Trzeba było kupić zegarek

Tottenham może zaraz zostać najwięcej wydającą drużyną Premier League, a mimo tego trener Roberto De Zerbi uważa, że... nie ma drużyny.

Akurat za Marcosa Senesiego Spurs nie zapłacili ani grosza. Fot. News Images/SIPA USA / Press Focus 

ANGLIA

Spurs zagrają dziś w Pucharze Ligi z drugoligowym Charltonem (gdzie trafił mistrz Polski z Lechem Timothy Ouma, znowu wypożyczony przez Slavię Praga). Tottenham potrzebuje pewnego zwycięstwa, bo inauguracja sezonu poszła mu wręcz fatalnie.

100 mln za przeciętniaka

Poprzednią kampanię Londyńczycy zakończyli tuż nad kreską. Drugi raz z rzędu zajęli ledwie 17. lokatę i choć zdobyli ciut więcej punktów niż rok wcześniej – to do ostatniego meczu musieli drżeć o utrzymanie. Pod koniec zespół objął znany przede wszystkim z Brighton Roberto De Zerbi, który latem – niezależnie czy w Premier League, czy w Championship – miał już na spokojnie przyszykować Spurs na nowe otwarcie. Działacze poszli grubo. Wydali ponad 350 mln euro, już w tym tygodniu płacąc prawie 90 mln euro za (rezerwowego) skrzydłowego Savinho z Manchesteru City. Wcześniej za 108 mln kupili defensywnego pomocnika Sandro Tonaliego z Newcastle United, za 99 mln środkowego pomocnika Mateusa Fernandesa ze spadającego West Hamu, a za 60 mln stopera Jana Paula van Hecke z Brighton. 

Jak widać, za sto „baniek” dzisiaj kupuje się piłkarzy, którym daleko do ścisłego topu... Do tego jeszcze Tottenham zgarnął za darmo lewego obrońcę Liverpoolu Andrew Robertsona, słowackiego bramkarza Burnley Martina Dubravkę i stopera Bournemouth Marcosa Senesiego. A to jeszcze nie koniec. Lada moment drużynę De Zerbiego wzmocni kolejny ofensywny gracz Manchesteru City, Omar Marmoush (też rezerwowy). Egipcjanin ma zostać wypożyczony, ale z obowiązkiem wykupu za prawie 60 mln euro. Można dopisać do rachunku, który jeszcze bez Marmousha sumuje się teraz na ponad 350 mln. Więcej – 408 mln – wydała w Anglii tylko Chelsea.

Nie ma czasu na wakacje!

No to po wydaniu takiej kasy teraz będzie „żreć”, prawda? – Uważam, że nie jesteśmy jeszcze drużyną. Nie jesteśmy w odpowiedniej formie fizycznej. Pracujemy dobrze, ale jesteśmy spóźnieni na Premier League – wypalił Roberto De Zerbi po tym, jak jego piłkarze zaczęli ligowy sezon od... srogiego lania 0:3 od Brentford. Wynik mógł być bardziej okazały, ale wicekról strzelców poprzednich rozgrywek, Igor Thiago, zmarnował karnego. Włoski trener wymienił jeszcze kilka rzeczy, które nie działały w jego zespole (a które działały?), co brzmiało nieco kuriozalnie, bo przecież konieczność przebudowy Tottenhamu znana była od wielu tygodni. Tymczasem w starciu z Brentford – to wyglądała jak kontynuacja marazmu. Nie zdążyli? Może, zamiast w zawodników, trzeba było zainwestować nieco grosza w zegarek... Aczkolwiek od razu po zakończeniu zeszłego sezonu De Zerbi mówił: – Nie możemy się doczekać, żeby zacząć odbudowywać drużynę. Nie za 10 dni, nie od jutra. Od dziś, nie mamy czasu na wakacje!

No to odbudował... Ale tak już na poważnie – Charlton jak Charlton, ale znacznie więcej odpowiedzi da weekendowy, szalenie ciekawy mecz Tottenhamu z Newcastle United.

(PTub)


Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 9,90 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się