Wyniki kadry to nie przypadek
Wywiad z Grzegorzem Bachańskim, prezesem Polskiego Związku Koszykówki
Grzegorz Bachański chwali Mateusza Ponitkę i trenera Igora Milicicia. Fot. PAP / Marcin Gadomski
– Bilans Biało-czerwonych zrobił duże wrażenie nie tylko w Europie, ale i na całym świecie. Mówimy w końcu o eliminacjach organizowanych bezpośrednio przez FIBA, więc te występy i wyniki są bardzo mocno komentowane. Niedzielny mecz z Niemcami, którzy mają bilans 6:1, był mocno oczekiwany i zgromadził sporą widownię przed telewizorami, również poza naszym krajem. To dla nas dodatkowy, bardzo ciekawy element tego sportowego święta.
Co w pana ocenie jest kluczem do tak dobrych wyników i sukcesu kadry?
– Myślę, że decyduje o tym stabilna kontynuacja projektu sportowego. Mamy charyzmatycznego kapitana, Mateusza Ponitkę, którego rola w tym zespole jest po prostu nie do przecenienia, co wszyscy podkreślają. Ale to nie jest tylko Ponitka, to cały świetnie funkcjonujący organizm sportowy. Drużyna jest bardzo dobrze prowadzona przez trenera, który umiejętnie dokonuje rotacji i wprowadza młodych zawodników. Oni szybko zaczynają rozumieć nasz system gry, który przecież nie należy do najprostszych. Warto też zwrócić uwagę na samo przygotowanie zawodników. Kiedy obserwowałem ich na dwutygodniowym zgrupowaniu w Krakowie, widziałem, że przyjechali w znakomitej formie fizycznej. Dzięki temu trener nie musiał tracić czasu na budowanie bazy od nowa, tylko od razu przeszedł do taktyki. W efekcie w meczu z Izraelem momentami graliśmy pewne schematy niemal w ciemno. Do tego dochodzi wysoka samoświadomość zawodników – oni doskonale wiedzą, że reprezentują kraj na arenie międzynarodowej i to podejście widać w ich głowach.
A jak z perspektywy federacji wyglądało pozyskanie Jordana Loyda? Bo to była iskra, która rozpaliła ogień w kadrze.
– My, jako federacja, staramy się być z boku i przede wszystkim zabezpieczać wszystko od strony organizacyjnej – od kwestii technicznych, przez przeloty, po hotele. Tutaj ogromną robotę wykonuje dyrektor kadry, Łukasz Koszarek. Jako były wybitny koszykarz doskonale rozumie potrzeby drużyny od środka. Jeśli chodzi o samego Jordana Loyda, to jego pozyskanie w zeszłym roku było dla nas kluczowe. O jego względy walczyło kilka innych federacji, w tym chociażby wspomniany Izrael. Jordan wybrał jednak grę dla Polski ze względu na swoją wcześniejszą wspólną grę i bardzo dobre relacje z Mateuszem Ponitką z czasów występów w Zenicie Sankt Petersburg. Bardzo się cieszymy z tego wyboru. Jordan świetnie odnalazł się w naszym systemie taktycznym, dobrze się tu czuje i na boisku zdążył już dać reprezentacji naprawdę bardzo dużo.
Związek ogłosił podpisanie trzyletniej umowy z marką Coconaut. Co oznacza ten ruch?
– Zacieśniamy współpracę, która rozwijała się bardzo naturalnie. Nie zaczynamy od zera. Współpracowaliśmy już wcześniej przy ważnych wydarzeniach związanych z koszykówką 3x3, takich jak mistrzostwa świata w Warszawie czy sierpniowe mistrzostwa Polski w Katowicach. Istotnym pomostem był też fakt, że Mateusz Ponitka jest ambasadorem tej marki. Poznaliśmy się lepiej, zobaczyliśmy, jak sprawnie to działa, i wspólnie uznaliśmy, że podpisanie umowy na trzy lata będzie bardzo dobrą, długofalową decyzją dla obu stron. Cieszę się, że do tak prestiżowego meczu z mistrzami świata, jak ten niedzielny z Niemcami, przystępowaliśmy z tak solidnym partnerem.
Coconaut słynie z niestandardowych akcji – jak choćby Ponitka grający incognito z influencerami. Jak pan reaguje na takie pomysły?
– Bardzo pozytywnie i mogę tylko pochwalić moich pracowników. Dzisiejszy Polski Związek Koszykówki to duże przedsiębiorstwo i bardzo się cieszę, że mamy w nim tak kreatywny zespół. Widziałem tę akcję i uważam, że w przestrzeni medialnej spotkała się z fantastycznym, bardzo ciepłym odbiorem. To pokazuje, że potrafimy wspólnie z partnerem wyjść poza utarte schematy. Dobrym przykładem ich zaangażowania było też stoisko marki na Placu Defilad podczas mistrzostw świata 3x3 w Warszawie. Codziennie mijałem je w drodze do obowiązków służbowych i tam stale stały długie kolejki kibiców. To pokazuje, że działania marketingowe naszego sponsora trafiają bezpośrednio do dziesiątek tysięcy fanów, którzy przychodzą na mecze.
Na koniec sprawa pozasportowa – zamieszanie wokół PKOl i aresztowanie prezesa Radosława Piesiewicza. Czy to uderza w PZKosz? Wszak to były szef związku.
– Wizerunek związku i koszykówki na tym nie ucierpi. Ja o sprawie aresztowania wiem głównie z doniesień prasowych. W ostatnim czasie byłem w Rydze i skupiam się wyłącznie na sprawach związanych bezpośrednio z polską koszykówką oraz zarządzaniem naszym związkiem. Wiem, że ma zostać zwołane prezydium zarządu Polskiego Komitetu Olimpijskiego. Niech obraduje, działa i robi swoje.
Rozmawiał Piotr Płatek
