To jest to!
Z DRUGIEJ STRONY - Paweł Czado
Lubię Puchar Polski. Zawsze lubiłem. Już za bajtla te rozgrywki działały mi na wyobraźnię, zawsze uwielbiałem, gdy mały potrafił przeskoczyć dużego. Dzięki małym drużynom w wielkim towarzystwie uczyłem się geografii, sprawdzałem w szkolnym atlasie, skąd właściwie wywodzą się te rewelacje-meteory. Meteory, bo z reguły nie udawało im się już potem powtórzyć baśniowej przygody... Także tu liczyli się i liczą przede wszystkim wielcy. A w przyszłości będzie małym jeszcze trudniej, bo krajowe rozgrywki pucharowe stały się najkrótszą – przynajmniej dla tych możnych – drogą, żeby zarobić poważny grosz. Można dziś zarobić. Jeśli dobrze pójdzie – dobre pieniądze, jeśli pójdzie świetnie – świetne. A gdyby poszło fenomenalnie – wręcz ogromne. Naszym drużynom na międzynarodowej arenie „fenomenalnie” jeszcze nie poszło, ale w tym wypadku wolę romantycznie skupiać się bardziej na słowie „jeszcze” niż na zwrocie „nie poszło”...
Kiedy spoglądam na wyniki I rundy obecnej edycji, uśmiecham się. Ciągle mniejsi mogą stłamsić większych. Ekstraklasowicze już z mniejszymi odpadają! Bohaterem dnia jest Siarka Tarnobrzeg, która zbiła u siebie 3:2 Zagłębie Lubin. Ten mecz był szalony, czyż nie o to chodzi? Siarkowcy (uwielbiam te oldskulowe określenia) wbili pierwszego gola na samym początku. Zagłębie miało ponad 70 procent posiadania piłki! Przepaść, tylko co z tego? Końcówka wyglądała już jak pod klasztorem jasnogórskim w 1655 roku. W roli Szwedów – drużyna z najwyższej ligi, w roli przeora Augustyna Kordeckiego i jego kumpli – zespół z czwartego poziomu. W doliczonym czasie kolubryna przywaliła na 3:2, ale czasu już nie starczyło. Do Lubina z Częstochowy (sorry, z Tarnobrzega) trzeba wracać w niesławie. Puchar Polski rządzi!
