Tradycja i nowoczesność
Lech? Górnik? Jagiellonia? A może rozsierdzone wpadkami minionego sezonu Legia czy Widzew? Albo Wisła – niby beniaminek, ale jakiś taki dobrze znany... Któż nie chciałby być mistrzem w sezonie jubileuszowym, po którym od Champions League dzielić będzie zwycięzcę tylko krok?
Ekstraklasa: tradycja i nowoczesność. Pięć lat temu, na własne stulecie, stroje retro dla swych piłkarzy przygotował Raków. Igor Tudor wciąż jeszcze biega po murawie w Częstochowie! Fot. Rafał Rusek / Press Focus
Niezwykły sezon przed nami. Niezwykły nie tylko z powodu oczywistego, który przywołał obok Michał Zichlarz, czyli stulecia gry o mistrzostwo Polski w formie ligowej. Niezwykłe jest to, że w elicie wciąż mamy dwa z czternastu klubów, które wówczas – buntując się przeciwko PZPN-owi – założyły Ligę Polską. To Legia oraz krakowska Wisła, której w najodpowiedniejszym momencie udało się przerwać czteroletnią banicję i na okrągły jubileusz Ligi Polskiej wróciła między najsilniejsze krajowe firmy. Zresztą była pierwszym triumfatorem rozgrywek ligowych. Czy zasłużonym? Badacze dziejów podnoszą wątpliwości co do sprawiedliwych rozstrzygnięć w decydującym o złocie meczu 1.FC Katowice – Wisła. Prawda to czy nieprawda? Decydowała być może polityka: nie mógł jednak pierwszym zwycięzcą zmagań w takiej formule zostać klub mniejszości niemieckiej...
Jutrzenka nadziei Wieczystej
Wtedy, 100 lat temu, trzy drużyny miała w elicie Warszawa. Miałby je i Kraków, gdyby do „zbuntowanych” od razu przystąpiła Cracovia. Jej włodarze woleli jednak ostrożnie odczekać, co się wydarzy z „rewolucjonistami”. PZPN był za słaby, by „rebelię” zdławić, więc rok później Pasy już dostały miejsce wśród najmocniejszych. Podwawelski gród jest zresztą jedynym, który w tej stuletniej historii zmagań miał w jednym sezonie aż cztery drużyny wśród najlepszych ekip w kraju! Dawno to było, w pierwszej połowie lat 30., ale dzięki temu nazwa Podgórze Kraków - podobnie jak Jutrzenka Kraków z roku 1927 – zapisała się na kartach spisanych dziejów potyczek o mistrzostwo Polski. Tak jak teraz swą historię zaczyna pisać kolejny, ósmy już, klub z królewskiego grodu, czyli Wieczysta. I być może – w przeciwieństwie do dwóch wcześniejszych ekip – nie będzie tylko jedno-, dwusezonowym meteorytem.
Dużo nas – i oby było więcej!
Już w inauguracyjnym roku futbol gromadził na trybunach tysiące widzów. W latach 50., 60. i 70. na wielu obiektach bito rekordy frekwencji, których dziś już – mimo infrastrukturalnej rewolucji ostatnich 15 lat – poprawić się już nie da. Wtedy nie było plastikowych krzesełek, ale drewniane ławki, na których kibice – bardzo często przeciwnych drużyn – w trakcie 90 minut gry niejednego sznapsa do siebie przepili. Nikt też – pod karą grzywny – nie pilnował „zakazu zajmowania miejsc w ciągach komunikacyjnych”. Ba; nikomu do głowy takie pojęcie nie przychodziło. I tak jednak z tą frekwencją – w porównaniu do lat ostatnich – jest nieźle, a będzie... „nieźlej”. Wróciła Wisła, z wypełniany zwykle po brzegi stadionem im. Henryka Reymana; wrócił też Śląsk – a wrocławska arena ma potencjał, by dołożyć do frekwencyjnych rachunków znaczącą cegiełkę.
Czasem fajnie byłoby wrócić do tych pionierskich, romantycznych czasów: do bramkarzy chroniących oczy przed oślepieniem promieniami słońca czapką z daszkiem, do strojów z eleganckim wiązaniem pod szyją, do futbolówek zszywanych twardymi sznurkami, zostawiającymi ślad na czole po odbiciu ich głową....
Krok do Champions League
To se nevrati – westchnęliby Czesi. Przywołujemy ich, bo to z nimi – mamy nadzieję – skutecznie walczyć będziemy w obecnej edycji europejskich pucharów o miejsce w czołowej dziesiątce rankingu. To właśnie stworzenie przez UEFA siedem dekad temu tychże rozgrywek jeszcze bardziej uatrakcyjniło ligowe zmagania. Po raz pierwszy w dziejach mamy w nich pięć drużyn – ten element też decyduje o niezwykłości tego sezonu. O więcej na razie będzie trudno, ale startować mogą przyszli pucharowicze z jeszcze lepszych pozycji. Mistrza, który wyłoniony zostanie w rozpoczynających się właśnie rozgrywkach, od Champions League dzielić będzie ledwie jeden dwumecz; a zatem będzie pewny występu w fazie ligowej Ligi Europy. Jest o co walczyć, bo pieniądze z kasy UEFA coraz większe, a i na krajowym gruncie nie ma co narzekać na nagrody wypłacane przez Ekstraklasę SA. Żeby tylko proporcje ich wydawania przez kluby były inne: więcej na polską młodzież, mniej na przeciętnych (choć i tak ściągamy już dużo lepszych graczy, niż jeszcze pięć lat temu) cudzoziemców...
Dariusz Leśnikowski
W KADRACH UŻYWAMY MIĘDZYNARODOWYCH KODÓW KRAJOWYCH, JAK PONIŻEJ
AGO - AngolaALB - Albania
ARG – Argentyna
ARM - Armenia
AUT - Austria
AUS - Australia
AZE - Azerbejdżan
BEL - Belgia
BIH - Bośnia i Hercegowina
BLR - Białoruś
BRA - Brazylia
BUL - Bułgaria
BFA - Burkina Faso
CAN - Kanada
CIV - Wybrzeże Kości Słoniowej
CMR - Kamerun
COD – Demokratyczna Republika Konga
COG – Kongo
COL – Kolumbia
COM – Komory
CRO – Chorwacja
CYP – Cypr
CZE – Czechy
DEN - Dania
DOM - Dominikana
ESP - Hiszpania
EST - Estonia
FIN - Finlandia
FRA - Francja
GMB - Gambia
GEO - Gruzja
GER - Niemcy
GHA - Ghana
GIN – Gwinea
GNB – Gwinea Bissau
GRE - Grecja
HON – Honduras
HUN – Węgry
IRN - Iran
IRQ - Irak
ISL - Islandia
ITA - Włochy
JPN - Japonia
KEN - Kenia
LVA - Łotwa
MDA - Mołdawia
MNE - Czarnogóra
MRT – Mauretania
NLD - Holandia
NGA - Nigeria
NIR – Irlandia Północna
NOR - Norwegia
POR - Portugalia
ROU - Rumunia
SEN - Senegal
SLV – Salwador
SRB - Serbia
SUI - Szwajcaria
SVK - Słowacja
SVN - Słowenia
SWE - Szwecja
TUR - Turcja
UKR - Ukraina
USA - Stany Zjednoczone
XVX - Kosowo
VEN - Wenezuela
