Wielki głód Czerwonych Diabłów

Rozmowa z Włodzimierzem Lubańskim, byłym reprezentantem Polski, który od pół wieku mieszka w Belgii

Nie ma złej krwi w belgijskiej szatni! Kevin de Bruyne (nr 7) cały mecz obejrzał z ławki, ale po wygranej z Amerykanami z radości skakał najwyżej. Fot. PAP / EPA

Tak dobrze, jak przeciwko USA, Belgowie jeszcze w tym turnieju nie grali. Pytając przekornie: co im się stało?

- Mówiłem już przed mistrzostwami, że ten zespół ma potencjał. Nieprzypadkowo reprezentanci Belgii grają na co dzień w bardzo mocnych klubach. Zmobilizowali się mocno – może i na skutek afery z czerwoną kartką w ekipie rywali, zagrali z wielkim zaangażowaniem i odebrali nagrodę. Stanowili drużynę, co... nie zawsze w belgijskich warunkach jest oczywistością. Wiadomo: jedni z Walonii, drudzy z Flandrii.

Bywały na boisku niesnaski i w tych mistrzostwach, jak to ostatnio zauważył na naszych łamach Mirosław Waligóra...

- Bywały, choć w futbolu czasem „skakanie sobie do oczu” jest potrzebne i przynosi – jak widać – pozytywne efekty.

Zaskoczył pan brak Kevina de Bruyne'a? Wydawało się, że to nienaruszalna postać w tej drużynie...

- Nie wiem, czy jego nieobecność wynikała ze względów taktycznych, czy z jakiejś drobnej kontuzji, dyskomfortu, wobec którego ani on, ani trener nie chcieli ryzykować. Natomiast nie wierzę, by chodziło tu o jakieś sprawy „charakterologiczne”. On zawsze wiele wnosi do gry drużyny.

Dwoma golami przebudził się Charles De Ketelaere, który nie jest przecież klasycznym egzekutorem.

- Rudi Garcia szuka tego optymalnego rozwiązania, bo przecież Romelu Lukaku wciąż nie jest gotów grać 90 minut. Natomiast na pewno – dając taką zmianę, jak w dwóch ostatnich meczach, w fazie pucharowej – ma świetny wpływ na młodszych kolegów. Na De Ketelaere podziałało, jak widać (śmiech).

A propos Garcii: przegrał ledwie jeden mecz w roli selekcjonera, a wciąż ponoć ma nie najlepsze oceny w belgijskich mediach.

- Najważniejsze, że „kupiła” go drużyna.

A „kupiła”?

- Mam wrażenie, że jest jedność w szatni, że jest zaufanie piłkarzy do trenera. Do jego zaleceń taktycznych i do decyzji personalnych, choć te czasami bywają określane mianem zaskakujących. Zobaczymy, jak daleko to wzajemne zaufanie doprowadzi Belgów na tym turnieju.

No właśnie: przed nimi poprzeczka zawieszona na niebotycznej – zdawałoby się – wysokości. Przeskoczą Hiszpanów?

- Hiszpanie pewnie są faworytami, bo ich zawodnicy grają w jeszcze mocniejszych klubach, niż Belgowie. Ale zawsze ostatecznym weryfikatorem jest boisko. Nie przesądzam sprawy: zespół belgijski jest – zwłaszcza w sferze mentalnej – na fali wznoszącej. Okoliczności wygranej z Senegalem, i teraz pewna wygrana z USA dodały dużej pewności siebie zawodnikom trenera Garcii. No i są bardzo głodni sukcesu.

To na koniec refleksja natury ogólnej. 48 drużyn, ponad pięć tygodni gry, tysiące kilometrów do przebycia na mecz... Odpowiada panu obecna formuła mundialu?

- To ja też odpowiem pytaniami. Widzi pan zainteresowanie świata tym turniejem? Widzi pan pełne trybuny? Widzi pan wielkie gwiazdy piłkarskie – ale i z innych dyscyplin, albo i wręcz innych środowisk – na widowni? Widzi pan tysiące kibiców, którzy przelecieli te tysiące kilometrów z różnych stron świata, by być ze swoimi zawodnikami, reprezentacjami? Właśnie to „głosowanie nogami” i kupionymi przez fanów biletami jest odpowiedzią na to, co wielu krytykuje. Właśnie radość i dobra zabawa tych milionów kibiców obecnych w Stanach Zjednoczonych na turnieju jest odpowiedzią na to, czy był to dobry pomysł.

Wiele nowych nacji zyskało dostęp do tego piłkarskiego święta. Ale w decydującej fazie są już – pomijając Brazylię i Niemcy – tylko te najważniejsze piłkarsko reprezentacje... Mamy status quo w czołówce.

- Ale parę niespodzianek jednak z tego turnieju zapamiętamy. I paru nieoczywistych bohaterów – choć już odpadli – też nam w pamięci zostanie. To jest najpiękniejsza rzecz w sporcie.

Kto będzie mistrzem świata?

- Nie wiem. Przy tak długim turnieju liczyć się będą też rzeczy, co do których my wiedzy mieć nie będziemy. Nawet te najdrobniejsze: atmosfera w ekipie albo jakieś zewnętrzne sprawy, nagle odbijające się na drużynie. Utrzymanie formy sportowej jest równie ważne, jak utrzymanie dyscypliny w grupie i jej odporność na kwestie, o których wspomniałem. Wygra ten, kto wszystkiego tego dokona, i będzie do ostatnich gier przystępować z maksymalnym zaangażowaniem i koncentracją.

Rozmawiał Dariusz Leśnikowski

 Włodzimierz Lubański. Fot. Marcin Bulanda / Press Focu

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 9,90 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się