Twarde lądowanie
Piłkarze Świtu dotarli do Krakowa samolotem, ale na boisku to drużyna Hutnika zaprezentowała wysokie loty.
Hutnicy mieli aż trzy momenty dużej radości po zdobytych bramkach. Fot. Michał Kędzierski / Press Focus
Krótka podniebna podróż nie pomogła Szczecinianom nawiązać równorzędnej walki na stadionie w Nowej Hucie. Podopieczni trener Marcina Sasala znów stracili trzy gole.
Sobotnie spotkanie oglądało około 300 osób. Była to mała frekwencja, nawet jak na standardy Hutnika. Spiekota, wakacyjne wyjazdy, a może odbywający się kilkanaście kilometrów dalej mecz Wieczystej z Lechem - powodów skromnej liczby kibiców mogło być wiele. Ci, którzy pofatygowali się na Suche Stawy, obejrzeli dobry występ gospodarzy, którzy szybko ustawili sobie spotkanie. Worek z golami rozwiązał Bartosz Florek. Atak prawą stroną i niefrasobliwość obrońców Świtu został w mig wykorzystany. Odbita od rywala piłka leciała w stronę bramki, a napastnik z dwóch metrów wpakował ją między nogami bramkarza. Goście odpowiedzieli niezłym strzałem, ale bez zarzutu w „piątce” interweniował Mateusz Mędrala. Skuteczniejszy był Oskar Zawada - po długim podaniu zszedł z lewego skrzydła do środka i pewnie uderzył, choć w promieniu paru metrów było kilku rywali. Byli, ale nie interweniowali, więc Mateusz Abramowicz, który skapitulował po strzale przy bliższym słupku, znów bezradnie rozkładał ręce.
W oczy rzucała się mądra gra Hutnika i słaba jakość murawy na bokach. Duże placki bez trawy były widoczne z dalszej odległości. Można było się zastanawiać, czy na stadion nie wparowały dziki, z którymi Kraków ma ogromny problem. Nic z tego, problem jest inny i trener Krzysztof Świątek zapewnia, że z tygodnia na tydzień będzie lepiej. Daleka od ideału nawierzchnia nie przeszkodziła jego zawodnikom ustalić wyniku popisową akcją. Gra na jeden kontakt zakończyła się trafieniem z pięciu metrów Dawida Pietruszki. Dla wypożyczonego z częstochowskiego Rakowa piłkarza, podobnie jak Florka, było to debiutanckie trafienie.
Michał Knura
OCENA MECZU ⭐ ⭐ ⭐
◼ Hutnik Kraków – Świt Szczecin 3:0 (2:0)
1:0 – Florek, 7 min, 2:0 – Zawada, 20 min, 3:0 – Pietruszka, 72 min
HUTNIK: Mędrala – Nweke, Bracik, Gandziarowski (66. Ponomarenko) – Ściuk (61. Soja), Burka, Sowiński, Budziński (61. Gałek), Zawada (70, Pietruszka) – Kordykiewicz – Florek (66. Lelek). Trener Krzysztof ŚWIĄTEK.
ŚWIT: Abramowicz – Góral, Rogala, Szwiec (53. Kifert) – Wojdak, Nowicki, Andruszko (46. Żendełek), Kort, Kisły (46. Ciechanowski) – Gorgon (88. Nowak), Ropski (53. Kapelusz). Trener Marcin SASAL.
Sędziował Paweł Pskit (Łódź). Widzów 300. Żółte kartki: Bracik, Gandziarowski, Nweke – Andruszko, Szwiec, Kort.
GŁOS TRENERÓW
Marcin SASAL: - Wygrała drużyna, która bardziej chciała. Walczyła o każdą piłkę od początku aż do 90 minuty. Nie było tak, że w 60 czy 70 minucie czegoś nam zabrakło. Pretensje możemy mieć tylko do siebie, że to sobie zafundowaliśmy. Przegraliśmy mecz mentalnie – nawet jak wygrywaliśmy pojedynki główkowe, to Hutnik zbierał drugie piłki. Świt jest w kryzysie punktowym od dłuższego czasu, od zimy. Próbujemy naprawić drużynę, mamy lepsze i gorsze momenty. W ataku jest niedbalstwo i niedokładność, źle teżbronimy jako drużyna.
Krzysztof ŚWIĄTEK: - Bardzo dobre otwarcie. Wygraliśmy zdecydowanie, ale też było wiele trudnych chwil. Na szczęście bardzo dobrze reagowaliśmy w momentach odbioru i zdobywaliśmy przestrzeń ruchem bez piłki. Dzięki temu stworzyliśmy liczne sytuacje i cały czas byliśmy groźni.
