W obliczu banału
PORTUGALIA
Na razie Jakubowi Kamińskiemu przychodzi tylko przyglądać się radości kolegów; z prawej Gianluca Prestianni, bezpośredni rywal Polaka w walce o podstawowy skład. Fot. PAP / EPA
Dwa lata temu Benfica wydała 17 mln euro, ściągając z Alkmaar ówczesnego króla strzelców Eredivisie, Vangelisa Pavlidisa, i świetnie na tym wyszła: w 115 oficjalnych grach grecki snajper zdobył 69 goli. Jeszcze lepiej jego statystyki wyglądają w samej Primeira Lidze: 69 występów, 45 bramek. Trzy ostatnie Pavlidis zdobył w późny poniedziałkowy wieczór. Na skompletowanie klasycznego hat tricka potrzebował niespełna ośmiu minut (47, 59, 54), a Benfica wyjazdowe spotkanie derbowe z Casa Pia wygrała 7:0; trafienia dołożyli Gianluca Prestianni (3), Rafa Silva (14), Lawrence Ofori (58) i Jhon Duran (61). Ten ostatni gola potrzebował nieco ponad 60 sekund od wejścia na murawę!
Rozbicie lokalnego rywala Jakub Kamiński – na niego Benfica parę tygodni temu wydała milion euro... więcej niż na Pavlidisa – oglądał z ławki. Zaliczając (drobne) minuty w meczach kwalifikacyjnych Ligi Europy, Polak wciąż czeka na debiut w portugalskiej ekstraklasie i... co rusz pojawia się w wypowiedziach szkoleniowca Benfiki. Jeszcze przed spotkaniem z Casa Pia trener Marco Silva zapytany został o rolę rezerwowego, przydzieloną obecnie „Kamykowi”. – Pierwszy powód to Gianluca Prestianni, a drugi to Andreas Schjelderup – odpowiedział obrazowo i konkretnie opiekun „Orłów”. – To właśnie nazywamy rywalizacją.
Trener przypomniał, że nasz skrzydłowy, grający w kilku sparingach w podstawowym składzie, korzystał z ówczesnej nieobecności (urlopy po mundialu) wspomnianego Schjelderupa oraz Dodiego Lukebakio, a także zawieszenia Prestianniego. – Kuba musi wywalczyć miejsce w składzie w rywalizacji z Prestiannim, który rozegrał świetne mecze, oraz z Andreasem, który jest znakomitym zawodnikiem. Musi po prostu zapracować na grę; potwierdzić, że jest dobrym zawodnikiem i udowodnić swoją klasę. Nie jest to wcale banalna odpowiedź, ale po prostu rzeczywistość szatni, drużyny – dodał Marco Silva.
Najbliższa okazja ku temu – już w czwartkowy wieczór. W IV rundzie kwalifikacji LE na Estadio da Luz zjedzie pogromca Lecha w eliminacjach Ligi Mistrzów, AGF Aarhus. Będzie więc mieć „Kamyk” – przecież absolwent akademii Kolejorza – dodatkową motywację!
(DaL)
