Wczorajszy sufit dziś jest podłogą
Rozmowa z Pawłem Czapiewskim, rekordzistą Polski na 800 m, medalistą mistrzostw świata w Edmonton (2001)
Klaudia Kazimierska potwierdziła swoją klasę na 1500 m, co nie zmienia faktu, że dla naszego eksperta jej srebrny medal był niespodzianką. Fot. Michał Laudy / Press Focus
Jak się panu podoba osiem polskich medali w mistrzostwach Europy w Birmingham?
- To był bardzo przyzwoity start, tylko jakieś złoto by się przydało – musimy cieszyć się z sześciu srebrnych i dwóch brązowych krążków.
Nie możemy jednak powiedzieć, że mieliśmy pecha – może poza Pią Skrzyszowską, która złoto na 100 metrów przez płotki przegrała o tysięczne ułamki sekundy...
- To prawda, więcej potencjału na złoto nie mieliśmy, nawet Natalia Bukowiecka przegrała na 400 metrów z Norweżką Jaeger o sekundę. Co do siły danego kraju bardziej miarodajna od medalowej jest klasyfikacja punktowa za miejsca 1-8 – bo w niej czynnik szczęścia nie ma takiego znaczenia. W tej drugiej zajęliśmy wysokie, siódme miejsce i zdobyliśmy o 35 punktów więcej niż dwa lata temu w Rzymie. Występ polskiej reprezentacji był na miarę naszych możliwości, znacznie lepszy niż w moich czasach, na przełomie wieków.
Dużo mówi się u nas – i to od lat - o systemie szkolenia i wyławianiu talentów. Osiem medali świadczy, że polski system działa?
- Czy on się sprawdza, można oceniać na podstawie klasyfikacji punktowej, ale medale zdobywają jednostki, które nie rodzą się co chwilę, plus musi być też czynnik szczęścia. Natomiast lekkoatleci rozpieścili kibiców w poprzedniej dekadzie, gdy zdobywali dwucyfrową liczbę medali. To, co kiedyś wydawało się sufitem, teraz jest na miarę podłogi. Na pewno obecne pokolenie w porównaniu z naszym ma lepsze warunki do trenowania i finansowe, nie odstajemy od światowej czołówki. Teraz to się wyrównało. Dochodzą też nowe konkurencje – jak sztafety mieszane, a więc pojawiają się dodatkowe okazje do medali, a nie ma co ukrywać, każdy medal ułatwia karierę.
Ile z tych ośmiu medali jesteśmy w stanie przekuć na krążki w mistrzostwach świata czy olimpijskie? Ostatnio zdobywaliśmy po jednym...
- Przecież tak było zawsze. Nasz potencjał przykrywały wybitne jednostki, które teraz schodzą ze sceny, a kolejnych na tym poziomie mamy mniej. Z dominacji w młocie czy rzutach zaczynamy bardziej specjalizować się w biegach. Ostatnio zdziwiłem się nawet, że na długich i średnich dystansach generalnie w świecie zrobiło się na bieżni tak biało...
...że biegacze z Afryki już nie panują tak niepodzielnie?
- To chyba efekt częstszych kontroli antydopingowych w Afryce. Kiedyś przyjmowało się za oczywiste, że Kenia i Etiopia to wielkie biegowe talenty, co uśpiło czujność wszystkich, a teraz już wiemy, że za tymi sukcesami często szedł doping. Kiedyś pracowałem w biurze zawodów na jakimś maratonie. Gdy rejestrowaliśmy Etiopczyków, to wszyscy podawali, że mieszkają w Addis Abebie, ale jak pytaliśmy ich o dokładny adres, to go nie ma. No to jak im zrobić kontrolę antydopingową, skoro nie wiadomo nawet, gdzie mieszkają?
Wracając do naszych sukcesów i problemów – największa pozytywna niespodzianka mistrzostw Europy wśród Biało-czerwonych?
- Dla mnie to srebro Klaudii Kazimierskiej na 1500 metrów. Śledzę jej rozwój od małego, bo trenowała ją we Włocławku moja dobra znajoma, Agnieszka Nowakowska. Pamiętam ją jako biegającą dziewczynkę, ale ostatnio nie byłem na bieżąco i jak usłyszałem przed finałem, że jest jedną z faworytek do medalu, to się trochę zdziwiłem, ale potwierdziła swoją klasę, co nie zmienia faktu, że dla mnie jej występ był niespodzianką.
A kto w Birmingham najbardziej rozczarował?
- Jednak chłopaki na 800 metrów, poza Filipem Ostrowskim. Sądzę, że mają większy potencjał niż to, co pokazali, i półfinał mistrzostw Europy powinni spokojnie osiągnąć. Myślę, że Maciej Wyderka i Bartosz Kitliński doskonale zdają sobie sprawę, że wystąpili poniżej możliwości. Natomiast ciężko mi się ogląda to ściganie...
Dlaczego?
- Przeszkadzają mi te siedmiomilowe buty, czyli sprzęt nowej technologii. 1:44,08 w półfinale Ostrowskiego nie dało mu awansu do finału, a kiedyś z takim czasem się rządziło. W poniedziałek 17 sierpnia stuknęło 25 lat mojemu rekordowi Polski 1:43,22, to było „wow!”. Jeszcze z głowy mi nie uleciało, że jak ktoś złamał 1:44,50, to był gość, a dziś to przeciętny wynik. Nie da się zupełnie porównywać tamtego biegania z dzisiejszym, nowe buty urywają około 1,5 sekundy z poprzednich rezultatów.
Jednak rekord świata Kenijczyka Davida Rudishy 1:40,91 ma już 14 lat i został ustanowiony przed rewolucją w obuwiu...
- Rekordów świata tak łatwo i co chwilę się nie bije. W tym wypadku rolę grał też czynnik talentu i wybitnej jednostki, która nie rodzi się co roku. Natomiast wtedy Rudisha to był taki samotny biały żagiel, a teraz na podobnym poziomie biega cała armada. Myślę, że wcześniej niż później ten rekord padnie.
W Birmingham tytuł mistrza Europy zdobył Mark English, lat 33, który pierwszy krążek ME wywalczył 12 lat temu, gdy złoto święcił Adam Kszczot, a srebro Artur Kuciapski. Też fenomen?
- Chyba jeszcze ja z nim biegałem, a Adam Kszczot i Marcin Lewandowski też już dawno zawiesili kolce na kołku. To był zawsze solidny zawodnik. A dzisiaj 33-35 lat dla sportowca to zupełnie co innego niż dwie dekady temu, ale i tak wielki szacun dla gościa.
Rozmawiał Tomasz Mucha
TAK NIEWIELE, TAK DUŻO...
Ile zabrakło polskim wicemistrzom Europy do złota?
◾ 0,001 s (1,1 cm) - Pia Skrzyszowska (100 m ppł.)◾ 0,02 s - Ewa Swoboda (100 m)
◾ 1,00 s - Natalia Bukowiecka (400 m)
◾ 1,02 s - Klaudia Kazimierska (1500 m)
◾ 279 s - Katarzyna Zdziebło (chód - maraton)
◾ 2 cm - Maria Żodzik (skok wzwyż)
Paweł Czapiewski
