„Tragicznie” już było? No to teraz jest gorzej!

Czy to ostatni moment, by podjąć działania ratunkowe przy Okrzei? Tak uważa – i już nie gryzie się w język - mniejszościowy udziałowiec sportowej spółki.

Zbigniew Kałuża (na pierwszym planie) bije na alarm w sprawie Piasta. Fot. Dariusz Leśnikowski

PIAST GLIWICE

Niemal równo dwa lata temu, też w przerwie między rozgrywkami, miała miejsce swoista „próba sił” między udziałowcami gliwickiego klubu: miastem (większościowy) i Zbigniewem Kałużą. Mniejszościowy udziałowiec stracił wówczas jedno miejsce w radzie nadzorczej, a ostatecznie wycofał się z jakichkolwiek działań w spółce. - Nie chcę z ludźmi zarządzającymi dziś klubem mieć do czynienia, bo to amatorzy. Działają zupełnie odwrotnie niż ja, niż my. Klepią się po plecach, mówią, że są wspaniali, genialni, i mądrzy; dziękują sobie wzajemnie – tłumaczył nam niedawno kulisy swego (wymuszonego) usunięcia się w cień. W ciszy „przełknął” także konferencję prasową władz Gliwic w listopadzie 2024 roku, na której padły słowa o „zadłużeniu Piasta w wysokości 33 mln zł” i konieczności wdrożenia planu naprawczego klubowych finansów.

Gigantyczna strata w dwa lata

Po dwóch latach od rozstania z klubem (wciąż jednak zachowuje pakiet 25 procent udziałów w spółce Piast SA) w końcu jednak uderzył na alarm. - Owe 33 miliony nie były długiem, a tzw. narastającą stratą finansową, jaka pojawiła się w okresie 13 lat mojej obecności w klubie – zaczął swe wystąpienie na zwołanym w środowe przedpołudnie briefingu. - Mniejsza jednak o terminologię; ważniejsze są liczby. Dziś, według dokumentów finansowych, do których miałem dostęp (obejmują one okres do końca marca 2026 – przyp. red.), owa strata wynosi już 50 milionów złotych! W ciągu dwóch lat rządów nowych władz urosła więc prawie o 20 milionów - Kałuża wspierał swe słowa planszami z dużymi liczbami, kłującymi w oczy. I wskazywał palcem, używając mocnych słów: - Taka sytuacja jest po dwóch latach, kiedy pani Katarzyna Kuczyńska-Budka w sposób gangsterski przejęła ten klub i również postanowiła jednoosobowo zarządzać, decydować i wyprowadzić klub na właściwą drogę!

Duże liczby przemawiają głośniej.... Fot. Dariusz Leśnikowski

Gdzie się podziały tamte miliony...

Ów wzrost zadłużenia mniejszościowy udziałowiec zestawiał z dotacjami i innym wsparciem, jakie klub otrzymywał i otrzymuje z szeroko rozumianego samorządu (a więc pieniędzy publicznych). W latach 2023-24 było to 13 mln złotych. W dwóch kolejnych latach, a więc za kadencji obecnych władz klubowych (choć trudno w tej chwili mówić o władzach; po złożeniu rezygnacji Łukasz Lewiński funkcję prezesa sprawuje już tylko formalnie, do 20 lipca; następcy na razie nie znamy), owe dotacje wyniosły 30,6 mln zł!

Dodatkowo klubowi udzielono także dwóch pożyczek – z budżetu gminy oraz z Górnośląskiego Akceleratora Przedsiębiorczości Rynkowej – na kwotę 33 mln zł. Informację o tych pożyczkach opatrzono zresztą dodatkowym komentarzem: „dane innych utajnione przez Katarzynę Kuczyńską-Budkę”.

Dokonano także we wspomnianym „okresie obrachunkowym”, do jakiego odwoływał się Zbigniew Kałuża, podniesienia kapitału spółki o kwotę 3,2 mln złotych. - W ciągu dwóch lat klub został więc zasilony kwotą 67 mln zł, tymczasem jego zadłużenie wzrosło o 20 mln. Jest to sytuacja niespotykana, którą warto uświadomić mieszkańcom Gliwic. Jeżeli więc tamta sytuacja, w momencie naszego odejścia, określana była przez władze miasta mianem „tragicznej”, to ja nie wiem, jak określić tę, z którą mamy do czynienia obecnie – pytał retorycznie mniejszościowy udziałowiec Piasta.

Dotacje i transakcje

Kałuża przypominał, że w jednym z pierwszych wywiadów po obsadzeniu na stanowisku prezesa Piasta, Łukasz Lewiński deklarował powrót klubu na europejskie szlaki pucharowe. - A zamiast tego mieliśmy sytuację, w której drużyna utrzymała się w ekstraklasie jedynie dzięki karze pięciu ujemnych punktów, jaka dotknęła Lechię Gdańsk. W przeciwnym razie zespół znalazłby się „pod kreską” - w ten sposób udziałowiec skonfrontował deklaracje z rzeczywistością.

Złowieszczo zabrzmiały jeszcze jedne słowa mniejszościowego udziałowca. - Dotacje z pieniędzy publicznych są przydzielane na konkretne cele. Klub tych celów nie spełnił, więc nie jest w stanie rozliczyć owych dotacji. A w takim przypadku nie jest uprawniony do pozyskania nowego dofinansowania ze środków publicznych – mówił Zbigniew Kałuża. Bez owych środków zaś nie ma mowy o tym, by Gliwiczanie poradzili sobie w ligowej (i licencyjnej) rzeczywistości...

Podczas wspomnianej „konferencji alarmowej” wspierali go były dyrektor sportowy Piasta Bogdan Wilk oraz były już drugi trener bramkarzy Jakub Szmatuła. Ten pierwszy zdradzał, że jeszcze w czasie pełnienia swej funkcji prowadził rozmowy, które – w jego ocenie - miały przynieść klubowi wpływ w wysokości 20 mln zł z tytułu sprzedaży Michaela Ameyawa, Ariela Mosóra i Arkadiusza Pyrki. Ostatecznie, już po zmianie władz, Piast „zaksięgował” z tego tytułu ok. 7 mln zł.

Pukanie spod dna, pytanie o DNA

Szmatuła z kolei do tej „powodzi liczb” dołożył argument bardzo osobisty i emocjonalny. - Nikt nie ma karnetu na pracę w jednym miejscu do końca życia. Ale na pewno nie tak wyobrażałem sobie rozstanie z klubem po 18 latach. Wkładałem przez ten czas w Piasta całe serducho, a pożegnany zostałem jakby w obrotowych drzwiach galerii handlowej, w ciągu czterech minut, tymi prezentami - bramkarz, który jest dla gliwickich fanów legendą, wskazywał swój wpis w mediach społecznościowych. Na zdjęciu widać było klubowy proporczyk, kubek i... butelkę wódki. - Dostałem też koszulkę. Nie mam jej na fotce, bo ją w tamtym momencie włożyłem na siebie – mówił.

To właśnie z ust Szmatuły – a więc człowieka szatni, a nie prezesowskich gabinetów - padła ważna refleksja. Subiektywna, ale istotna, jeśli weźmie się pod uwagę fakt, iż spędził przy Okrzei niemal dwie dekady. - Jestem pełen obaw, że dziś Piast nie ma już swego DNA. Tego, które kiedyś dało mu mistrzostwo i wicemistrzostwo, dało brązowy medal...

Symbolem pożegnań z Piastem już chyba na zawsze pozostanie butelka wódki... Fot. Dariusz Leśnikowski

Prokuratura w akcji

Uczestników spotkania zapytano o to, skąd pomysł alarmowania o obecnym stanie klubu. - Od momentu odsunięcia od pracy na rzecz Piasta czekałem dwa lata na efekty działań nowych władz, na spełnienie obietnic i deklaracji. Teraz uznałem, że pora pokazać niekompetencję tych władz. Przez owe dwa lata klub – moim zdaniem - stoczył się do takiego poziomu, że bardzo trudno będzie go odbudować. Czy w ogóle jest to możliwe? Jeżeli tak, to trzeba zacząć to robić już teraz! - wyjaśnił Zbigniew Kałuża.

I zdradził, że od ponad roku prokuratura – na podstawie złożonego przezeń wniosku – prowadzi dochodzenie w sprawie „wyrządzenia znacznych szkód majątkowych w spółce”. - Śledztwo jest w toku, są przesłuchiwani świadkowie, więc czekamy na rozstrzygnięcie tej kwestii – dodał.

I w spektakularny sposób zakończył alarmistyczny briefing. - Symbolem wyrzucenia Jakuba Szmatuły z klubu stała się butelka wódki. Ja też ją przygotowałem: dla zarządu, dla rady nadzorczej. Z przesłaniem, że naprawdę ostatni moment, aby ludzie niekompetentnie odeszli z tego klubu.

Dariusz Leśnikowski

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 9,90 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się