Uwaga na Arniego!
Rozmowa z Łukaszem Cieślewiczem mieszkającym od ćwierć wieku na Wyspach Owczych, byłym zawodnikiem duńskich i farerskich klubów, obecnie trenerem HB Torshavn
Przez długie lata Arni Frederiksberg (z lewej) odrzucał zaproszenia do kadry Wysp Owczych, ale zmienił zdanie... Fot. Pixsell/SIPA USA/PressFocus
Pochodzi pan z Wielkopolski i nigdy nie krył sympatii do Lecha. Co pan poczuł po rewanżowym meczu Kolejorza z Aarhusem?
- Zaskoczenie. Po 4:1 na wyjeździe byłem pewien, że sprawa jest załatwiona. Mieszkam na Wyspach Owczych, ale kibicuję polskim drużynom i chciałem, żeby Lech awansował do Ligi Mistrzów. Nie wyszło. Zawód, ogromny zawód.
Lech będzie faworytem w starciu z Klaksvikiem?
- Wydaje mi się, że awansuje, ale nie może zlekceważyć przeciwników. U siebie musi nastrzelać jak najwięcej bramek, bo na Wyspach Owczych gra się totalnie inaczej. Jeżeli Lech u siebie nie wygra wysoko, to może być różnie w rewanżu.
Co znaczy „gra się inaczej”?
- Na pewno sztuczna nawierzchnia będzie przywilejem Klaksviku, bo jest do niej przyzwyczajony. Zobaczymy też jaka będzie pogoda. W tym okresie rzadko się zdarza, żeby były jakieś sztormy, więc myślę, że to Poznaniaków nie zaskoczy, ale temperatura jest o wiele niższa niż w Polsce, a z tamtymi wiatrami różnie bywa.
Na co Lech musi zwrócić uwagę w zespole rywali?
- Na skrzydłowego, który ma lewą nogę ułożoną na światowym poziomie. To chłopak, który robi liczby w europejskich pucharach: dużo bramek strzela, ma dużo asyst i bije wszystkie stałe fragmenty. Naprawdę ma pojęcie o piłce. Ostatnio borykał się z kontuzją, ale w weekendowej kolejce już grał, więc pewnie będzie gotowy na Lecha.
Ma pan na myśli Arniego Frederiksberga? To najlepszy piłkarz na Wyspach?
- Jeśli chodzi o graczy ofensywnych, to tak.
A czego się można po graczach Klaksviku spodziewać od strony taktycznej?
- W Poznaniu pewnie wyjdą z założeniem, żeby trzeba się wybronić. Nawet w meczach domowych w pucharach też grają w formacie 1-5-4-1, ale u siebie troszkę więcej ryzykują. Na wyjeździe - jestem przekonany - będą murować bramkę i liczyć na kontrataki i stałe fragmenty. Natomiast ogólnie to drużyna, która lubi grać w niskiej obronie; zawodnicy są dość zdyscyplinowani, więc będzie się liczyć cierpliwość Lecha i podkręcanie tempa – tak by zaskoczyć tę zwartą defensywę. Lech ma taką jakość, że w końcu bramki padną, ale nie można Klaksviku zlekceważyć, bo wystarczy 5-10% mniej zaangażowania ze strony Lecha i... zaczną się schody.
Futbol farerski mocno się rozwinął w okresie, w którym pan mieszka na Wyspach?
- Na pewno pod względem fizycznym. Widzę czasami liczby reprezentacji, gdy gra nawet z topowymi rywalami, jak Szkocja, Dania czy Anglia. W wielu punktach tych statystyk Farerzy już nie odstają fizycznie od tych ekip. To samo dotyczy klubów. To już nie są zespoły, które po 60 minucie „odpadają” intensywnością, jak bywało kiedyś. Krótko mówiąc, Lech musi wygrać jakością, a nie intensywnością.
Klaksvik byłby w stanie się utrzymać w polskiej ekstraklasie?
- Trudno powiedzieć, bo nasze budżety są na zupełnie innym poziomie niż w Polsce. Puchary to pojedyncze mecze, gra się w nich inaczej – stąd pewne niespodzianki. Natomiast gdybyśmy te budżety mieli podobne do polskich klubów, drużyna zestawiona z piłkarzy z Wysp Owczych spokojnie by się utrzymała.
Mistrz Wysp Owczych to drużyna, której zawodnicy pracują?
- Większość, ale to jest ich mentalność; patrzą przyszłościowo, bo wiedzą, że piłka to nie wszystko. Tutaj się nie da zarobić milionów koron z grania, więc trzeba coś robić i patrzeć do przodu, co będzie po piłce, więc niezależnie od tego, ile zarabiają w klubach, i tak chcą pracować.
Emocje w mediach przed konfrontacją z Lechem są duże?
- Klaksvik już od paru lat pokazuje, że może rywalizować z dobrymi zespołami, więc środowisko klubowe pewnie liczy na to, że awansuje. Medialnie natomiast jest cisza. Pewnie również dlatego, że jeszcze w poniedziałek kończyła się tu kolejka ligowa.
Pański HB Torshavn wygrał z NSI Runavik, czyli drużyną, która wciąż jest w pucharowej grze!
- Od kiedy przejąłem zespół, mamy cztery zwycięstwa w czterech grach ligowych, więc na razie zmierza to w dobrym kierunku. Rzeczywiście wygraliśmy z Runavikiem, aw najbliższy poniedziałek gramy z Klaksvikiem. Mam nadzieję, że z Poznania przyjadą troszkę podmęczeni i uda się zdobyć trzy punkty.
Czy widzi pan w Lechu piłkarza, na którego patrzy się z podziwem?
- Jako zespół Poznaniacy mają dużo indywidualności. Wielu wskazuje Mikaela Ishaka, ale moim zdaniem to napastnik, który musi dostać podanie, żeby zdobyć gola. Sam tego nie zrobi. Bardzo podoba mi się Antoni Kozubal. Nie strzela bramek, natomiast jest silnikiem tej drużyny; robi bardzo fajną robotę w środku pola. Podoba mi się też w wielu meczach Luis Palma, choć akurat w rewanżu z Aarhus wyglądał źle.
W tym meczy cały Lech wyglądał źle!
- To prawda. Zwłaszcza z przodu brakowało szybkości. Fazy przejściowe są ważne, tymczasem w starciu z Aarhusem nie wyglądały tak, jak powinny.
Jaki wynik padnie w czwartek?
- Obstawiam 4:1 dla Lecha.
Ejże! To fatalna prognoza dla Kolejorza!
- Drugi raz już chyba nie zdarzy się to, co z Aarhus!
Rozmawiał Dariusz Leśnikowski
Łukasz Cieślewicz stawia na Lecha, ale... z akcentem niepewności.
Fot. Fred Palmer/Focus Images/MB Media/PressFocus
