To nie jest niespodzianka
TRZY PYTANIA DO... WOJCIECHA FIBAKA, pierwszego Polaka w top 10 na świecie, ćwierćfinalisty Wimbledonu (1980)
1. Jak bardzo jest pan zawiedziony porażką Igi Świątek już w trzeciej rundzie?
- To nie jest aż taka niespodzianka, ona wisiała w powietrzu. Już mecz 1. rundy z Taylor Townsend, która gorzej porusza się od Eali, pokazał, że Iga może mieć w turnieju duże problemy. Ogólnie wiemy przecież od dawna, że mimo triumfu przed rokiem i zwycięstwa juniorskiego w 2018 roku, trawa nie jest ulubioną nawierzchnią Igi. Jest wiele tenisistek na świecie, które mogą ją na tej nawierzchni pokonać, znacznie więcej niż na mączce czy na hardzie. W sobotę spotkała się z wyjątkowo sprytną tenisistką, inteligentną. Inne rywalki być może nie wytrzymałyby tej presji, gry z mistrzynią na korcie centralnym, ale Filipinka słynie z zadziorności. Swoją drogą szkoda, że na ten jeden mecz Igi nie zastąpiła Maja, bo Chwalińskiej Eala by pasowała, jej wolna gra, serwis, ona by Filipinkę porozrzucała po korcie i skończyłoby się pewnie 6:2, 6:2 dla Polki.
2. Co dalej ze Świątek? Mówi o tym, że przestaje mieć wobec siebie oczekiwania...
- To jest akurat pozytywna wiadomość, że nie jest załamana, nie wyjeżdża na żadną wyspę i nie rzuca rakiety na dwa tygodnie, że nie ma dość tenisa, że nie zwalnia trenera. Na korcie twardym będzie się jej teraz łatwiej odbudować.
3. Kto w tej sytuacji może zdobyć tytuł?
- Wimbledon przyzwyczaił nas do dużych niespodzianek, ostatnio wygrywały tu Vondrousova, Krejcikowa, także przecież tytuł Igi był niespodzianką. Sabalenka nie zachwycała na kortach trawiastych i też jej już nie ma. Widzę kilka kandydatek do końcowego sukcesu. Może to będzie zwyciężczyni ćwierćfinału Muchova - Osaka...
