodniczkę potrafi doskonale odciąć się od zewnętrznego szumu. Nie rozprasza się i chyba najlepiej z całego zespołu potrafi zachować koncentrację. My staramy się przede wszystkim zdjąć z niej jak najwięcej obowiązków.

Pojawiają się sugestie, by Maja przeniosła się, jak inni tenisiści, na przykład do Monte Carlo...

– Ze względów podatkowych?

Na przykład, ale także sportowych. Mogłaby sparować z lepszymi zawodnikami.

– Z kim?

Bo ja wiem? Z Hubertem Hurkaczem...

– Nie sądzę, żeby Hurkacz regularnie sparował z Mają. Oczywiście mogą wspólnie trenować przy różnych okazjach, ale on rywalizuje w męskim tourze i przygotowuje się do zupełnie innych wyzwań.

Pytanie było trochę prowokacyjne.

– Odpowiedź też (śmiech). Oczywiście nie wykluczam, że w przyszłości Maja będzie miała rezydencję w Monte Carlo czy innym popularnym miejscu. Dziś jednak w ogóle się nad tym nie zastanawiamy, bo nie ma takiej potrzeby. Nawet gdyby kiedyś zdecydowała się na taki krok, i tak pozostanie związana z Polską. Tutaj ma swój klub, swoją bazę treningową i firmę. Nie uważam też, że w Monte Carlo miałaby lepszych sparingpartnerów. Maja rywalizuje przede wszystkim w kobiecym tourze. W Bielsku-Białej trenują reprezentantki Polski, które występują w turniejach wielkoszlemowych.

Plus tenisistki z Czech.

– Oczywiście. Dysponujemy nowoczesnym obiektem, a już wkrótce będziemy mieli jedno z najnowocześniejszych centrów odnowy biologicznej w kraju. Korty w niczym nie odbiegają od tych, na których trenuje się na świecie. Tam może klimat jest trochę lepszy, ale uważam, że tutaj mamy lepszy klub i lepsze warunki do codziennej pracy. Nie widzę powodów, żeby Maja miała się stąd wyprowadzać.

Maja zostaje w Bielsku-Białej? Polski tenis nie musi obawiać się, że wyjedzie?

– Nie musi. Ale niech Polska zrobi wszystko, żeby Maja chciała tu zostać.

Na jakim etapie jest inwestycja w centrum fitness i odnowy?

– W tej chwili starego budynku rozlewni wód właściwie już nie ma, został niedawno wyburzony. Budujemy wszystko od podstaw.

Kiedy zakończy się budowa?

– Myślę, że za rok o tej porze będzie można już korzystać z kriokomory, gabinetów odnowy biologicznej, gabinetów lekarskich, siłowni i strefy saun.

Będzie trzeba zatrudnić nowych pracowników?

– Oczywiście. Przede wszystkim wysokiej klasy specjalistów.

Wie pan już, jak duży będzie ten zespół?

– Jeszcze o tym nie myślimy. Na razie skupiamy się na tym, żeby stworzyć możliwie najlepszy ośrodek i wyposażyć go w najwyższej klasy sprzęt. Dzisiaj rozmawialiśmy z kolejnym specjalistą, który jest prawdziwym pasjonatem swojej pracy. Chcemy współpracować z najlepszymi fachowcami i zatrudnić ich dokładnie tylu, ilu będzie potrzebnych.

Minister sportu i turystyki Jakub Rutnicki przyznał wam 3 miliony złotych. Środki już wpłynęły?

– Tak, ale na razie nie są nam jeszcze potrzebne. Finansowanie działa w ten sposób, że najpierw pokrywamy 50 procent kosztów z własnych środków, a później otrzymujemy refundację. Obecnie dysponujemy własnym wkładem, więc korzystamy właśnie z tych pieniędzy.

Co dla pana osobiście było największym wyzwaniem po paryskim sukcesie Mai?

– Dźwięk telefonu. Nieustający.

Nadal dzwoni tak często?

– Teraz jest wyciszony z szacunku dla pana (śmiech). Najtrudniejsze jest to, że czasami jednocześnie prowadzę rozmowę telefoniczną, odpisuję na WhatsAppie i Messengerze.

Nauczył się pan wielozadaniowości?

– Zawsze byłem wielozadaniowy, ale teraz to już naprawdę wyższy poziom. Na szczęście sytuacja zaczyna się stabilizować. Mamy już wybrane kierunki współpracy, więc nie trzeba prowadzić aż tylu rozmów. Coraz więcej spraw załatwiam mailowo. A żeby nie zwariować, idę zaraz na crossfit.

Kiedy możecie ogłosić nowych sponsorów? Jeszcze przed US Open?

– Myślę, że jest na to szansa.

Leci pan z zespołem do Stanów Zjednoczonych?

– Tak, na US Open.

Ma pan poczucie osobistego triumfu po tym, co wydarzyło się w ostatnich miesiącach?

– Bardziej poczucie spokoju. I wolności. Oczywiście, gdyby nie te nieustannie dzwoniące telefony (śmiech). Ale to przecież telefony z dobrymi wiadomościami.

I nie musi pan już sam wystawiać ręki po datki...

– To prawda. Choć to też bywa męczące, bo każdy ma swoje ograniczenia. Nie narzekam jednak. Najbardziej cenię właśnie spokój i poczucie wolności. Maja otworzyła przede mną drzwi, które wcześniej były zamknięte. Dzięki niej mogłem wyjść z miejsca, w którym już niekoniecznie chciałem być. To daje ogromną satysfakcję. Nie nazwałbym tego jednak triumfem ani powodem do dumy. Takich emocji nie potrzebuję.

Rozmawiał Tomasz Mucha

Maję otaczają bardzo kompetentni ludzie i wszystko jest odpowiednio poukładane - zapewnia Piotr Szczypka, tu w towarzystwie trenera Jaroslava Machovsky'ego i menadżerki Aleksandry Musiał. Fot. Tomasz Jastrzębowski / Foto Olimpik / PressFocus

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 9,90 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się