Wojna o FIFA

Mija dokładnie miesiąc od zakończenia mistrzostw świata za Atlantykiem. Walka jednak nadal... trwa, tyle że poza piłkarską murawą.

Komercjalizacja piłki postępuje w zastraszającym tempie, piłkarze nie mają wiele do gadania (na zdjęciu mecz Ekwador - Niemcy podczas ostatnich MŚ) Fot. Paweł Andrachiewicz / Press Focus

Turniej na amerykańskich stadionach wzbudził ogromne emocje, jeszcze zanim się zaczął. W Europie wielu nie spodobało się przyznanie pokojowej nagrody przez szefa FIFA, Gianniego Infantino, prezydentowi Stanów Zjednoczonych, Donaldowi Trampowi podczas ceremonii losowania w grudniu 2025 roku w Waszyngtonie. Potem wybuchła wojna na Bliskim Wschodzie, niepewny do końca był udział Iranu w XXIII MŚ, aż wreszcie sam turniej ze swoimi „hydration brakes” i komercjalizacją, jak się patrzy. Prezydent Infantino gdzie się nie pojawił, a sam byłem tego świadkiem na stadionach w New Jersey/Nowym Jorku, Bostonie czy Filadelfii, spotykał się z gwizdami.

Europejska siła

Czarę goryczy przepełniło dla wielu kibiców to, co stało się już po zakończeniu turnieju, pod koniec lipca, a chodzi oczywiście o projekt FIFA Forward Enterprise (FFE). Zakładał czy zakłada on sprzedanie około 20 procent udziałów w prawach do turniejów organizowanych przez Międzynarodową Federację Piłki Nożnej prywatnym inwestorom na kwotę szacowaną na 20 miliardów dolarów. Za „prywatyzacją” mistrzostw świata stoją potężne finansowe siły braci Kushnerów, ortodoksyjnych Żydów, z których Joshua niedawno za 12,5 mld dolarów kupił koszykarski Los Angeles Lakers, a jego brat Jared jest zięciem prezydenta Trumpa (w 2009 roku ożenił się z Ivanką Trump).

W oświadczeniu FIFA po ogłoszeniu planów można było przeczytać, że „FFE pozyska do 4,2 mld dolarów jeszcze w tym roku, aby pomóc finansować programy rozwojowe na podstawie początkowej wyceny kapitałowej na poziomie 20 mld dolarów, poprzez staranny wybór inwestorów długoterminowych, którzy kupią mniejszościowe, niekontrolujące udziały”.

To wywołało furię u fanów futbolu głównie na Starym Kontynencie, a co za tym idzie w samej UEFA. Europejska federacja zagroziła, że jeśli plan komercjalizacji MŚ wypali, to ona zbojkotuje kolejny turniej i wszystkie inne organizowane przez światową federację. Union of European Football Associations to największa z futbolowych konfederacji, zrzesza 55 członków, a więc 1/4 całości FIFA. To też polityczna siła, bo przecież – co pokazał amerykański turniej – europejskie drużyn rządzą. Tak było podczas XXIII MŚ, tak było podczas zeszłorocznych klubowych MŚ – wymysłu prezydenta Infantino – gdzie w finale Chelsea pokonała Paris Saint-Germain.

Pod naporem UEFA i wsparciem dla europejskiego związku także Azji i strefy CONCACAF, czyli Ameryki Północnej, Infantino wycofał się ze swojej propozycji, mówiąc, że nie chce wywoływać podziałów w futbolowym środowisku, które i tak jest już mocno podzielone. 18 marca 2027 roku, podczas kongresu w Rabacie, dojdzie do wyboru szefa FIFA. Infantino nie da się tak łatwo zastąpić. Może i nie ma poparcia UEFA, ale murem stoją za nim inni, jak prezydent Trump, Afryka czy Ameryka Południowa. Nie wiadomo też, czy Azja się nie ugnie, o czym w wywiadzie dla „Sportu” mówi japoński ekspert Takashi Morimoto.

Potrafi liczyć

Na razie trwa krytyka Infantino, mocna w Europie, ale też wielu okazuje Szwajcarowi wyrazy poparcia, jak choćby kilka dni temu sześć arabskich krajów: Maroko, Egipt, Katar, Mauretania, Liban i Sudan. „Głęboko doceniamy wysiłki prezydenta Infantino na rzecz rozwoju piłki nożnej na całym świecie, poszerzania możliwości we wszystkich regionach oraz wzmacniania w łączeniu ludzi i społeczności poprzez futbol” – można przeczytać we wspólnym oświadczeniu. W ogóle cała Afryka popiera Infantino. Powód jest oczywisty – pieniądze. – Nasze federacje nie są tak bogate jak europejskie, a FIFA robi wiele, żeby nam pomóc poprzez różne programy finansowe, poprzez wsparcie na wielu szczeblach – mówili działacze z Kenii w jednym z programów emitowanych ostatnio przez serwis BBC World.

Weźmy ostatnie MŚ, gdzie Afryka była reprezentowana aż przez dziesięciu przedstawicieli. To podwojenie w stosunku do tego, co było w latach 1998-2022, kiedy w mundialach – jeszcze z udziałem 32 reprezentacji – grało raptem pięć ekip z Czarnego Lądu. Na powiększeniu mistrzostw do 48 drużyn skorzystała też Azja. W MŚ 2026 miała ona dziewięciu swoich reprezentantów, też prawie o połowę więcej niż wcześniej. A Afryka i Azja w głosowaniu na szefa FIFA to łącznie 101 głosów. Dodając do tego Amerykę Południową, czyli CONMEBOL – dziesięciu członków, to 111 głosów, a cała FIFA zrzesza łącznie 211 związków. Łatwo policzyć, czy takie wsparcie Infantino wystarczy do przedłużenia swojej prezydentury w FIFA, która trwa od 2016 roku, czyli od momentu, w którym w niesławie musiał odejść poprzedni szef związku, Sepp Blatter, też Szwajcar. Ten właśnie Blatter, oczyszczony przez sądy z zarzutów korupcyjnych, przez które stracił przecież w 2015 stanowisko szefa FIFA… Na nowego prezydenta światowej federacji popiera norweską prawniczkę, 45-letnią Lisę Klaveness, która od czterech lat kieruje Norges Fotballforbund, czyli norweskim związkiem. Czy takie poparcie wystarczy? Bardzo wątpliwe.  

Michał Zichlarz    

Szef FIFA, Gianni Infantino (z lewej), może liczyć na mocne wsparcie prezydenta Stanów Zjednoczonych, Donalda Trupma. Fot. ANP / Press Focus

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 9,90 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się