Trenerzy przestali wariować
Rozmowa z Bartoszem Ślusarskim, byłym reprezentantem Polski i napastnikiem m.in. Lecha Poznań, obecnie prowadzącym treningi indywidualne i występującym w A-klasowym zespole Poznań FC
Allahyar Sayyadmanesh udowodnił, że wie jak radzić sobie z przodu. Fot. Paweł Jaskółka/PressFocus.pl
- To jest ciekawe pytanie. Myślę, że nie, ale nie dlatego, że Kolejorz strzelił siedem bramek, bo taki mecz nie zdarza się często i nie jest to regułą... Natomiast uważam, że dalej bardzo mocną pozycję ma Mikael Ishak i on jest bezdyskusyjnie numerem jeden z przodu. Można rozważyć pozyskanie kolejnego napastnika i myślę, że w klubie to robią, ale też nie ze względu na ten mecz, a bardziej na to, że Szwed jest kontuzjowany. Yannick Agnero być może sprosta wymaganiom, ale jest przy nim dużo znaków zapytania.
Pytam też w kontekście tego, że Allahyar Sayyadmanesh świetnie sprawdził się w tej roli i mam wrażenie, że z nim reszta kolegów mogła sobie pozwolić na bardziej kombinacyjną grę.
- Dokładnie tak. Ishak też wielokrotnie schodzi po piłkę i kreuje grę, ale rzeczywiście ten Irańczyk jest całkiem niezły. Razem z Pablo Rodriguezem, Luisem Palmą czy Patrikiem Walemarkiem potrafi poklepać i jest stworzony do tej gry kombinacyjnej. Widać, że ma duże umiejętności i prezentuje je od początku sezonu. Nie jest nominalną dziewiątką, ale zauważyłem, że wiele klubów w tej chwili też gra w ten sposób. Jeżeli nie ma napastnika, to trenerzy nie wariują, tylko potrafią ustawić to inaczej i Lech ma właśnie alternatywę w postaci tego zawodnika.
Zaskoczyła pana postawa mistrzów Szwajcarii? Momentami wyglądali jakby zapominali o bronieniu i bieganiu.
- Jestem mocno zdziwiony, bo ta szwajcarska piłka wcale nie jest zła. Oni są tam mistrzami, ale nie chciałbym niczego odbierać Lechitom. Zagrali kapitalnie i gdyby nie ta wpadka z Aarhus, to mówiłoby się o bardzo dużym progresie od kilku lat. Według mnie Kolejorz i tak jest chyba najmocniejszy w historii. Natomiast rzeczywiście jestem rozczarowany zespołem FC Thun. Nie wiem czy ta szybko stracona bramka spowodowała, że oni się pogubili, bo później to już wyglądało momentami komicznie. Ciężko w grze Lecha znaleźć jakieś poważne błędy… Bardzo podobał mi się Michał Gurgul. Miał mniej pracy w obronie i to też dało mu swobodę, miał pewnie więcej siły i grał ofensywnie. Chłopak się świetnie rozwija, a w tym meczu pokazał, że może aspirować do wyższych lig.
Tym bardziej jest żal porażki z Aarhus. Mistrz Polski pokazał, że stać go na dużo albo na o wiele więcej niż wtedy…
- Jakby to był dwumecz na styku, to człowiek może by mniej żałował. Nie wiedzieliśmy do końca jak zagrają Duńczycy, ale jeśli wygrywa się na wyjeździe 4:1, to jest to za duża zaliczka, żeby ją zmarnować… To się pewnie będzie jeszcze długo odbijać. Lech po prostu powinien rozstrzygnąć tę rywalizację po pierwszym meczu. Jest żal, ale to się stało i teraz fajnie, że jest Liga Europy na wyciągnięcie.
A można stwierdzić, że mistrzowie Polski są już w fazie ligowej tych rozgrywek? To jest aż siedem bramek przewagi!
- Nie wiem czy w historii piłki zdarzało się kiedyś, żeby taką zaliczkę zmarnować. To nawet nie mieści mi się w głowie. Pewien słabszy moment został już wyczerpany i nie ulega wątpliwości, że Lech przechodzi dalej.
Jagiellonia także wysoko wygrała, bo 4:0 z Iberią. Zatem oba kluby mogą zrobić progres, bo poprzedni sezon grały w Lidze Konferencji, a teraz zapowiada się Liga Europy. Imponuje panu rozwój Dumy Podlasia pod wodzą trenera Adriana Siemieńca?
- Opinie o tym szkoleniowcu w środowisku piłkarskim są bardzo dobre. Zrobił kawał kapitalnej roboty, oczywiście nie sam, ale imponuje mi to i wyniki Jagiellonii nie są przypadkowe. Klub stał się mocny, dobrze się rozwija i słyszę, że baza treningowa z prawdziwego zdarzenia też zaraz będzie. Na pewno jednak ciężko będzie im tego trenera utrzymać.
O sporym pechu, zwłaszcza w kontekście losowania, mogą mówić w Zabrzu. Takie spotkania z mocnymi rywalami, nawet jeśli przegrane, rozwiną piłkarzy Górnika?
- Myślę, że tak. To są fajne mecze dla zawodnika, bo wtedy jesteś w stanie się porównać, zobaczyć na co cię stać. Po to się trenuje, żeby z takimi zespołami grać. Oczywiście lepiej byłoby grać z mniej wymagającym i silnym przeciwnikiem, żeby teraz mieć mniej atrakcyjnego rywala i awansować. Wtedy byłoby cudownie, ale takie mecze na pewno jednak rozwijają oraz dają bardzo dużo.
Piłkarze Rakowa zremisowali z Hajdukiem 2:2, ale na razie nie mogą złapać odpowiedniej formy, co widać po ligowej tabeli. Ich rezultaty są dla pana zaskoczeniem?
- Po paru świetnych latach w historii Rakowa przyszedł słabszy moment. Nie wiem, ile w tym wszystkim brak trenera Marka Papszuna, a ile zawodników, którzy odeszli. Na pewno w tej chwili jest to zaskoczenie, że nie ma dobrych wyników, ale to jest początek sezonu. Zobaczymy, bo niedawno Legia też miała duże problemy, niektórzy myśleli, że spadnie, a dzisiaj wróciła na odpowiednie tory. Myślę, że Raków to jest na tyle zorganizowany klub, że sobie poradzi i będzie grał lepiej.
Rozmawiał Miłosz Cebo
Bartosz Ślusarski. Fot. FB Bartosza Ślusarskiego
