To naprawdę jest lider?!
Jeśli jakiś facet z zagranicy oglądał mecz Piasta z Legią i usłyszał, że goście to lider polskiej ekstraklasy - nie będzie miał przesadnie dobrego zdania o jej sile...
Nie tak to Legio miało wyglądać... Fot. PAP/Art Service
LEGIA WARSZAWA
Mam przeświadczenie, że liderzy silnych lig to z reguły drużyny-potwory, budzące przestrach własną potęgą, siłą, umiejętnościami. Nie na tyle - być może - by stosować bizantyjską
Co mi się nie podobało?
a) błysk i... to wszystko
Legia bardzo szybko, zgodnie z oczekiwaniem wielu, objęła prowadzenie. Pierwsze minuty to jej dominacja, niektórzy pokusiliby się nawet o słowo
b) minimalizm nie popłaca
Bardzo doceniam podejście, że trzeba wydatkować tyle energii na ile rzeczywiście to konieczne, jednak czasami zatrąca to niebezpiecznie o minimalizm, zwłaszcza w futbolu. W połowie pierwszej połowy stało się ewidentne, że Legii nie zależy w ogóle na zdobyciu drugiej bramki i ewentualnym zamknięciu meczu. Nie było widać w jej ofensywnych działaniach boiskowych planu i determinacji. Trochę jakby działała na zasadzie:
c) bardzo słaba reakcja na zdarzenie nieoczekiwane
Trwająca na trybunach ponad godzinę reanimacja kibica, to zdarzenie zupełnie nieoczekiwanie, na które Legia była jednak całkowicie nieprzygotowana. Piast z pewnością też, ale po powrocie na boisko gospodarze na powrót potrafili jednak zapuścić silnik, a Legia już nie. Przyznał to nawet na konferencji prasowej jej trener Marek Papszun. Legioniści dali się zepchnąć do defensywy, momentami wręcz rozpaczliwej. Gdy człowiek uzmysławiał sobie, że drużyna z Warszawy jest liderem - to dziw go brał;
d) niemoc we wpływaniu na losy meczu
Tak jak na początku dziwiło, że Legia nie robi na boisku więcej, choć mogłaby, tak na końcu zdziwiło, że... udało jej się zremisować. Spotkanie było jednym wielkim pokazem jej niemożności. Przyznacie, że słowa
e) zła reakcja na działania rywali
Piast wprowadził na boisko Ivana Limę. Wspólnie z Leandro Sancą i Samuelem Ntamackiem całkowicie zmienili obraz gry, zwłaszcza na prawym skrzydle. Legia nie umiała sobie z tym nagłym przechyłem w tym rejonie boiska w ogóle poradzić. Momentami wyglądała wręcz jak przeciekająca wanna, która trzyma wodę resztką sił, ale zaraz szczelina się powiększy. No i wanna się w końcu rozerwała...
e) konkretne zachowanie przy stracie bramki
Nie można mieć, w mojej opinii, pretensji do Rafała Augustyniaka, że przy strzale Sanki odbiła się od niego piłka i zmyliła bramkarza Otto Hindricha - to przypadek. Można mieć jednak pretensje do Bartosza Kapustki, za to jak łatwo dał się ograć Ivanowi Limie i nie reagował potem w sposób w jaki można by się spodziewać, jakby spodziewał się, że koledzy z defensywy to naprawią;
f) niebiosa podały rękę i... nic
Nawet po stracie bramki nadarzyła się jeszcze okazja na zwycięską bramkę. I co ? I nic... Bo za nic należy uznać pudło z bliska Rafała Adamskiego w ostatniej akcji meczu.
Paweł Czado
