To się nazywa premiera!
Maciej Wyderka późno zainaugurował sezon, ale zrobił to z przytupem – w Budapeszcie został piątym Polakiem, który na 800 m zszedł poniżej minuty i 44 sekund.
To cały ja, Maciej Wyderka! – tak biegacz z Piekar Śląskich mógłby powiedzieć po starcie w Budapeszcie. Fot. Michał Laudy / Press Focus
Po niepowodzeniu w marcowych halowych mistrzostwach świata w Toruniu, gdzie utalentowany średniodystansowiec rodem z Piekar Śląskich nie wszedł do finału 800 m, Maciej Wyderka złapał jeszcze drobny uraz, który opóźnił jego przygotowania do sezonu letniego. Stąd premierowy start dopiero w połowie lipca – przypadł podczas Memoriału Istvana Gyulaia w Budapeszcie, ostatniego w tym roku mityngu Continental Tour Gold.
W silnej stawce niespełna 24-letni Polak finiszował ósmy, ale w czasie rekordu życiowego 1:43,97 – jak zacząć, to właśnie z takim przytupem!
Kto wie, czy rezultat podopiecznego Janusza Szczyrka nie byłby jeszcze lepszy, ale dał się on nieco zamknąć na finiszu. Zastrzyk optymizmu będzie jednak znaczący - Wyderka został piątym Polakiem, który zszedł poniżej 1:44 w biegu na 800 m. Jego rezultat to najszybsze otwarcie sezonu w historii polskich dwóch kółek, choć faza sezonu jest już zaawansowana, a do głównej imprezy - mistrzostw Europy w Birmingham (10-16 sierpnia) - został niecały miesiąc. Wyderka miał już minimum na kontynentalny czempionat (z poprzedniego sezonu), ale walczy o kwalifikację na wrześniowe Ultimate Championship, w których wystąpi najlepsza ósemka na świecie z rankingu, a gwiazdy znów zjadą na stadion Nemzeti do stolicy Węgier.
Zwycięstwo w tym biegu na ostatnich metrach wywalczył algierski wicemistrz świata Djamel Sedjati – 1:43,19.
Wirus dopadł Fajdka
Zawiódł Paweł Fajdek, który 26 czerwca w Zagrzebiu zaskoczył świetnym wynikiem 81,89. W Budapeszcie pięciokrotny mistrz świata nie zaliczył jednak żadnej z trzech prób, choć – jak poinformował serwis Athletic News – zmagał się w ostatnich dniach z chorobą. Dwa pierwsze rzuty 37-letni Polak z pełną siłą wpakował w siatkę; w trzecim podejściu – już asekuracyjnym - rzucił około 73 metry, co wystarczyłoby na wąski finał, ale Polak zdecydował się wyjść z koła i jako jeden z dwóch uczestników świetnie obsadzonego konkursu odpadł przed decydującą fazą.
Rywalizację wygrał mistrz olimpijski i świata Ethan Katzberg z rezultatem 83,55 - najlepszym w tym roku na świecie; za plecami Kanadyjczyka drugi był Niemiec Merlin Hummel 81,74, który o 9 cm wyprzedził reprezentanta gospodarzy Bence Halasza, a na podium nie zmieścił się już Ukrainiec Mychajło Kochan, choć rzucił znakomite 81,48! Tylko dwa razy w historii wynik czwartego zawodnika był lepszy niż we wtorkowych zawodach - i to na imprezach mistrzowskich - podczas czempionatów globu w 2007 i 2025 roku.
Trzeci z polskich lekkoatletów we wtorek w Budapeszcie – Michał Rozmys – nadawał tempo przez pewien czas rywalizacji na 3000 m, którą wygrał Kenijczyk Mathew Kipchumba Kipsang – 7:31,90.
Fetował przed metą
Z innych ciekawszych wydarzeń na szczególną uwagę zasługuje potwierdzenie pozycji nowej siły w biegu na 110 m przez płotki przez Ja’Kobe'a Tharpa. 20-letni lekkoatleta z USA, który w ubiegłym miesiącu ustanowił sensacyjny rekord świata wynikiem 12,75, uzyskał w stolicy Węgier piąty najlepszy rezultat w historii - 12,85 - lekko zwalniając przed metą, by fetować zwycięstwo. Był to dla Tharpa czwarty kolejny bieg poniżej 13 sekund i jeden z siedmiu rekordów mityngu. Jego rodak, Jamal Britt, zajął drugie miejsce - 13,01, a kolejny Amerykanin, mistrz świata, Cordell Tinch był trzeci – 13,06.
Eleanor Patterson wygrała mocno obsadzony konkurs skoku wzwyż rezultatem 2,00 m. Mistrzyni świata z 2022 roku pokonała inną Australijkę i aktualną czempionkę globu, Nicolę Olyslagers - 1,98 m. Ich rodaczka, mistrzyni olimpijska Nina Kennedy, była najlepsza wśród tyczkarek, dzięki lepszej liczbie prób, przed Nowozelandką Elizą McCartney - obie pokonały 4,80 m.
Tyczka bez rekordu
Mondo Duplantis powrócił na stadion, na którym rok wcześniej ustanowił rekord świata o tyczce wynikiem 6,29 m. Tym razem musiał mocno walczyć o zwycięstwo, bo aż sześciu zawodników rywalizowało jeszcze przy wysokości 6 metrów. Trzech z nich – Australijczyk Kurtis Marschall, Grek Emmanouil Karalis i Norweg Sondre Guttormsen – zaliczyło 5,90 m. Szwed nie zaliczył pierwszej próby na 6,00 m, tymczasem zrobił to Marschall - który przecież 7 czerwca w Sztokholmie zakończył 3-letnią serię zwycięstw Mondo – we wtorek po raz pierwszy na stadionie otwartym (wcześniej dwukrotnie dokonał tego w hali). Duplantis odpowiedział, pokonując 6,00 w drugiej próbie, następnie zaliczył 6,07 m za pierwszym podejściem. Dla Australijczyka było to jeszcze zbyt wysoko. Po zapewnieniu sobie zwycięstwa Szwed podniósł poprzeczkę na 6,32 m, jednak tym razem bez powodzenia.
(ToM)
300. SKOK w historii na wysokość sześciu metrów lub wyższą zanotowano we wtorek, a zapisał go w statystykach Kurtis Marschall. Aż 136 z tych udanych prób należy do Armanda Duplantisa.
