„Wiking” poddał się
Mariusz Wach przegrał przez techniczny nokaut w siódmej rundzie z byłym mistrzem świata, Tysonem Furym.
Lata płyną, a Mariusz Wach wciąż walczy... Fot. Łukasz Sobala/PressFocus.pl
BOKS
Uważany kilka lat temu za najlepszego na świecie pięściarza wagi ciężkiej Tyson „Gipsy King” Fury (36 zw. - 24 KO, 2 por. 1 rem.) i Mariusz „Wiking” Wach (39 zw. - 20 KO, 14 por.) dobrze się znają, bo w lepszych czasach swoich karier często ze sobą sparowali. Prawie 38-letni Brytyjczyk, który był posiadaczem pasów wszystkich organizacji - WBA, WBC, WBO, IBF i IBO, wrócił do boksu po dwóch porażkach z Ukraińcem Ołeksandrem Usykiem (w maju i grudniu 2024 roku). 11 kwietnia tego roku zdecydowanie na punkty pokonał groźnego Rosjanina Arslanbeka Machmudowa. A po tym jak niedawno Usyk zrezygnował z wszystkich pasów, może się okazać, że planowana na jesień walka z rodakiem Anthonym Joshuą znów będzie o mistrzowski pas.
Wach, który niedługo skończy 47 lat mimo upływających lat ciągle jest aktywny, nie tylko w boksie, ale i w MMA. W formule mieszanych sztuk walki 10 kwietnia tego roku znokautował w pierwszej rundzie Kamila Bieleckiego. Ale wcześniej, 23 marca na Ukrainie przegrał na punkty z Wiktorem Wychrystem pojedynek o bokserski pas mistrza Europy. Z ostatnich 10 pięściarskich walk przegrał 7, nie zanosiło się więc, żeby otrzymał ciekawą propozycję. Dlatego zaskoczeniem było, że to właśnie jego Fury zaprosił do pokazowej walki. „Z wielką przyjemnością ogłaszam, że będę walczył z Mariuszem Wachem na żywo, tutaj w Pattayi w Tajlandii. […] Cały dochód zostanie przekazany głodującym i bezdomnym dzieciom z Pattayi. To piękne, że mogę zrobić coś dobrego, to szczytny cel” - napisał kilka tygodni temu Fury.
Stawką walki był specjalny pas WBC METTA Humanitarian Belt. To pierwsze takie wyróżnienie, które ma uhonorować nie tylko sportowe osiągnięcia, ale również działalność na rzecz innych. Wydarzenie w Tajlandii zostało także nagrane przez Netfliksa na potrzeby reality show „Fury's Season 3”, pokazującej rodzinę Fury'ego.
Pojedynek odbył się na kameralnej gali boksu w Pattayi w Tajlandii. W mediach społecznościowych ukazały się krytyczne komentarze, odnoszące się do fatalnych warunków, w jakich się ona odbywała. Nie brakowało opinii, że odbyło się to w... stodole. Brytyjczyk był lżejszy od przeciwnika po raz pierwszy od 15 lat, ważył 120 kg, a Polak - 132 kg. Fury rozpoczął walkę wyprowadzając proste ciosy. Zmieniał pozycje z normalnej na mańkuta. Polak szukał swojej szansy w mocnym uderzeniu, widać było jednak różnicę szybkości. Po upływie kolejnych minut były dwukrotny mistrz świata podkręcił tempo. W piątej rundzie zamknął rywala w narożniku, trafił kilka razy, wciąż jednak bez większych strat po stronie Wacha. Polak bardziej zaczął odczuwać zmęczenie, niż siłę ciosów przeciwnika. Po siódmym starciu był już bardzo wyczerpany i z ulgą przyjął gong na przerwę. Po niej „Wiking” nie przystąpił już do walki i sędzia ogłosił wygraną „Króla Cyganów” przez techniczny nokaut. Dla Wacha na pociechę została niezła gaża, wynosząca około 100 tysięcy euro.
Zwycięstwo Fury'ego jest wstępem do długo oczekiwanego starcia z Anthonym Joshuą, który w sobotę w Arabii Saudyjskiej stoczy rozgrzewkową walkę z Albańczykiem Kristianem Prengą. Stawką planowanego na koniec roku pojedynku ma być tytuł króla brytyjskiego boksu oraz ogromny prestiż. Walka reklamowana jest jako narodowa „bitwa o Anglię”.
(a)
