To nie jest upadek!

Rozmowa z Tomaszem Musiałem, prezesem Skry Częstochowa, która wycofała się z III ligi

Trzy lata temu Skra Częstochowa grała w I lidze. Sezon 2026/27 może zacząć w klasie B... Fot. Marcin Bulanda / Press Focus

Podejrzewam, że to była najtrudniejsza decyzja dla pana w kilkunastoletniej historii pracy w Skrze. Nie było już żadnych nadziei na uratowanie III ligi? Patrząc z zewnątrz, wydaje się, że PZPN, blokując wypłatę środków z programu Pro Junior System, praktycznie wydał wyrok na klub.

- To jest w ogóle najtrudniejsza decyzja, jaką kiedykolwiek musiałem podjąć w swoim życiu zawodowym. Emocjonalnie bardzo trudna, bo jestem ze Skrą związany mnóstwo lat. Praca i działanie w - nazwijmy to - bałaganie finansowym jest jednak bardzo ciężka. Przyczyn takiej decyzji było kilka, na pewno brak środków z PJS był jedną ze składowych, ale nie jedyną. Na przestrzeni lat powstały długi, większość zawodników i trenerów ma prawo, aby ubiegać się o zarobione pieniądze. Te długi ze spółki spadły na stowarzyszenie i ciężko jest nam je w tej chwili spłacić. Musimy też patrzeć realnie i wiemy, że skonstruowanie budżetu, który pozwalałby nam na codzienne funkcjonowanie w dzisiejszych czasach, jest bardzo trudne. Na poziomie III ligi zawodnikom trzeba zapłacić niemałe pieniądze, nie wspominając już o samych kosztach brania udziału w meczach – wyjazdy, hotele itp. PZPN zatrzymał nam 3/4 kwoty, którą wygraliśmy w PJS. Te środki na pewno pozwoliłyby nam rozpocząć rozgrywki, ale to już teraz gdybanie. W tej chwili muszę się starać, aby wypłacić zawodnikom środki za poprzedni bardzo dobry sezon. Chcę dotrzymać słowa, które im dałem.

W poprzednim sezonie znacząco Skrze pomógł Raków, dostarczając zawodników z akademii. Nie był zainteresowany dalszą współpracą?

- Zarządowi Rakowa oraz dyrektorowi jego akademii należą się podziękowania, że w tym trudnym dla nas okresie przystąpili do planu, który okazał się bardzo ciekawy i perspektywiczny dla obu klubów. To, co Raków chciał osiągnąć, czyli promocję zawodników nieznanych szerszej publiczności, udało się zrealizować. Grupa zawodników, która u nas grała, wypromowała się, znalazła kluby na poziomie centralnym lub trzecioligowym. Raków w dużym stopniu odzyskał zainwestowane pieniądze w grę tych zawodników u nas. Na kolejny sezon przy Limanowskiego nie było jednak chęci kontynuowania tego projektu.

Kibice w komentarzach często powtarzają, że awans do I ligi w 2021 roku Skrze zaszkodził. Pan by się z tym zgodził?

- Trzeba by się nad tym głębiej zastanowić... Ten sukces, który wtedy nie był planowany i przyszedł bardzo spontanicznie, spowodował powstanie zaległości przede wszystkim w opłacaniu wynajmowanego obiektu w Bełchatowie, ale również w stosunku do piłkarzy, którzy - jak na nasze realia - kosztowali całkiem sporo. Robiliśmy drogie z naszej perspektywy transfery, choć i tak zawsze, czy to w I czy II lidze, mieliśmy najniższy budżet. Wszystko, co się dzieje teraz, jest poniekąd konsekwencją tamtych działań. Ja się cieszę, że w ostatnim okresie przy współpracy z miastem udało się przystosować obiekt przy Loretańskiej do gry z kibicami - w tej chwili mamy 500 miejsc siedzących. Mam nadzieję, że na tym nie koniec, bo spróbujemy jeszcze rozbudować tę infrastrukturę na części południowej trybuny. Będziemy mieć stadion, który będzie spełniał wymogi wyższej ligi niż III. Ponadto robimy wszystko, aby poukładać finanse i odbudować klub.

Największy paradoks jest taki, że gdy Skra święciła sukcesy, grając w I czy nawet II lidze, kibice nie mogli jej oglądać u siebie, a teraz - gdy stadion spełnia wymogi - nie ma drużyny…

- To nie tak, że nie ma drużyny…

No właśnie, bo to chyba teraz najbardziej interesuje kibiców: w której lidze zagra Skra w sezonie 2026/27?

- Robimy wszystko, aby wystartować w możliwie najwyższej lidze, do której będziemy uprawieni. Myślimy o klasie okręgowej, bo V liga raczej nie wchodzi w rachubę; to nie działa tak, że dostaje się od razu miejsce. Na razie jednak nie chciałbym deklarować, w której lidze zagramy, na te decyzje musimy jeszcze trochę poczekać. Drużynę będziemy chcieli oprzeć na lokalnych zawodnikach oraz graczach naszej akademii. Mamy plan na najbliższe pięć lat, ale najważniejszą kwestią jest stabilizacja finansowa oraz dokończenie infrastruktury.

Poniedziałek był czarnym dniem dla klubów III ligi, bo wycofał się również Słowianin Wolibórz. Niedawno upadek ogłosił GKS Jastrzębie, a wtajemniczeni twierdzą, że to nie koniec listy klubów, które będą mieć ogromne problemy...

- W tej chwili rynek piłkarski jest tak skonstruowany, że trzeba mieć naprawdę duże pieniądze, żeby grać na poziomie III ligi. Sytuacja ekonomiczna w kraju nie przysparza też sponsorów, którzy chcieliby wyłożyć swoje pieniądze na piłkę, przynajmniej w Częstochowie. Wielu ośrodkom jest coraz ciężej. Wracając do Skry, chcę podkreślić, że to nie jest upadek klubu. Mamy swoją akademię, chcemy oczyścić atmosferę wokół klubu i nadal pisać jego historię.

Rozmawiał Mariusz Rajek

Tomasz Musiał liczy, że kierowany przez niego klub wróci wkrótce na właściwe tory. Fot. Skra Częstochowa

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 9,90 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się