Ten przeklęty „achilles”!
To najważniejszy transfer tego lata – mówiono niedawno przy Piłkarskiej o powrocie do zdrowia Jakuba Araka. No i sprawa się rypła...
Od tego pecha Jakuba Araka wyraźnie boli nie tylko „achilles”, ale i głowa... Fot. Norbert Barczyk/PressFocus
POLONIA BYTOM
Cieszę się, że wróciłem już pod koniec tamtej rundy. Wierzyłem głęboko, że pomogę drużynie w barażach, ale brakło nam trochę tych punktów pod koniec. Przede mną nowy sezon i nowe nadzieje, ale stare cele – kiedy zagadnęliśmy Jakuba Araka na pierwszym po urlopach treningu, był pełen optymizmu. W przeciwieństwie do niemal całej rundy wiosennej, którą stracił na walce z kontuzją, nic go na tychże zajęciach nie bolało, nic mu nie „strzykało”.
- Powrót Kuby to... najważniejszy transfer Polonii tego lata – mówił nam wtedy dyrektor sportowy klubu, Tomasz Stefankiewicz. Arak zagrał w czerwcowym sparingu w Wejherowie z miejscowym Gryfem i... tyle go widziano w letnich grach kontrolnych. „Uraz” - odpowiadają na pytanie o napastnika służby medialne bytomskiego pierwszoligowca. Wygląda jednak na to, że może to być spore niedopowiedzenie. Według tego, co udało nam się ustalić, doświadczonego snajpera czeka... zabieg ścięgna Achillesa, i związana z nim długa przerwa na rehabilitację!
Nic dziwnego, że przy Piłkarskiej rozdzwoniły się sygnały alarmowe. W piątkowym sparingu z KSZO Ostrowiec – obok sprawdzanego po raz kolejny na skrzydle Cesara Peny – w ataku polonistów zobaczyliśmy Daniela Rumina. Niby nic wielkiego – tak naprawdę od wielu miesięcy skauci bytomscy mieli go w swych notesach, ale jednak występu 29-latka nie sposób nie odnotować. Dla niego 1. liga to przecież „bułka z masłem” - grał w niej i w Katowicach, i w Jastrzębiu i wreszcie – w ostatnich pięciu sezonach – w Tychach. Jak wypadł w potyczce z trzecioligowcem ze Świętokrzyskiego? - Wiem, na co go stać. Tym razem nie zaprezentował pełni swych umiejętności – oceniał trener Polonii, Konrad Gerega. Czy więc doświadczony napastnik zostanie jeszcze zaproszony na kolejne treningi do Bytomia? - Pomidor – krótko skwitował to pytanie szkoleniowiec. Skądinąd wiemy, że na tym graczu nie kończą się w ekipie pierwszoligowca opcje uzupełnienia ofensywy, niejednym pomysłem mogą jeszcze swych kibiców zaskoczyć.
Hasła „pomidor” opiekunowi Niebiesko-czerwonych po raz wtóry użyć już nie pozwoliliśmy; w przypadku wspomnianego Peny poprosiliśmy o jasną deklarację w sprawie jego (ewentualnego) angażu. - Pięćdziesiąt na pięćdziesiąt – początkowo ocenił szanse Kolumbijczyka. - No, może 51 do 49 – poprawił się za moment.
W piątek pojawił się też – znikąd, co za chwilę wyjaśnimy – w koszulce Polonii niejaki Adler Da Silva Parreira. Piszemy „znikąd”, bo brazylijski Szwajcar – czy też szwajcarski Brazylijczyk – ostatni oficjalny mecz zagrał w kwietniu 2024, w barwach Stali Rzeszów przeciwko Wiśle Płock. Uraz piszczela uniemożliwił mu potem dokończenie sezonu – całkiem niezłego, w którym w 16 występach zdobył na pierwszoligowych boiskach 8 goli. Potem już nie znajdziemy tego gracza w składzie na żaden mecz Slovana Bratysława, z którego był wypożyczony do Rzeszowa. Teraz próbuje reaktywować swoją przygodę z futbolem. Czy uda się akurat w Bytomiu? Mało prawdopodobne...
Wracając zaś do napastników Polonii – i do sparingu. Po dwa gole zdobyli w nim Mateusz Wzięch – największy wygrany letniej przerwy, oraz Kamil Wojtyra. Inna rzecz, że skonani pięciogodzinną podróżą w upale piłkarze KSZO dopiero w trzeciej tercji (grano trzy razy po 45 minut) przypomnieli sobie, na czym polega futbol...
Dariusz Leśnikowski
◼ Polonia Bytom – KSZO Ostrowiec Św. 4:0 (1:0, 4:0)
1:0 – Wzięch, 2 min, 2:0 – Wzięch, 48 min, 3:0 – Wojtyra, 56 min, 4:0 – Wojtyra, 58 min
POLONIA: Banasik (91. Zwoliński) – Szymusik (76. Stefański), Krzyżak (76. Gajgier), Wołkowicz (76. Szymański – Michalski (76. Wolski), Kądziołka (76. Konieczny), Łabojko (76. Łabędzki), Zieliński (76. Pena) – Wzięch (76. Orlik), Andrzejczak (76. Mioć, 115. Harwin) – Wojtyra (60. Rumin, 103. Adler).Trener Konrad GEREGA.
Grano 3x45 minut.
