Turniej dobrej wiary
Rozmowa z księdzem Dariuszem Strzeleckim, wikarym w kościele Holy Cross na Queens w Nowym Jorku
Czy w Maspeth na Queens czuć atmosferę amerykańskiego mundialu?
- Wczoraj jechałem do chorej na Grand Avenue - bo nie tylko Polacy tutaj mieszkają - i widziałem tłumy idące do barów na mecz. To miejsce, gdzie mieszkają też Latynosi, wielu Kolumbijczyków. Amerykanie soccerem żyją, ale to też głównie wynika z tego, że jest tylu Latynosów i wiele miejsc, w których mecze można oglądać wspólnie. Są kibice, którzy wszystko śledzą, a jednocześnie są tacy, którzy przy okazji odbywających się mistrzostw świata chcą poczuć tę atmosferę. To jest mobilizujące. Jest wiele „sport-barów” i jest zainteresowanie. Jesteśmy w Nowym Jorku, czyli w centrum multi-kulti.
Czy ksiądz ma okazję cokolwiek z mistrzostw pooglądać?
- Nie bardzo, bo z powodu wakacji księży jest teraz niewielu, więc i czasu nie ma. Śledzę, co się dzieje, widziałem jeden z meczów Niemców, bodajże z Ekwadorem. Inni księża oglądają więcej niż ja.
Szkoda że Polaków zabrakło na MŚ, bo dla licznej polskiej społeczności byłoby to bardzo ważne...
- W sklepach powywieszane są koszulki reprezentacji biorących udział w mistrzostwach, ale nie ma biało-czerwonej. Szkoda, że tak się stało… Pewnie nic byśmy nie zwojowali, ale przynajmniej byłaby zaznaczona obecność.
Reprezentacje Curacao i Niemiec we wspólnej modlitwie. Od lewej: Kenji Gorre, Felix Nmecha (nr 23), Jurien Gaari (nr 3), Jonathan Tah i Gervane Kastaneer. Fot. Christian Charisius DPA/AFP
Po meczu Niemcy – Curacao kilku piłkarzy z obu reprezentacji zgromadziło się na środku i odmówiło wspólną modlitwę. Wyjątkowa chwila...
- Tak, widziałem. To dobra, pozytywna rzecz.
Jak długo ksiądz posługuje w parafii Holy Cross na Maspeth?
- Już 15 lat jestem w diecezji Brooklyn. Pochodzę z Bydgoszczy, a służy się tu jak wszędzie - głosimy to samo, co w Polsce, czyli Ewangelię. To duża diecezja na małym skrawku, gdzie jest olbrzymie zróżnicowanie, bo mamy styczność z 32 językami! Diecezja mała, 176 parafii, ale licząca prawie cztery miliony ludzi, z czego 1,5 miliona katolików. Brzydko mówiąc - to moloch. Księża pracują pół dnia w jednym miejscu, pół w drugim, a wszystko z powodu różnego rozmieszczenia Polonii. Większość populacji jest tutaj jednak hiszpańskojęzyczna.
Polityka a religia w Nowym Jorku - jak to wygląda?
- Jest wielka różnorodność, jest wiele związków wyznaniowych, jednak kościół katolicki ma przewagę. Nie jest jednak tak, że Kościół za bardzo współpracuje z polityką. Mówimy o wartościach, które są uniwersalne dla wszystkich. Głównym tematem od wielu lat jest polityka imigracyjna. Co do naszej diecezji, jesteśmy wśród tych - może podobnie jak Teksas czy Kalifornia od Zachodu - które najlepiej wiedzą, co to jest imigracja. W środkowych Stanach tego nie ma. W Pensylwanii, która Polakom przypomina ojczyznę, miejscu, gdzie mają drugie domy, są trzy czy cztery parafie. A perspektywy do 2030 roku są takie, że zostanie jedna anglojęzyczna, a resztę stanowić będą parafie hiszpańskojęzyczne.
Kto będzie mistrzem świata?
- Trudne pytanie (śmiech). Jak się nic nie zmieni, to Argentyna.
Na koniec pytanie o Nowy Jork, gdzie - jak ksiądz powiedział - są wszystkie języki, wszystkie wyznania, a na ulicach czy w metrze można zobaczyć wszystko i wszystkich. Jak po powrocie do Polski mówić o tym mieście?
- Tylko dobrze, tylko pozytywnie! (uśmiech)
Rozmawiał w Nowym Jorku Michał Zichlarz
Ksiądz Dariusz Strzelecki w kościele Holy Cross na Maspeth, gdzie msze odbywają się w języku polskim i gdzie służy od 15 lat. Fot. Michał Zichlarz
