Wieczystą nie będziemy, ale...
Rozmowa z Piotrem Mrozkiem, trenerem Polonii Łaziska Górne
Piotr Mrozek. Fot. Łukasz Sobala / Press Focus
Jakie macie plany na najbliższy sezon?
- Wieczystą na pewno nie będziemy, do ekstraklasy się nie pchamy (śmiech), ale chcemy z każdą rundą, a nawet każdym meczem się rozwijać. Nie tylko jako drużyna, ale przede wszystkim jako klub. Oczywiście przy zachowaniu naszej filozofii, jaka przyświeca nam od wielu lat, czyli opieraniu się na naszych chłopakach. Na zawodnikach, którzy w IV lidze nie chcą zarabiać, a chcą się rozwijać i za jakiś czas pójść dalej. Dlatego ściągamy do nas chłopaków z potencjałem piłkarskim, mających coś do udowodnienia. A my im stwarzamy przestrzeń do rozwoju.
Ta spokojna praca ma przynieść owoce w postaci awansu do trzeciej ligi?
- Zobaczymy, czy nas będzie na to stać, choć uważam, że sportowo tak. Ale powtórzę raz jeszcze - najważniejszy jest rozwój klubu, a jego wizytówką ma być pierwszy zespół. Mamy też rezerwy, którym w poprzednim sezonie nie udało się awansować do A-klasy. Ale graliśmy tam tylko naszymi chłopakami szkolonymi w naszej Akademii. Stwierdziliśmy bowiem, że jeżeli chcemy, by łaziska młodzież prężnie wchodziła do pierwszej drużyny, musi na to zasłużyć poprzez grę w rezerwach.
Odeszła po sezonie szóstka zawodników. To był planowy retusz kadry?
- Odeszło dwóch kluczowych zawodników, którzy stanowili o sile zespołu zarówno sportowo, jak i charakterologicznie. Myślę o Patryku Widuchu i Robercie Majeranowskim. Z różnych względów ich dzisiaj nie ma w klubie, ale trzeba zrozumieć, że mają ważniejsze prywatne i zawodowe sprawy, niż granie w piłkę na poziomie czwartej ligi. Będziemy starali się znaleźć wartościowych następców.
Uda się?
- Wydaje mi się, że już znaleźliśmy wzmocnienia, choć wiadomo, że dopiero boisko zweryfikuje transfery.
O kim mowa?
- To Szymon Bielusiak, który ma wejść w buty Majeranowskiego. Duże nadzieje wiążemy z Arturem Gażą, który był u nas pół roku na wypożyczeniu z Warty Poznań. Do Poznania trafił z kontuzją, dlatego nie za bardzo tam umiał się odnaleźć. A teraz przeniósł się do nas już na stałe. Liczę, że da nam więcej jakości i kreatywności w środku pola. No i mamy też młodego chłopaka z Tychów, Łukasza Karolika, który jest młodszą wersją Widucha. Jeśli się ogra i nabierze doświadczenia, z każdym meczem będzie rósł.
Sportowo więc jest nieźle, a organizacyjnie?
- Jesteśmy na etapie pozyskiwania sponsorów. Ważną rolę w tym odegra mój syn, Bartek (wychowanek Polonii, bramkarz Lecha – przyp. red.), który chce nam pomóc. Będzie to wspomaganie wizerunkowe i - w miarę możliwości - finansowe. Na razie jesteśmy na etapie rozmów, ustalaniu konkretów. Bo nie chcemy, by coś odbyło się na zasadzie „wlał-wylał”: wziąć pieniądze, a potem nie wiedzieć, co się z nimi dzieje. Chcemy to bardzo transparentnie przeprowadzić, ponieważ Polonia jest klubem, który nie tworzy kominów płacowych. Pilnujemy, żeby było stabilnie, pewnie, a nade wszystko chcemy stworzyć u nas środowisko przyjazne dla rozwoju dzieci i młodzieży.
Rozmawiał Zbigniew Cieńciała
