Wszystko już było

Podobno najbardziej lubimy, to co już znamy. W kontekście mundialu nie ma w tym jednak niczego zdrożnego, wręcz przeciwnie.

Mecze 1/8 finału zapowiadają się fascynująco. Co starcie - to wspomnienia, mniej lub bardziej niezwykłe. Kibice niektórych reprezentacji wracają do tego z uśmiechem, innych z kolei - z grymasem złości i żądzą rewanżu. Oznacza, to że na poziom TOP-16 byle kto wstępu już nie ma. Jedno jest pewne: wybuchy nieokiełznanej namiętności oplotą wkrótce kulę ziemską w gwałtownym uścisku. Przyjrzałem się dlaczego.

KANADA - MAROKO

Wielkie grzmoty w 1/8 finału zaczynamy rewanżem za poprzedni mundial. Obie reprezentacje dobrze pamiętają tamten mecz (grało w nim dziewięciu Kanadyjczyków i sześciu Marokańczyków). We wspomnieniach bardziej pieszczą tamto spotkanie oczywiście piłkarze z Maghrebu. Kanadyjczycy wiedzieli już, że odpadają z rozgrywek, rywalom wygrana przyniosła sensacyjne zwycięstwo w grupie, nikt wówczas nawet jeszcze nie myślał, że Marokańczycy wystrzelą aż do czwórki. Tamto spotkanie dało się zapamiętać z koszmarnego błędu kanadyjskiego bramkarza Milana Borjana, który wybił piłkę wprost pod nogi Hakima Ziyecha, a ten dopełnił formalności. Dało też zapamiętać z... niespełnienia Kanady, która w końcówce cisnęła potwornie, chcąc wyrównać (pod koniec meczu miała 59 procent posiadania piłki). Atiba Hutchinson był blisko, ale piłka odbiła się od poprzeczki i od linii bramkowej, VAR potwierdził, że jej nie przekroczyła. Skończyło się 2:1 dla Maroka.

Ten mecz też zapowiada się wspaniale. Ciekawe czy jakikolwiek wpływ może mieć delikatny handicap dla gospodarzy. Grali poprzedni mecz dzień wcześniej, więc mają trochę więcej czasu na regenerację...

PARAGWAJ - FRANCJA

Nad Loarą ten przeciwnik kojarzy się szczególnie, bo stresu za poprzednim razem było przecież co niemiara. Francuzi podczas triumfalnego marszu po tytuł w 1998 roku właśnie w meczu 1/8 finału, czyli na szczeblu identycznym jak dziś, musieli się na chwilę zatrzymać. Był to jeden z najbardziej dramatycznych meczów w drodze "Tricolores" po pierwszy tytuł. Na stadionie w Lens wszystko rozstrzygnęło się dopiero w dogrywce - pierwszej w historii mundiali rozstrzygniętej "Złotym Golem" (jakie to szczęście, że ten absurdalny przepis wycofano). Francuzi musieli radzić sobie bez pauzującego za kartki głównodowodzącego Zinedine'a Zidane'a i widać było ile on znaczył dla tamtej drużyny. Paragwaj, dyrygowany przez charyzmatycznego bramkarza Jose Luisa Chilaverta, dawał radę aż do 114 minuty gdy gola wbił stoper Laurent Blanc. A teraz? Teraz też Paragwaj - jak wtedy - buduje się przede wszystkim szczelną defensywą, nieustępliwości. Guarani są jak znane z niezwykłej wytrzymałości... guanako. Nie mam wątpliwości: gdyby teraz Paragwajczycy machnęli Francję, byłoby to jedną z największych sensacji mundialowych ever.

BRAZYLIA - NORWEGIA

Więcej o tym starciu na poprzedniej stronie. W 1998 ówczesne zwycięstwo Norwegii było jedną z największych sensacji tamtego mundialu, ale pamiętać trzeba, że Brazylijczycy mieli już pewny awans z grupy i porażka nic ich nie kosztowała. I tak doszli aż do finału. Teraz jest inaczej, jesteśmy już w fazie mundialowej gilotyny.... Niemniej tamten mecz miał niecodzienny przebieg. Pierwszy gol padł dopiero w 78 minucie po strzale niezapomnianego Bebeto i wydawało się, że jest już posprzątane. Do akcji wkroczył jednak "Flonaldo" jak go nazwano, czyli Tore Andre Flo. Po spektakularnej indywidualnej akcji wyrównał. Tuż przed końcem Norwegowie wbili drugiego gola, z karnego. To dało im awans, a szczęśliwym strzelcem był Kjetil Rekdal. Potem Norwegowie już do końca bronili się wręcz desperacko, ale dało im to awans, wprawiając w rozpacz... Marokańczyków.

MEKSYK - ANGLIA

Meksyk grzeje motory. Sytuacja jest o tyle ciekawa, że w tym meczu wystąpi z renomowanym rywalem jako gospodarz, a za poprzednim razem gospodarzem byli Anglicy, którzy potem zdobyli mistrzostwo świata. Ktoś przesądny w Meksyku mógłby wyciągać pochopne wnioski... Żarty żartami, ale faktem jest, że ten mecz zapowiada się fantastycznie, bo obie drużyny są w gazie. W 1966 roku przed większą presją stali Anglicy, który po przeciętnym starcie na mundialu organizowanym u siebie - czyli bezbramkowym remisie z Urugwajem - zebrali solidną porcję krytyki. Jednak właśnie grupowe spotkanie z Meksykanami dodało im pewności siebie. Impas przełamał fantastyczny gol Bobby'ego Charltona, który przywalił z około 23 metrów w samo okienko. Do dziś ta bramka jest uznawana za jedną z najpiękniejszych - z tych zdobytych przez Anglików na mundialach. Ba, to wręcz ikoniczny symbol! To była typowa akcja w stylu Charltona, który słynął z gwałtownych przyśpieszeń i atomowych strzałów. Nazajutrz angielscy dziennikarze (jaka fajna lekcja dla "Sportu") nazywali to uderzenie "pociskiem", "gromem z jasnego nieba", oraz "najwspanialszym golem, jaki kiedykolwiek widziało Wembley". Drugiego gola dorzucił Robert Hunt. To zwycięstwo uspokoiło podopiecznych Alfa Ramseya, na tyle że w ostatnim meczu grupowym przejechali się po Francji. Dziś Meksyk ma to jednak całkowicie w nosie i trudno mu się dziwić. Gospodarze mogą być dumni z tego jak dotąd prezentują się na tym turnieju. Anglicy muszą brać pod uwagę dwa niecodzienne atuty, żelazną defensywę (Meksykanie nie dali sobie przecież jeszcze wbić gola w trakcie tego turnieju) i rozfanatyzowaną publikę na stadionie, który wyjątkowo nieprzyjemnie im się kojarzy (to właśnie na Azteca odpadli w ćwierćfinale w 1986 roku, po ręce i genialnym rajdzie Maradony).

PORTUGALIA - HISZPANIA

Sąsiedzkie mundialowe starcia Iberyjczyków to historia najnowsza mundiali, niemniej warto do nich wrócić. W 2010 roku Hiszpania ograła Portugalczyków w grupie, a po koronkowej akcji, klasycznej dla coraz bardziej zachwycającej tiki-taki - gola strzelił David Villa. Zrobił to na raty, ale kibice i tak bardziej zapamiętali poprzedzającą strzał "piętkę" Xaviego. Cristiano Ronaldo nie był w stanie nic wyczarować. Hiszpanie właśnie na tym turnieju zdobyli potem jedyne - jak dotąd - mistrzostwo świata. Do rewanżu doszło osiem lat później - znów w fazie grupowej - w Rosji i był to... zachwycający mecz. Dla wielu jeden z najwspanialszych w fazie grupowej XXI wieku. Tym razem CR7 dał niezwykły popis, ustrzelił hat-tricka, mówił o nim cały świat. Portugalczyk otworzył wynik strzałem z karnego w 4 minucie, a zamknął - znakomitym uderzeniem z wolnego dwie minuty przed końcem. Zwycięstwa jednak nie było, bo w międzyczasie Hiszpanie też trafili trzykrotnie, ozdobą był zwłaszcza kapitalny wolej Nacho. Teraz przed nami spotkanie o największym ciężarze gatunkowym, przegrywający odpada. Kto będzie lepszy: CR7 czy mogący być jego synem Lamine Yamal?

Portugalia znów zagra z Hiszpanią. W zeszłym roku mierzyły się w finale Ligi Narodów. Na zdjęciu Yamal (z lewej) przygląda się CR7. Fot. ANP/SIPA USA/PressFocus

USA - BELGIA

To zestawienie ma z kolei początek w dziejach zamierzchłych, wręcz antycznych... Dla obu mecz z przeciwnikiem był debiutem na mundialach: spotkały się w 1930 roku w Montevideo, mało kto pamięta, że było to jedno z dwóch inauguracyjnych spotkań w historii mistrzostw świata! (początek 13 lipca 1930 roku o godz. 15). Amerykanie rozbili wtedy przeciwników, Belgowie skarżyli się, że drugi gol padł ze spalonego, w dodatku murawa miała być w katastrofalnym stanie, przypominać orne pole i grający technicznie Europejczycy nie potrafili rozegrać porządnie piłki. Belgijska prasa nazywała wtedy Amerykanów "rzeźnikami", nawiązując do bezpardonowego stylu gry. Tamten turniej skończył się dla USA najlepiej w dziejach, zajęły trzecie miejsce. Belgowie wracali do domu nie zdobywszy nie tylko choćby punktu (przegrali jeszcze z Peru), ale nawet bez jednej bramki. Wzięli jednak pełny rewanż... 84 lata później. Podczas mundialu w Brazylii grali jakby pamiętali o tamtym upokorzeniu. Rzucili się na Amerykanów jak wilk na owcę, rewelacyjnie bronił wtedy jednak Tim Howard i dzięki niemu USA dotrwały do dogrywki. Tam już gole wbijali dla Belgii piłkarze, którzy mogą uczynić to i teraz - Kevin De Bruyne i Romelu Lukaku. Skończyło się 2:1, jak skończy się teraz?

***

Niby więc wszystko już było, ale oczywiste jest, że w tych meczach również wszystko... jeszcze będzie: emocje, zwroty akcji, dramatyczne wydarzenia, ryk, rechot i szloch! Czego chcieć więcej?

Paweł Czado

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 9,90 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się