Wyciskanie cytryny
Ledwie jeden mecz za Dumą Podlasia, nadchodzący tydzień będzie dla niej dopiero pucharową rozbiegówką, a Adrian Siemieniec już delektuje się mocnymi określeniami!
Sądząc ze skwaszonej (cóż, cytryna...) miny, nie wszystko idzie po myśli Adriana Siemieńca. Fot. Michał Kość / Press Focus
JAGIELLONIA BIAŁYSTOK
Moja uwaga była skupiona na tym, by wycisnąć jak cytrynę te dwa spotkania – jak tu nie lubić szkoleniowca, który w taki sposób opisuje robotę – w tym wypadku głównie swoją – wykonywaną w ramach przygotowań do ligowego meczu. Owo „wyciskanie cytryny” nie dotyczyło jednak fizycznego „walcowania” zawodników. Adrianowi Siemieńcowi chodziło o analizę tego, co zaprezentowali jego podopieczni nie tylko w sobotnim ligowym spotkaniu z Koroną (wymęczone 1:0), ale i w niedzielnej sparingowej potyczce z ŁKS-em Łomża (też 1:0). – Sfokusowany byłem na własnej drużynie; wnioski z tych gier były dla mniej najbardziej istotne – wyjaśniał ów niecodzienny zwrot retoryczny szkoleniowiec.
Więcej, wyżej, celniej
Uwadze kibiców nie umknął wszakże fakt, że Białostoczanie w konfrontacji z Kielczanami nie tylko wyrwali gościom punkty z gardła w samej końcówce, ale też przez zdecydowaną większość spotkania nie byli tym zespołem, do którego przyzwyczajeni są podlascy kibice. To goście nadawali ton grze, a Jagiellonia dopiero w ostatnich 20-25 minutach zagrała „swoją” piłkę. – To nie był nasz pomysł na mecz. To nie jest nasza strategia meczowa. I to nie jest zmiana naszej tożsamości – zapewniał opiekun Jagi. – Mamy być zawsze zespołem proaktywnym, intensywnym z piłką i bez niej, dążącym do kontroli. Więc oczekuję od drużyny więcej wysokiej obrony, większej presji na przeciwnika, większej liczby wejść w pole karne, większej liczby celnych strzałów, większej dominacji – z każdym zdaniem „rozgrzewał się” trener Siemieniec.
Duńczyk wsiądzie na Motor?
Czy zatem w piątek w Lublinie – na sześć dni przed hitowym starciem w kwalifikacjach Ligi Europy ze szkockimi Rangersami – zobaczymy Jagiellonię marzeń Adriana Siemieńca? Ot, pytanie... Nie musi to być rzecz oczywista; wciąż przecież trwa formowanie – również to personalne – jego zespołu. Choćby angaż Andersa Klynge, 25-letniego Duńczyka, ale pozyskanego z Bodo/Glimt (czyli ekipy, która dwa lata wstecz mocno złoiła skórę – jeszcze bez tego piłkarza – Białostoczanom w eliminacjach Ligi Mistrzów). Szkoleniowiec brązowych medalistów MP zapowiada, że całkiem realnie rozważa posłanie w bój pomocnika, mimo niewielkiej liczby treningów, jakie odbył z drużyną.
Profilowanie profesjonalne
– Wierzę, że oceniliśmy go właściwie, jeśli chodzi o sprofilowanie zawodnika na tę pozycję. Wiemy przecież, czego oczekujemy od graczy na danych pozycjach i takich cech staramy się szukać w tych piłkarzach – Siemieniec podkreślał, że Duńczyk był przez klubowych skautów obserwowany od dłuższego czasu. – No i grał w zespole, który ma wiele rzeczy spójnych i modelowo pokrywających się z Jagiellonią – zaznaczył dodając, że Klynge fizycznie jest przygotowany do występu w Lublinie.
(DaL)
