Wiedeńska potyczka

Dwa światy w jednej stolicy. Jak Polacy (nie)podbili Wiednia

Media nie kryły oburzenia: Interwencja policji w Wiedniu po skandalu z udziałem agresywnych kibiców. Fot. Facebook Heute

RZUT ZZA BOISKA

Wracam jeszcze na moment do meczu w Wiedniu. Polscy koszykarze dawno nie odnieśli tak efektownej wygranej. Piątkowy sukces w meczu o punkty różnicą blisko pół setki oczek, odniesiony popołudniem w Sport Arena Wien, był lekki, łatwy i przyjemny. Rywal, owszem, nie należał do potentatów, a w dodatku był mocno osłabiony, ale kto o tym będzie pamiętał za jakiś czas? Ta wygrana ma dokładnie ten sam ciężar gatunkowy, co ewentualny sukces nad Niemcami czy Chorwatami. To te same dwa punkty, które przybliżają nas do turnieju finałowego mistrzostw świata w Katarze.

A na parkiecie działy się rzeczy wielkie. Mateusz Ponitka spisał się rewelacyjnie – 18 punktów, 7 zbiórek i 5 asyst w ledwie 15 minut, co dało kosmiczne 30 punktów w rankingu efektywności (EVAL). Same dobre rzeczy można też mówić o Łukaszu Kolendzie, który był najskuteczniejszy na boisku. Michał Michalak i Przemysław Żołnierewicz trafili po trzy trójki, Aleksander Balcerowski bez pudła osiem razy stawał na linii rzutów osobistych, a Dominik Olejniczak bezwzględnie czyścił tablicę, zbierając osiem piłek.

– Jesteśmy drużyną, która zawsze pokazuje serce i energię jako zespół. Graliśmy to, co sobie założyliśmy. Pokazaliśmy nasze DNA na parkiecie i będziemy to robić dalej – podsumował z dumą trener Igor Milicić.

Niestety, kiedy koszykarze podbijali Wiedeń w sportowej rywalizacji, ekipa kiboli na trybunach postanowiła podbić stolicę Austrii w sposób dosłowny. Pięściami. Zamiast świętowania wielkiego sukcesu, dostaliśmy tradycyjną, patologiczną dogrywkę, w której główną rolę – według medialnych doniesień – odegrali fani Górnika Wałbrzych.

Zamiast oglądać koncertową grę Polaków, grupa około 120 osób wolała w narożniku trybun urządzić własne, agresywne show. Kiedy organizatorzy stracili cierpliwość i nakazali wyprowadzenie ich z hali, do akcji wkroczyły specjalne, austriackie oddziały policji.W oficjalnym policyjnym raporcie czytamy, że „agresywnych kibiców udało się wyprowadzić z tego obszaru jedynie przy użyciu siły fizycznej”. Jeden z naszych „orłów” – 25-letni Polak – wylądował w areszcie. Powód? „Próbował sprowadzić policjanta do parteru”, za co usłyszał zarzuty czynnej napaści na funkcjonariusza oraz usiłowania spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Chciałoby się rzec: chłopak pomylił dyscypliny i z koszykówki płynnie przeszedł do MMA. To fascynujące, że gdy kadra narodowa gra mecz życia, grupa ludzi rzekomo ich wspierających woli urządzić sobie galę freak-fightów ze służbami porządkowymi.

Wiedeń zapamięta ten dzień dwojako. Eksperci od basketu będą pisać o genialnej taktyce Milicicia i skuteczności biało-czerwonych. Z kolei austriackie służby mundurowe wpisały do raportów kolejne potwierdzenie starej, smutnej reguły: polski kibic potrafi być najwspanialszym szóstym zawodnikiem na świecie, ale bywa też największym koszmarem.

Panom koszykarzom gratuluję i dziękuję za efektowne 123 punkty. Panom od „dogrywki” w parterze radzę zmienić dyscyplinę. Albo po prostu zainwestować w karnety na boks, skoro sportowe emocje tak bardzo mylą wam się z ordynarną bijatyką.

Piotr Płatek

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 9,90 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się