VAR-owe fatum Duńczyka
O niebywałym pechu może mówić Mileta Rajović, najbardziej krytykowany gracz ekstraklasy.
Cieszynka Milety Rajovicia o wyjątkowo gorzkim smaku. Fot. Weronika Morciszek/PressFocus
KONTROWERSJA KOLEJKI
Gdy przed niedzielnym spotkaniem z Zagłębiem na Łazienkowskiej spiker odczytywał nazwisko duńskiego napastnika Legii, warszawscy fani zaczęli przenikliwie gwizdać. Trzeba jednak przyznać, że bohater rekordowego transferu Legii (3 mln euro) solidnie na to zapracował, marnując w ubiegłym sezonie jedna za drugą stuprocentowe okazje, podobnie jak w inauguracyjnym meczu z Pogonią w Szczecinie, gdzie złośliwie udowodniono mu wstydliwy hat trick zaprzepaszczonych szans.
Trener Marek Papszun wierzy jednak mocno w Miletę Rajovicia, więc wystawił go w jedenastce na Miedziowych, a ten odwdzięczył się szkoleniowcowi najpierw udziałem przy wyrównującym golu Łukasza Zjawińskiego - nie sięgnął piłki głową, ale ściągnął na siebie uwagę lubińskich obrońców, robiąc miejsce dla kolegi - a potem sam występując w roli głównej. Po rzucie rożnym Rubena Vinagre dał Legii prowadzenie, perfekcyjnie główkując mimo asysty trzech rywali. Zdążył nawet celebrować bramkę kontrowersyjną cieszynką – zamknął oczy i przyłożył dłonie do uszu wyraźnie zwracając się w kierunku trybun i pokazując, co myśli o całym zamieszaniu wokół siebie - wtedy dopadł go niefart. Po wnikliwej analizie VAR-u sędzia Karol Arys gola anulował, choć jak się wydawało Rajović zrobił wszystko jak należy.
Fatum Duńczyka polegało na tym, że w momencie uderzenia uwagę bramkarza gości Jasmina Buricia absorbował Robert Deziel Jr, który spalił tę akcję. Zamiast bramki był ofsajd. Kibice Legii skwitowali to wulgarnymi przyśpiewkami o arbitrze i PZPN-ie, który błyskawicznie wyjaśnił kontrowersję kolejki.
„Po rzucie rożnym napastnik Legii nr 29 strzela na bramkę. Piłka przelatuje tuż obok będącego na pozycji spalonej współpartnera z Legii nr 5 i wpada do bramki. Zawodnik nr 5 przebywał na pozycji spalonej, znajdując się około metra przed bramkarzem, któremu utrudniał możliwość zagrania piłki przez wyraźne zasłonięcie mu pola widzenia oraz wykonanie ewidentnego działania (schylenie głowy), które jednoznacznie wpływa na skuteczną interwencję bramkarza" – brzmiał (skrócony nieco przez nas) pomeczowy komentarz centrali...
Nie był to koniec złego losu 27-letniego napastnika, którego w 69 min. Papszun postanowił zdjąć z boiska. Duńczyk wściekł się po decyzji szkoleniowca. Po przekroczeniu bocznej linii cisnął butelką w ziemię i wykonał kilka wymownych gestów, udając się szybko do tunelu, za co ponownie został wygwizdany przez legijne trybuny. Jak pech to pech.
Zbigniew Cieńciała
