Wyszedł na prostą

Marcin Flis nie zwątpił, że jeszcze zagra w ekstraklasie. Kluczową rolę w jego odbudowie odegrał Adam Nocoń.

Marcin Flis uczcił powrót na boiska ekstraklasy golem w 1. kolejce przeciwko Rakowowi. Fot. Grzegorz Misiak/PressFocus

WISŁA PŁOCK

Obrońca przez prawie rok nie grał w piłkę. Szansę dała mu Pogoń Siedlce, która sama była w potrzebie, i tak po trzech rundach w I lidze wrócił do ekstraklasy.

Krok w tył, dwa do przodu

32-latek z Bychawy w województwie lubelskim nie mógł być zadowolony po trzecim spotkaniu sezonu. Nafciarze na stadionie Wisły Kraków ponieśli pierwszą porażkę, a obrońca nie wyszedł na drugą połowę. Poczuł ból w plecach, który uniemożliwiał mu kontynuowanie gry. Kiedy jednak szerzej popatrzy się na sytuację zawodnika, to jest on w trakcie kolejnego ekstraklasowego „życia”. Zdecydowanie najobfitsze miał w latach 2021-22, kiedy zaliczył 98 ze 117 występów, zakładając koszulkę Stali Mielec i ŁKS-u. W Łodzi otrzymał wilczy bilet po rundzie jesiennej i czterech meczach na wiosnę. Ostatni, 17. raz, zagrał na koniec lutego, a w lipcu formalnie rozstał się z klubem, który skorzystał z możliwości rozwiązania umowy po spadku do I ligi. Bez klubu był do stycznia, gdy znalazł miejsce w Pogoni Siedlce. Wówczas było to odbierane jako krok w tył i zamknięcie rozdziału z ekstraklasowymi występami. Życie napisało jednak inny scenariusz.

Spotkanie w dobrym momencie

W Pogoni zaczął regularnie grać, ale cieszyły go nie tylko minuty spędzone na murawie. Przez półtora sezonu strzelił 18 goli, w tym dziesięć po karnych. To jego dublet z „jedenastek” przeciwko Warcie Poznań zapewnił Siedlczanom utrzymanie. Rok po napiętym finiszu sezonu i dwa po rozstaniu z ŁKS-em Marcin Flis znów smakuje ekstraklasę. – Znalazłem się w trudnym momencie, ale dałem sobie szansę, by się odbudować i spróbować wrócić. Wiem, że mało kto w to wierzył, ale ja i moi najbliżsi nie zwątpiliśmy – podkreśla obrońca, który w ekstraklasie debiutował wiosną 2013 roku u Kamila Kieresia w GKS-ie Bełchatów. W powrocie na najwyższy ligowy poziom pomogła mu współpraca z Adamem Noconiem w Siedlcach. – Pół roku byłem bez klubu. Pojawiały się oferty, ale nie na satysfakcjonującym mnie poziomie i tak wyszło, że miałem przerwę. Trener Nocoń wyciągnął do mnie pomocną dłoń. Spotkaliśmy się w bardzo dobrym momencie - drużyna i ja byliśmy w trudnej sytuacji, udało nam się pomóc sobie nawzajem. Trener bardzo mi pomógł, bardzo dobrze wspominam czas w Siedlcach.

Czują lekki niedosyt

Flis został na Mazowszu, co nie wymagało rewolucji w życiu prywatnym. Cieszy się, że grając w Płocku może być blisko rodziny, zwłaszcza że ostatnio wiedzie mu się nie tylko na boisku -kilka tygodni temu na świat przyszedł jego syn. Płocczanie zaczęli sezon od wygranej, remisu i porażki. Latem w Wiśle wiele się działo, odeszli prezes, dyrektor sportowy i trener. Mariusza Misiurę zastąpił Adam Majewski. – Cztery punkty w trzech meczach przyjmujemy z lekkim niedosytem. Choćby ostatni występ w Krakowie mógł się zakończyć co najmniej remisem, bo Marcin Kamiński uderzył w słupek. Walkę o punkty utrudniały nam kontuzje, których doznaliśmy w trakcie spotkania – przyznaje obrońca. Po zmianie barw wywalczył miejsce w składzie, a powrót do ekstraklasy i debiut w nowym zespole okrasił golem przeciwko Rakowowi Częstochowa. – Nie dostałem miejsca z automatu. Mieliśmy bardzo wymagający okres przygotowawczy, po którym trener zdecydował, jak będzie wyglądał skład. W poprzednim klubie graliśmy dwoma środkowymi obrońcami, w Wiśle wybieramy ustawienie z trójką i lewa strona w tym układzie jest dla mnie najlepsza – uważa. 

Michał Knura




Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 9,90 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się