W zaklętym kręgu
Jeśli ktokolwiek miał wątpliwości, jak poważny jest kryzys w częstochowskiej drużynie, niedzielne 2:5 z Jagiellonią boleśnie je rozwiały. Dawid Kroczek przypłacił porażkę głową.
Czas Dawida Kroczka (w środku) w Rakowie minął. W klubie szukają nowego trenera Fot. Grzegorz Misiak/PressFocus
Nie będzie przesadą stwierdzenie, że to najostrzejszy zakręt od czasu, kiedy w klub, jeszcze w drugiej lidze, zdecydował się zainwestować Michał Świerczewski. Jego era naznaczona była niemalże wyłącznie sukcesami. Tempo ich odnoszenia, w połączeniu ze stosunkowo niewielkim nakładem sił, dziś staje się - paradoksalnie - największym problemem Częstochowian.
Równoległe sukcesy w biznesie i w futbolu, które przez lata były dziełem właściciela Rakowa, nie tylko miały prawo uśpić jego czujność, ale też dać poczucie wyższości, nieomylności, niemalże boskiej postawy, że jego rozwiązania są i pozostaną najlepsze. Tymczasem konkurencja podpatrywała, wyciągała wnioski, wprowadzała własne rozwiązania i uciekła Rakowowi na niebezpieczny dystans.
Pogrążający kontratak
Spore grono kibiców i dziennikarzy spodziewało się dymisji Dawida Kroczka już na pomeczowej konferencji prasowej w niedzielę. Ten nie chciał jednak ustąpić, a wręcz przeciwnie: szkoleniowiec subtelnie przeszedł do lekkiego kontrataku w kierunku zarządu klubu. Trudno było bowiem inaczej interpretować słowa: - Czy mam pomysł na wyjście z kryzysu? Oczywiście, że tak. Nie składamy broni, nikt się nie poddaje. Potrzebujemy wstrząsu, ale na każdym polu, to nie jest tylko rola trenera – przekazał przedstawicielom mediów.
Kroczek zarzucał najważniejszym osobom w klubie brak satysfakcjonujących transferów. Poza Mahirem Emrelim i Adinem Molnarem - pozostali sprowadzeni latem gracze to bardziej inwestycja w przyszłość niż realne wzmocnienia na tu i teraz, a przecież kilku ważnych zawodników (Jonatan Brunes, Zoran Arsenić, Ivi Lopez) opuściło Częstochowę latem. W wielkim uproszczeniu sytuacja z Kroczkiem przypominała „potrójne bingo”. On nie chciał odejść, Świerczewski nie chciał płacić kolejnemu trenerowi, a na rynku nie widać nikogo, kto byłby odpowiednim następcą.
Teraz Szulczek
Cytowane wcześniej słowa szkoleniowca, w połączeniu z katastrofalnymi wynikami (odpadnięcie z pucharów, cztery porażki w ekstraklasie), przesądziły o jego losie dzień później. Wedle naszych ustaleń ostatecznym gwoździem do trumny była... źle dokonana poprzez błędne wyświetlenie numeru na tablicy zmiana w meczu z Hajdukiem (2:3). Wskutek pomyłki przedwcześnie plac gry opuścił grający dobry mecz Michael Ameyaw. - Jak on ma zapanować nad drużyną, jeśli zmiany nie potrafi przeprowadzić?! - usłyszeliśmy w klubie w poniedziałek, gdy już w świat poszedł komunikat o zakończeniu współpracy. W czwartkowym zaległym meczu z Górnikiem zespół najprawdopodobniej poprowadzi dotychczasowy asystent, Dawid Szulczek.
A co dalej?
Dobre pytanie. Na niedzielnym meczu z Jagiellonią obecny był Jerzy Brzęczek, były selekcjoner, obecnie trener kadry U-21, co niektórzy zaczęli łączyć z powrotem do Rakowa po latach (prowadził częstochowską drużynę w sezonach 2010-14), ale to kompletne bzdura. Nie tylko dlatego, że ma ważny kontrakt z PZPN-em i bardzo dobrze radzi sobie w eliminacjach młodzieżowego Euro, ale przede wszystkim za sprawą mocnego poróżnienia ze Świerczewskim przed laty, gdy został zwolniony z klubu. Łączenie obecności na meczu z ewentualnym przejęciem sterów w klubie brzmi tym bardziej groteskowo, że trener Brzęczek bardzo często zagląda na mecze Rakowa, bo jest człowiekiem stąd.
Boją się Lecha
Zmiana trenera w tym momencie może jednak niewiele dać. Szczególnie gdy będzie kolejną nieudolną i skazaną na niepowodzenie próbą znalezienia następcy Marka Papszuna. Zresztą za chwilę Raków może nie mieć czasu na szukanie trenera „na lata”, który będzie wpisywał się w klubową filozofię oraz DNA. Drużyna szoruje po dnie ekstraklasy i istnieje wielkie prawdopodobieństwo, że w najbliższym czasie jej sytuacja po meczach z Górnikiem (3.09.) oraz Lechem (6.09.) tylko się pogorszy. Przy Limanowskiego można było nawet w niedzielę usłyszeć strach przed… dwucyfrową porażką w Poznaniu! Przesada? Biorąc pod uwagę, że Poznaniacy wygrali ostatnio 7:0 z mistrzem Szwajcarii, a gdyby Jagiellonia wykorzystała tylko stuprocentowe sytuacje, skończyłoby się na dziewięciu zamiast pięciu straconych golach, takie obawy wydają się nie całkiem irracjonalne.
Powiedzenie o defensywie Rakowa, że spisuje się słabo byłoby pewnego rodzaju przekłamaniem. Ona w tym momencie jest w stanie całkowitego rozkładu, właściwie nie istnieje. Tak złej defensywy nie miał od lat żaden zespół w ekstraklasie, co zgodnie przyznali eksperci w niedzielnym wydaniu „Ligi+ Extra” w Canal+. Bez obrony trudno myśleć o jakimkolwiek progresie...
Mariusz Rajek
Na początku był PAPSZUN
|
Trener |
Długość pracy (w dniach) |
Średnia punktowa |
|
Marek Papszun |
2628 |
1,95 |
|
Dawid Szwarga |
365 |
1,52 |
|
Marek Papszun |
535 |
1,99 |
|
Łukasz Tomczyk |
132 |
1,35 |
|
Dawid Kroczek |
119 |
1,43 |
- Jednak już pójdę? - Dawid Kroczek (na pierwszym planie).
- No nie jest dobrze u ciebie... - Marek Papszun (w głębi).
Fot. Grzegorz Misiak / Press Focus
