To maraton, a nie sprint
W Chorzowie zaciskają zęby i pięści, bo choć za nimi dopiero dwa mecze, nerwy po falstarcie są wyraźne.
Kacper Laskowski na własnej skórze odczuł ciężar gatunkowy grania na Stadionie Śląskim. Fot. Marcin Bulanda / Press Focus
RUCH CHORZÓW
Miny piłkarzy Niebieskich były takie, że aż strach było do nich podchodzić. Po porażce 0:2 w Niecieczy tym razem przyszła domowa przegrana 0:2 z Miedzią Legnica. Co roku wierzący w awans do ekstraklasy Chorzowianie przyjęli na głowę kubeł zimnej wody, a trybuny i społeczność wykazują mieszankę wściekłości, frustracji, rozczarowania, desperacji i pogodzenia z marnym losem.
Górnośląskie podejście
– To słaby początek. Na pewno wyobrażaliśmy go sobie inaczej – stwierdził krótko ewidentnie przygaszony przegraną Kacper Laskowski, który zatrzymał się na chwilę, by porozmawiać ze „Sportem”. Razem z kolegami musiał wysłuchać kilku gorzkich słów od kibiców, choć rzecz jasna w szatni trener Waldemar Fornalik – co przytaczaliśmy ostatnio – wskazywał na nieadekwatność liczby punktów do gry, jaką prezentują Niebiescy. Bo to nie jest tak, że nie idzie nic. Jak to się mówi – momenty były... ale mieli je również rywale (niestety dla Ruchu, było ich więcej, w dodatku okraszonych tzw. konkretami). – To jest maraton, a nie sprint i przed nami jeszcze dużo meczów. Szykujemy się na piątek, na Polonię Warszawa i chcemy tam pojechać, żeby wygrać – przyznał nowy skrzydłowy Ruchu, który najwyraźniej zdecydowanie bardziej woli robić niż gadać. Na Górnym Śląsku takie podejście zawsze się szanuje.
Inaczej niż trener
Laskowskiego zapytaliśmy o przyczyny takiego, a nie innego wejścia w sezon. O to, czego Niebieskim brakuje? – Strzelenia gola – udzielił najprostszej odpowiedzi, zresztą uderzając w podobne tony co trener Fornalik. – W piłce to najważniejsze, aby zdobyć o jedną bramkę więcej niż przeciwnik. On tym razem zdobył dwie, a my zero. Musimy popracować nad skutecznością, bo sytuacje są. Brakuje trochę spokoju, cierpliwości w polu karnym i bramki na pewno przyjdą – zaznaczył przekonany. Natomiast – to już w lekkim przeciwieństwie do trenera Fornalika czy innego „nowego” w szatni, Michała Chrapka – 24-latek nie chciał słyszeć o tym, że Bruk-Bet i Miedź to ligowi potentaci. – My również jesteśmy mocnym zespołem. Jeśli chcemy walczyć o najwyższe cele, musimy wygrywać z każdym. Każdy mecz jest ważny i w każdym chcemy zdobywać trzy punkty. Nieważne, czy to będzie Miedzianka, czy inny rywal, mocny czy będący w tabeli niżej niż my. Chcemy zwyciężać... i będziemy to robić – wzruszył ramionami, bo nie robiło na nim dodatkowego wrażenia to, że tak jak i Miedź – on również pochodzi z Legnicy. No ale w zespole ze swojego miasta był tylko chwilę w juniorach. W seniorach nigdy nie wystąpił.
Jest w nim wiara
Laskowski i kilku innych piłkarzy zadebiutowało na Stadionie Śląskim jako zawodnicy z „eRką” na piersi. Debiut był to jednak gorzki, trochę musieli się nasłuchać... – Chcemy tu jak najwięcej kibiców, ale wiemy, że to też zależy od nas. Tutaj zawsze jest dobra atmosfera. Jeśli będziemy wygrywać, to będzie tylko lepiej – wskazał Laskowski, uspokajając następnie: – Mamy mocną ekipę i ja wierzę w tę drużynę.
Piotr Tubacki
5 DRUŻYN ma po dwóch kolejkach Betclic 1. Ligi zero punktów – oprócz Ruchu jeszcze Puszcza, Unia, Lechia i Stal Rzeszów. Chorzowianie, Niepołomiczanie i Gdańszczanie (jako jedyni w lidze) nie strzelili jeszcze gola.
