To już chyba kryzys

W Cygańskim Lesie po świetnym początku sezonu pozostało wspomnienie.

Mimo że Kacper Kasprzak skacze znacznie wyżej niż rywale, punktów Rekordowi nie przybywa. Fot. FB/Rekord Bielsko-Biała

REKORD BIELSKO-BIAŁA

Mimo że w Łęcznej Bielszczanie mieli dobre momenty, to musieli uznać wyższość Górnika (0:1) i ponieść trzecią porażkę z rzędu. - To było dobre spotkanie, szczególnie w drugiej połowie, gdy się otworzyło. Oba zespoły mogły zdobyć gola, a wygrała drużyna, która wykorzystała okazję i utrzymała wynik - mówił trener Piotr Tworek. - Ogromnie żałujemy zmarnowanych sytuacji. Znaliśmy atuty rywala, wiedzieliśmy jak prowadzi i buduje grę, ale nie ustrzegliśmy się błędu i jesteśmy źli. Muszę jednak pochwalić zespół za determinację i walkę o punkt. Musimy poprawić elementy, które nam nie funkcjonują - zapewnił szkoleniowiec Rekordu.

Półwolej zamiast „wewnętrzniaka”

Do poprawy z pewnością są stałe fragmenty gry. Górnik w pierwszej połowie dwie najlepsze okazje wypracował po dośrodkowaniach z rzutu rożnego. Już na początku Wiktora Kaczorowskiego z bliska pokonał Jakub Myszor, ale arbiter sygnalizował, że przy dośrodkowaniu Adama Dei piłka opuściła boisko. Kolejny groźny strzał oddał Hubert Antkowiak, który instynktownie zablokował Mateusz Broda. Po drugiej stronie boiska działo się mniej, a Rekord długimi momentami miał problem, by sforsować dobrze ustawioną defensywę. Szukał więc szczęścia w uderzeniach z dystansu. Znacznie lepiej w ofensywie Biało-zieloni wyglądali po zmianie stron. Długo wydawało się, że otworzą wynik. Najpierw uderzał Jakub Ryś, a po chwili w świetnej sytuacji po dośrodkowaniu Piotra Ceglarza znalazł się Mateusz Tekieli. Pomocnik otrzymał podanie na 6 metrze i zamiast uderzyć wewnętrzną częścią stopy, szukał strzału półwolejem, fatalnie kiksując.

Trener czeka

Ta sytuacja podziałała mobilizująco na zespół Jurija Szatałowa, który przejął inicjatywę i co chwilę zmuszał do błędów bielską defensywę oraz bramkarza; Kaczorowskiemu dwukrotnie w sukurs przyszedł słupek. W końcu spadkowicz dopiął swego. O ile dośrodkowanie z narożnika boiska zdołał wypiąstkować bramkarz, o tyle drugą piłkę Bartłomiej Korbecki posłał na głowę Rafała Kobrynia, a ten skierował ją do siatki. - Przed nami kolejne mecze. Poprawiamy to, co nie do końca funkcjonuje i czekamy na powrót na ścieżkę zwycięstw - podkreślił z optymizmem szkoleniowiec zespołu, który zaczął sezon od remisu 1:1 w Zielonej Górze, wygranej 3:0 z Zawiszą Bydgoszcz i zwycięstwa 3:1 ze Stalą Stalowa Wola, a w trzech ostatnich kolejkach został z niczym. Porażki 0:3 z Sokołem Kleczew, 1:2 z Olimpią Grudziądz i ostatnie 0:1 z Łęczną osunęły go na 11. lokatę, a byli tacy co przebąkiwali walkę o awans... Teraz przed Rekordem kolejne dwa wyjazdy - do Urszulina na spotkanie z Legią II Warszawa i do Świdnika na starcie z Avią.

(gru)



Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 9,90 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się