To już koniec zabawy, „Djoko”?

24-krotny mistrz wielkoszlemowy, Novak Djoković, po raz pierwszy w karierze przegrał premierowe spotkanie w US Open. - Bardzo mi go żal, bo to świetny człowiek, ale szlema może już nie wygrać – dramat Serba analizuje dla „Sportu” Wojciech Fibak.

Novak Djoković cierpiący - taki nieszczególny widok to na światowych kortach ostatnio prawie norma... Fot. PAP/EPA

Niedzielnego wieczora rozstawiony z „czwórką” czterokrotny mistrz nowojorskiego szlema - jak napisała agencja Associated Press – „wyglądał na swoje 39 lat”. Podczas trwającego ponad 4,5 godziny spotkania z Mariano Navone Novak Djoković miał problemy z nogami, wymiotował, prosił o przerwę medyczną i przyjmował leki. Ostatecznie notowany na 49. miejscu w światowym rankingu 25-letni Argentyńczyk pokonał go 7:6 (7-5), 5:7, 4:6, 6:2, 6:1.

- Czułem się okropnie. Wymioty, poważny problem. Potem całe moje ciało zaczyna się łamać, po prostu skurcze i ból - tłumaczył Djoković na pomeczowej konferencji prasowej. 24-krotny mistrz wielkoszlemowy w singlu do tej pory w pierwszej rundzie zmagań na kortach Flushing Meadows miał bilans 19-0. Poprzednio mecz otwarcia w turnieju tej rangi przegrał w Australian Open w... 2006 roku.

Wyjątkowy człowiek

- Novak od dłuższego czasu już nie był w formie – zauważa Wojciech Fibak, najlepszy Polak w historii US Open, ćwierćfinalista z 1980 roku. - Zaskoczenie jest jednak spore, bo, paradoksalnie, wspominał, że jest w najlepszej dyspozycji fizycznej i mentalnej od dawna, ale to się nie potwierdziło. Bardzo mi go żal, byłem jego konsultantem (w 2013 roku – przyp. red.) i sąsiadem w Monte Carlo, jest mi bliski. To wyjątkowy człowiek, o rozległych horyzontach i talentach, jak choćby językowych, do tego wyjątkowej dobroci i uprzejmości wobec kibiców i świata – opisuje Fibak.

Zwłaszcza w czwartym i piątym secie Serb był daleki od swojej normalnej dyspozycji, ale już w pierwszej partii widać było, że męczy się na korcie, a schodząc po przegranym tie-breaku ściągał z ręki opaski, co niektórzy odebrali jako chęć rezygnacji z dalszej gry.

- Rozważałem to, ale potem wygrałem seta, a następnie trzeciego. Pomyślałem wtedy: OK, może jest jeszcze szansa. Nie chciałem poddać się w czwartym ani piątym secie, więc chciałem po prostu jakoś dokończyć mecz – relacjonował Serb.

Kibice poruszyli serce

Mimo problemów fizycznych „Djoko” prowadził z Argentyńczykiem 2-1 w setach i miał przełamanie w czwartej partii, ale nie był w stanie zdobyć się na ostatni zryw, który pozwoliłby mu dotrzeć do mety.

- Pod koniec plecy po prostu odmówiły posłuszeństwa, podobnie jak bark, i nie byłem w stanie zamknąć meczu. Walczyłem z tym już od czwartego gema, ale nie chciałem się poddać... Dlatego też nie chcę umniejszać wygranej Mariano. Gratulacje dla niego. To miły facet, walczak, ale ja nie czerpałem z tego żadnej przyjemności - przyznał Serb.

Przy stanie 1:3 w decydującym secie nowojorska publiczność próbowała poderwać Djokovicia do walki. 39-latek był wyraźnie poruszony i miał łzy w oczach. - Byli wspaniali. Jestem bardzo wdzięczny, że mogłem tego doświadczyć. Bardzo mi przykro, że nie zagrałem dla nich tak dobrze, jak powinienem, mogłem czy chciałem, ale miłość i uznanie, jakie okazali mi na koniec, naprawdę poruszyły moje serce – wyznał rekordzista pod względem wygranych szlemów.

Problemy jak Iga

Djoković, który po raz pierwszy w karierze nie zagra przynajmniej w 3. rundzie US Open, a przed rokiem dotarł do półfinału, niedawno odpadł już w 1. rundzie zawodów w Cincinnati – z innym Argentyńczykiem, Thiago Agustinem Tirante.

- Przez podobny trudny okres moim zdaniem przechodziła Iga Świątek – analizuje Fibak. – Gdy doznała kilku niespodziewanych porażek, kolejne tenisistki dostawały skrzydeł, zaczęły wierzyć, że też mogą liderkę rankingu pokonać. To samo teraz dzieje się z tenisistami, którzy grają z Djoko.

W Cincinnati Serb tłumaczył, że nie był w pełni sił z powodu problemu zdrowotnego, który ma mu dokuczać od kilku lat, zwłaszcza - jak tłumaczył - przy wysokiej wilgotności i upale. W niedzielę w Nowym Jorku były podobne warunki, a termometry wieczorem wskazywały 25 stopni Celsjusza.

- Problemy Novaka w takich warunkach to nic nowego. Nigdy nie lubił wysokich temperatur, nowojorskiej wilgotności, bardzo rzadko grał w sesji popołudniowej. Nawet gdy był młodszy, poddawał takie mecze – przypomina Fibak.

Czy będzie mu się chciało

Marzeniem Djokovicia jest zdobycie 25. tytułu wielkoszlemowego, co byłoby absolutnym rekordem świata (24 dzieli z Margaret Court), ale od US Open 2023 Serb jedynie „goni za króliczkiem”. Klęska w Nowym Jorku i słabsze wyniki sprawiają, że coraz częściej padają pytania, czy to już czas, kiedy 39-letni tenisista dojrzeje do zakończenia kariery.

- Novak osiągnął i tak nieprawdopodobne wyniki, nigdy nie można go skreślać, ale obawiam się, że szlema może już nie wygrać. Nie wiadomo czy w ogóle poleci w styczniu do Australii. Ma piękną rodzinę, nowy dom w Grecji, nie wiem, czy będzie mu się chciało. Jeżeli zakończy karierę, to będzie wielka strata dla światowego tenisa – kończy Wojciech Fibak

Tomasz Mucha

Telefon nie przestaje dzwonić

Mariano Navone w Wielkim Szlemie wygrał do niedzieli 4 razy mniej meczów (6) niż Novak Djoković ma tytułów (24). Niedzielne zwycięstwo było jego pierwszym pięciosetowym w karierze, a nigdy też Argentyńczyk nie błyszczał na kortach twardych - przyjechał do Nowego Jorku z bilansem 12-29 w cyklu ATP, co oznaczało zaledwie 29,3 proc. zwycięstw.

W tym roku przed pierwszym w karierze spotkaniem z Serbem tenisista rodem z Nueve de Julio (miasto w prowincji Buenos Aires, lub „9 lipca” - to data niepodległości Argentyny) miał na tej nawierzchni bilans 4-8. Jego najlepszym osiągnięciem w Wielkim Szlemie jest na razie 3. runda ubiegłorocznego French Open. W marcu zdobył swój pierwszy tytuł w cyklu – na mączce w Bukareszcie, w maju był też w finale w Genewie. - Pięć setów przeciwko najlepszemu w historii  to nie jest coś, co dzieje się codziennie. Jestem bardzo szczęśliwy, boto spełnienie marzeń. Teraz muszę się zregenerować. Trzeba iść spać – powiedział Navone w krótkiej rozmowie na korcie po spotkaniu, które zakończyło się około północy czasu lokalnego.

Jego przydomek to „La Navoneta” - wziął się od Lionela Scaloniego, selekcjonera piłkarskiej reprezentacji Argentyny, którego nazywa się „La Scaloneta”. W wywiadzie dla ESPN dodał, że wciąż próbuje zrozumieć to, co osiągnął. - Adrenalina musi trochę opaść. Dopiero co odebrałem telefon, który nie przestaje dzwonić. Wyobrażam sobie, że w domu musi panować niezłe zamieszanie – dodał sprawca największej sensacji pierwszego dnia US Open.

36 I KONIEC?

36 LAT i 111 DNI liczył sobie Novak Djoković, gdy zdobył ostatni (rekordowy 24.) tytuł wielkoszlemowy – US Open 2023. Serb miał 37 lat i 74 dni, gdy rok później wywalczył złoto olimpijskie w Paryżu, ale w meczu do dwóch wygranych setów.

36 LAT i 2 DNI miał Rafael Nadal, gdy sięgał po 22. wielkoszlemowe trofeum - na kortach Rolanda Garrosa w 2022 roku; był to „łabędzi śpiew” Hiszpana, który zakończył karierę dwa lata później.

36 LAT i 173 DNI „stuknęło” Rogerowi Federerowi w chwili 20. triumfu w Wielkim Szlemie - w Australian Open 2018; Szwajcar ostatni mecz singlowy w karierze rozegrał w ćwierćfinale Wimbledonu 2021, gdzie przegrał z Hubertem Hurkaczem, karierę zakończył jesienią 2022.

Źródło: x.com/z_kortu

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 9,90 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się