Widać już dno

Częstochowianie w kompromitującym stylu przegrali z Jagiellonią, okopując się na ostatniej pozycji. Stwierdzenie, że Raków stanął nad przepaścią, nie jest już przesadzone.

Bogdan Racovitan (w środku) podobnie jak cały blok defensywny Rakowa w niedzielnym meczu spisał się bardzo słabo. Fot. Grzegorz Misiak/Press Focus

Kibice w Częstochowie zastanawiali się, jak drużyna zareaguje na odpadnięcie z europejskich pucharów w fatalnym stylu ledwie trzy dni wcześniej. W porównaniu do meczu z Hajdukiem, Dawid Kroczek zdecydował się aż na pięć zmian, dając szansę od pierwszych minut Dieudonne Debohiemu, Jakubowi Jendryce, Władysławowi Koczerginowi oraz Adinowi Molnarowi.

Miłe bardzo złego początki

Początek był dość obiecujący. Pierwszą doskonałą okazję Częstochowianie mieli już w 6 minucie, gdy Molnar wystawił piłkę Mahirowi Emrelemu, jednak strzał Azera wybronił Abramowicz. Zdecydowanie lepiej piłką od początku operowała Jaga, ale na prowadzenie jako pierwszy wyszedł Raków. W 23 minucie Koczergin ruszył lewą stroną, znalazł Emrelego, a ten efektownym uderzeniem nie dał szans golkiperowi.

Radość nie trwała jednak długo, bo osiem minut później Jesus Imaz wyrównał pewnym strzałem z rzutu karnego po zagraniu ręką Jeana Carlosa (swoją drogą Brazylijczyk musi mieć nieograniczony kredyt zaufania u trenera, otrzymując miejsce w jedenastce po tym, jak złą zmianę dał w meczu z Chorwatami). W 37 minucie było już 1:2. Strzał Eryka Kozłowskiego sprzed pola karnego „Trelu” odbił, ale tak niefortunnie, że wprost pod nogi Nika Preleca. Bramką dla Jagiellonii pachniało już wcześniej, a jeśli dodamy do tego jeszcze dwie poprzeczki Kajetana Szmyta, trudno się dziwić, że schodzących na przerwę gospodarzy żegnały sowite gwizdy.

Demontaż

W drugą połowę Częstochowianie weszli nie najgorzej; w 56 minucie swoje premierowe trafienie w czerwono-niebieskich barwach zaliczył Jakub Jendryka, a na tablicy wyników pojawił się remis 2:2. Ten sam zawodnik kilka minut później mógł wyprowadzić Raków na prowadzenie, z kłopotami jego strzał zatrzymał jednak Abramowicz.

Były to jednak ostatnie dobre chwile dla Rakowa tego dnia. W końcówce Jagiellonia dokonała prawdziwego demontażu czwartej drużyny poprzedniego sezonu. Piłkę w bramce Trelowskiego umieszczali jeszcze Guilherme Montoia (z karnego), Ousmane Sow oraz Youssuf Sylla. Szczególnie ustalające wynik na 5:2 trafienie było wyjątkowej urody – 23-letni Belg z ponad 30 metrów przymierzył idealnie w samo okienko.

Inne światy

Oba kluby jeszcze niedawno rozwijały się na podobnym poziomie. Raków pierwsze w historii mistrzostwo Polski świętował w 2023 roku, Jaga rok później. Oba projekty były powiewem świeżości w polskiej piłce, które narzucały nowe trendy, nowatorskie rozwiązania, były gotowe rywalizować nie tylko między sobą, ale agresywnie przepychać się łokciami z „tradycyjnie” największymi firmami ligi.

Na koniec wakacji 2026 Jagiellonia dalej należy do czołówki, szykuje się do fazy ligowej Ligi Europy, rozwija się harmonijnie w trybie jednostajnie przyspieszonym i to pomimo strat największych gwiazd. Raków? Odpadł już z Ligi Konferencji, dryfuje na dnie tabeli, a jego piłkarze sprawiają wrażenie skrajnie wypalonych, niezdolnych do osiągnięcia jeszcze czegokolwiek, przynajmniej w tym miejscu.

Co poszło nie tak pod Jasną Górą? Mimo wszystko zbyt dużym uproszczeniem byłoby stwierdzić, że drużyna nie jest w stanie się otrząsnąć, w ogóle zafunkcjonować bez Marka Papszuna, który przy Limanowskiego pełnił rolę o wiele szerszą niż pierwszego trenera. Nie będzie przesadą stwierdzenie, że cały klub postawiony był na jego głowie, a rozpaczliwe poszukiwania jego następcy kończą się mniejszym bądź większym rozczarowaniem. Obecna sytuacja to już jednak nie rozczarowanie, a moment skrajnie kryzysowy, gdzie bez wdrożenia odpowiednich środków może dojść do totalnej katastrofy. — Czujemy się bezradni. Czy mam pomysł na wyjście z kryzysu? Oczywiście, że tak. Nie składamy broni, nikt się nie poddaje. Potrzebujemy wstrząsu, ale na każdym polu, to nie jest tylko rola trenera — powiedział na pomeczowej konferencji Dawid Kroczek, od którego część kibiców domagała się dymisji lub przynajmniej oddania do dyspozycji zarządu. Do momentu zamknięcia tego wydania nic takiego jednak nie nastąpiło.

Mariusz Rajek

OCENA MECZU⭐ ⭐ ⭐⭐

Raków Częstochowa – Jagiellonia Białystok 2:5 (1:2)

1:0 – Emreli, 23 min (asysta Koczergin), 1:1 – Imaz, 31 min (karny), 1:2 – Prelec, 37 min (bez asysty). 2:2 – Jendryka, 56 min (bez asysty), 2:3 – Montoia, 76 min (z rzutu karnego), 2:4 – Sow, 76 min (asysta Prelec), 2:5 – Sylla, 89 min (bez asysty)

RAKÓW: Trelowski 3 – Tudor 4 (71. Brorsson niesklas.), Racovitan 2, Debohi 3 (46. Repka 3) – Jendryka 6, Koczergin 4, Struski 4 (62. Kwiatkowski 3), Silva 2 (46. Perović 4) – Molnar 3 (62. Diaby-Fadiga 4), Makuch 3 – Emreli 6. Trener Dawid KROCZEK. Rezerwowi: Karić, Napieraj, Svarnas, Pieńko, Ojo, Brusberg, Basse.

JAGIELLONIA: Abramowicz 6 – Wojtuszek 6, Konstantopoulos 6, Kobayashi 7, Montoia 7 – Romanczuk 5, Kozłowski 6 (69. Finndell 6) – Conceincao 7, Imaz 6 (46. Lozano 6), Szmyt 6 (69. Sow 6) – Prelec 6. Trener Adam MAJEWSKI. Rezerwowi: Perchel, Polak, Vital, Drachal, Rallis, Sylla, Klynge, Pankiewicz, Jóźwiak.

Sędziował Patryk Gryckiewicz (Toruń) – 4. Sędzia VAR Damian Sylwestrzak (Wrocław). Widzów 5327. Czas gry 99 min (49+50). Żółte kartki: Struski (50. faul) – Kozłowski (43. faul)


MÓWIĄ LICZBY

RAKÓW

 WISŁA

46

 posiadanie piłki 

54

14

 strzały 

20

4

 strzały celne 

10

5

 rzuty rożne 

6

9

 faule

15

0

 spalone 

0

1

 żółte kartki 

1





Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 9,90 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się