W domu, ale w gościnie
Choć farerski mistrz wcześniejsze mecze w pucharach grał w Klaksviku, na rewanż z Lechem – z powodu... kibiców – przeniesie się do Torshavn.
Piłkarzy z Wysp Owczych czeka chwilowa przeprowadzka na większy stadion. Fot. Damian Kościesza / Press Focus
KI KLAKSVIK
Czempion Wysp Owczych na co dzień gra na arenie Vid Djupumyrar, gdzie pomieści się 3000 ludzi. Zresztą, jeszcze parę tygodni temu KI grał tam w ramach eliminacji Ligi Mistrzów z Żalgirisem Kowno. Przed własną publicznością zremisował z mistrzem Litwy 0:0, ale później przegrał na wyjeździe 0:1 i spadł do Ligi Europy. W pierwszym meczu z Żalgirisem na trybunach pojawiło się nieco ponad 1000 osób. We wcześniejszej rundzie eliminacji LM Klaksvik podejmował Atert Bissen i wtedy również frekwencja nie przekroczyła 1100 ludzi. Jak widać, stadion w Klaksviku jest wystarczający na potrzeby społeczności klubu.
Policja woli stolicę
Tymczasem Lech w rewanżu z Farerami zagra na zupełnie innym obiekcie. – Mecz został przeniesiony na stadion narodowy w Thorshavn. Początkowo miał odbyć się w Klaksviku, bo tamtejsza arena uzyskała pozwolenie na rozgrywanie trzeciej i czwartej rundy eliminacji europejskich pucharów, ale zadecydowała policja, która uznała, że gdy na Wyspy Owcze przyjadą kibice z Poznania, bezpieczniej będzie rozegrać spotkanie w Thorshavn, gdzie jest lepszy system monitoringu. Nie pamiętam, żeby kiedykolwiek wcześniej podjęto taką decyzję. Rozumiem ją jednak pod tym względem, że stadion w Klaksviku nie jest przystosowany do europejskich standardów, choć oczywiście niektórym kibicom informacja o przeniesieniu spotkania na inny obiekt się nie spodobała – powiedział dziennikarz farerskiego portalu Roysni.fo, Agnar Presta. Podkreślił jednak, że nie należy oczekiwać zapełnienia stadionu z 6500 miejscami siedzącymi. – Może będzie parę tysięcy... – stwierdził.
Podróż rodem z bajki
Kibice z Klaksviku będą więc zmuszeni do podróży. Jak sama nazwa wskazuje, Wyspy Owcze składają się z wysp. Jest ich 18. Żeby przedostać się z Klaksviku do Thorshavn, trzeba przemieścić się nie tylko z jednej wyspy na drugą, ale także... z drugiej na trzecią. Szczęśliwie infrastruktura jest na taką ewentualność przygotowana. Całość podróży z jednej miejscowości do drugiej nie powinna zająć więcej niż godzinę. Wszystko dzięki tunelom podwodnym. – Wjeżdża się do tunelu wydrążonego w górze i... nagle jedzie się pod wodami morskimi – wytłumaczył redaktor Presta. Jak widać – o czym przekonają się zapewne także fani zespołu z Bułgarskiej – miejsce czwartkowego występu ich ulubieńców jest wielce atrakcyjne pod względem turystycznym.
Kacper Janoszka
