W Rakowie można się utopić
Rozmowa z byłym piłkarzem m.in. Odry Wodzisław i Ruchu Chorzów, obecnie trenerem
W Częstochowie ciężko znaleźć następcę Marka Papszuna... Fot. Piotr Matusewicz / Press Focus
NA KOLEJKĘ ZAPRASZA MARCIN MALINOWSKI
Za nami pierwsze kolejki ekstraklasy. Jak się panu podoba początek sezonu?
- Szczerze mówiąc, bardziej patrzę na ten początek przez pryzmat europejskich pucharów. Cały czas nam czegoś brakuje. Nie wiem do końca czego… Podejrzewam, że tęgie głowy będą się nad tym zastanawiać. Niby poziom ekstraklasy jest co roku coraz wyższy, a jednak i tam czegoś nam brakuje.
Kluby, chcąc zmaksymalizować swoje szanse, przekładają spotkania ligowe. Co pan na to?
- Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Jeżeli przez cały sezon walczysz o te puchary, to później wypadałoby się do nich jak najlepiej przygotować. Może stąd taki pomysł? Dla nas, kibiców, nie jest to najlepsze, bo praktycznie co chwilę jakieś mecze są przełożone, ale jestem w stanie zrozumieć włodarzy i trenerów klubów, które grają w tych pucharach. Chcą po prostu jak najlepiej w nich wypaść, bo to i splendor, i pieniądze.
Tak jak pan zauważył, polskim drużynom różnie idzie w Europie. GKS Katowice już po odpadnięciu z Hapoelem przegrał w Lublinie z Motorem. Teraz zmierzy się u siebie z Wisłą Płock, ale problemem zespołu Rafała Góraka jest brak zwycięstw na wyjazdach. Z czego pana zdaniem to może wynikać? Większa motywacja przy swoich kibicach?
- Ciężko powiedzieć… Trener Rafał Górak przez parę ładnych lat na naszym podwórku pokazał swój kunszt i warsztat. Ja nie wysnuwałbym tego typu wniosków, bo jest to nielogiczne – będziemy wygrywać u siebie, a na wyjazdach przegrywać. GieKSa liznęła pucharów i na pewno będzie chciała powtórzyć wynik z zeszłego sezonu. Ma bardzo ciekawą drużynę, fajnie się ją ogląda i dla mnie jest to czysta przyjemność. Może jeszcze się na dobre nie rozkręcili? Wierzę, że ten GKS będzie wygrywał u siebie, ale też na wyjazdach.
Początek zeszłego sezonu także nie należał do najłatwiejszych, ale potem GieKSa się rozkręciła i dosłownie w ostatniej kolejce wywalczyła europejskie puchary.
- Dlatego jestem spokojny, bo każda rzetelna i długofalowa praca, a taką trener Górak wykonuje, po prostu musi zaprocentować. Oczywiście życzę mu tego z całego serca, bo znam go od dawien dawna, więc na pewno będę mu kibicował.
Zostając w województwie śląskim, Raków Częstochowa jest jedynym klubem, który nie ma ani jednego punktu i wylądował na samym dnie tabeli. To dla pana duże zaskoczenie?
- Zdecydowanie. Nie śledzę aż tak dokładnie poszczególnych drużyn, ale rzeczywiście Raków od paru lat przyzwyczaił nas do tego, że jednak w tej czołówce ekstraklasy jest. Złapali jakąś zadyszkę, ale też poczynili ruchy transferowe, więc podejrzewam, że będzie to miało wpływ na to, jak drużyna funkcjonuje i wygląda na boisku.
Nie pomogły także zmiany trenerów, bo krótko był w klubie Łukasz Tomczyk, teraz zastąpił go Dawid Kroczek.
- U nas to niestety jest trochę zwariowane. Ja chciałbym, żeby ludzie, którzy rządzą naszą piłką i klubami, dali się wykazać trenerowi, a nie przy każdej nadarzającej się okazji robili zmiany. Z drugiej strony też rozumiem, że dzisiaj jest potrzebny wynik i nikt nie ma czasu, żeby czekać, aż drużyna zacznie wygrywać. Mimo wszystko stanąłbym po stronie trenerów; czasami potrzeba czasu…
Proces daje efekty, przykładów jest sporo – Niels Frederiksen w Lechu, Adrian Siemieniec w Jagiellonii, wspomniany Rafał Górak w GieKSie. To powinno dać do myślenia.
- Powinno, ale niestety chyba nie daje. Ja też mam takie zdanie, może się komuś narażę, że PZPN organizuje kursy dla trenerów, kierowników, skautów czy dyrektorów, a może warto też zrobić taki kurs dla prezesów? Może dałoby im to inne spojrzenie.
Wspomniany Raków dołuje, ale za to były trener tego zespołu, Marek Papszun, bardzo dobrze radzi sobie w Warszawie. W tamtym sezonie była walka o europejskie puchary do ostatniej kolejki, a w tym na razie lider. Trener-cudotwórca czy po prostu udowadnia swoją solidność?
- Myślę, że to nie jest przypadek i ktokolwiek dzisiaj przejmie Raków, to może się utopić, bo ciężko wejść w buty trenera Papszuna. To dobrych ruch ze strony Legii, żeby go zatrudnić, bo o mały włos i zagraliby w europejskich pucharach. To też pokazuje, jakim jest trenerem.
W sobotę Wojskowi jadą do Gliwic. Spodziewa się pan hokejowego wyniku? Legioniści dużo strzelają, ale Piast jeszcze więcej traci.
- Już w końcówce tamtego sezonu miałem wrażenie, że coś jest w Gliwicach nie tak, ale trenerem jest tam Daniel Myśliwiec – dobry fachowiec, który sobie z tym poradzi. Drużyna musi jednak szukać punktów, żeby w pewnym momencie nie było za późno. Oczywiście Legia będzie faworytem, ale myślę, że to wcale nie będzie dla nich taki łatwy mecz.
Rozmawiał Miłosz Cebo
