Wszyscy czekali na koniec
Iga Świątek pewnie zameldowała się w drugiej rundzie turnieju w Nowym Jorku. W kolejnym meczu czeka ją sentymentalna podróż do pierwszego wielkoszlemowego triumfu.
Iga Świątek w Wielkim Szlemie nie zwykła przegrywać meczów otwarcia. Fot. PAP / EPA
US OPEN
Mecz z 80. w rankingu Chinką Xiyu Wang był dla mistrzyni Flushing Meadows z 2022 roku prosty, bezproblemowy, a być może – ku rozczarowaniu kibiców zgromadzonych na drugim co do wielkości Louis Armstrong Stadium – pozbawiony większych emocji. Po godzinie i 28 minutach uśmiechnięta Iga Świątek dziękowała rywalce i publiczności po zwycięstwie 6:2, 6:3.
Polka miała pełną kontrolę nad przebiegiem meczu - łącznie wypracowała 9 break pointów, z których wykorzystała 3, sama nie musząc bronić ani jednej piłki na przełamanie. Wygrała również 80 procent punktów po pierwszym podaniu.
Zawsze gotowa
Łączny bilans w pierwszych rundach Wielkich Szlemów sześciokrotnej mistrzyni tych turniejów wynosi obecnie 30-1, a 28 z tych zwycięstw odniosła bez straty seta. - Nie podchodzę do tych meczów, jakby powinny być łatwe. Nie traktuję ich jako czegoś oczywistego. Od początku turnieju zawsze jestem gotowa, by narzucić odpowiednią intensywność – zauważyła podopieczna Francisco Roiga.
Świątek odniosła się też do hałasu panującego na kortach w Nowym Jorku. - Pamiętam ten szok z tym związany przy pierwszym meczu i zapamiętam to do końca kariery, że tutaj trzeba naprawdę wejść na jeszcze wyższy poziom koncentracji. Ciekawe było to, że przed piłką meczową nagle zapadła cisza. I miałam takie „Jezu, akurat teraz, prawda?”. No, ale wszyscy czekali na ten koniec, więc ważne, żeby po prostu to zignorować – uśmiechała się była liderka rankingu.
Podkreśliła też, że podjęła dobrą decyzję, wycofując się z rywalizacji par mieszanych tuż przed startem zmagań singlowych. - Przez ostatnie tygodnie w Toronto i Cincinnati zagrałam bardzo dużo meczów. W tym sezonie nie byłam do tego przyzwyczajona. Dlatego uznałam, że lepiej będzie się zregenerować i po kilku dniach wrócić do solidnego treningu. Szczególnie że w ubiegłym roku przypłaciłam w trakcie US Open występ w parach mieszanych - powiedziała Polka, nawiązując do porażki przed rokiem już w 4. rundzie.
Rewanż po sześciu latach
W czwartek jej rywalką będzie Nadia Podoroska. Z 29-letnią Argentynką łączą Igę sentymentalne i bardzo miłe wspomnienia – wygrała z nią w półfinale „covidowego” French Open 2020, czyli w drodze po swój premierowy tytuł w Wielkim Szlemie.
Podoroska, kiedyś 36. w rankingu, w kwietniu wróciła do gry po ponadrocznej przerwie. Na liście WTA jest obecnie 449. W 1. rundzie wygrała ze Szwajcarką Simoną Waltert (89.).
- Nadia jest jedną z tych dziewczyn, które każdą piłkę zwracają na drugą stronę siatki i wymuszają błędy. To jednak było sześć lat temu, więc będę musiała obejrzeć jej ostatni mecz i przygotować się taktycznie. Myślę, że podstawowe rzeczy w jej grze się nie zmieniły – dodała. W kolejnej rundzie może czekać rozstawiona z nr 25. Czeszka Marie Bouzkova lub Brytyjka Harriet Dart (131. WTA).
Wtorkowe mecze 1. rundy dwóch innych Polek – Magdaleny Fręch (41.) z rozstawioną z nr 14 Amerykanką Ivą Jovic oraz Magdy Linette (82.) z brytyjską kwalifikantką Francescą Jones (104.) - zakończyły się po zamknięciu wydania.
(ToM)
28. ZWYCIĘSTWO z rzędu odniosła Iga Świątek w meczu otwarcia w turniejach wielkoszlemowych. Jej ostatnia – i jak dotąd jedyna – porażka w pierwszej rundzie miała miejsce podczas Wimbledonu w 2019 roku, gdy lepsza okazała się Szwajcarka Viktorija Golubic.
Kopciuszek nie czuje się dobrze
Sensacyjna finalistka French Open zadebiutowała w zasadniczej części nowojorskich zmagań, ale przygoda w singlu Mai Chwalińskiej okazała się krótka. Przed turniejem amerykańskie media wymieniały jej nazwisko w gronie zawodniczek, które mogą sprawić niespodziankę, a opisując jej sukces na kortach im. Rolanda Garrosa, nazwały ją Kopciuszkiem. W starciu z Amerykanką Taylor Townsend Polka nie miała jednak wiele do powiedzenia i przegrała 2:6, 3:6. - Ludzie lubią takie historie i jest mi bardzo miło. Szkoda, że nie spełniłam oczekiwań, ale zrobiłam wszystko, co mogłam. Nie przyjeżdżałam tutaj z wielkimi nadziejami, jeśli chodzi o wynik. Chciałam zagrać najlepiej jak to możliwe, ale ten poziom nie jest zadowalający. Widać, że nie czuję się dobrze na korcie. Zrobiłam tyle, ile byłam w stanie tego dnia - oceniła tenisistka z Bielska-Białej.
Według ekspertów twarda nawierzchnia nie sprzyja sposobowi gry Chwalińskiej. - Nie uważam, żeby problem leżał akurat w tym, więc nie będę szukać wymówek. Nie wydaje mi się też, aby gra na hardzie była dla mnie większym problemem. Bardziej chodzi o to, jak wygląda moja gra i jak czuję się na korcie – zauważyła. - Przede mną jeszcze rywalizacja deblowa w parze z Magdą Linette, ale teraz będę miała więcej wolnego czasu. Bardzo lubię Central Park i skorzystam z okazji, aby tam się udać – podsumowała.
W hołdzie koszykarzowi
Dwukrotna mistrzyni US Open (2018, 2020) Naomi Osaka po dwóch tie-breakach pokonała Anastazję Zacharową i zaprezentowała kolejny odważny i nietypowy strój. W Australian Open inspirowała się meduzą, podczas French Open wystąpiła w złotym stroju symbolizującym nocny blask Wieży Eiffla, a w Wimbledonie nawiązała do kimona oraz japońskiej ozdoby do włosów – kanzashi. W Nowym Jorku wyszła na kort w czarnym stroju, który był hołdem dla byłej amerykańskiej gwiazdy koszykówki Allena Iversona. - Naprawdę bardzo go lubię. Uwielbiam wyrażać siebie poprzez ubrania. Cieszę się, że wam się to podoba – powiedziała podopieczna Tomasza Wiktorowskiego, która na kort założyła całkowicie białą suknię. - Byłam trochę „zardzewiała” na korcie. Denerwuję się w pierwszych rundach, bo chcę dobrze wypaść i pokazać wam nowe stroje - przyznała 13. tenisistka rankingu. Na Igę Świątek może trafić w ćwierćfinale.
