Tej nocy nikt spać nie będzie
Tylko specjalne zarządzenie premiera (!) potwierdzone uchwałą parlamentu (!!!) pozwoli Anglikom najbliższy mecz mundialowy ich reprezentacji oglądać w pubach.
Bo liczy się sport i dobra zabawa – również angielscy kibice świetnie wcielają w życie tę zasadę. Fot. PAP/EPA
Kazimierz Mochlinski z Londynu
36 lat temu piłkarski świat zbliżył się na wyciągnięcie ręki do „wysokiej kultury”: elementem zakończenia mundialu we Włoszech był występ słynnych trzech tenorów (Jose Carreras, Luciano Pavarotti, Placido Domingo), którzy przed rzymskim finałem zaśpiewali m.in. „Nessum Dorma” - arię z opery Turandot Giacoma Pucciniego. „Nessum Dorma”, czyli „Nikt nie śpi”. I tak będzie na Wyspach Brytyjskich, w nocy z niedzieli na poniedziałek. O 1.00 w czasu londyńskiego (albo później, bo już się przecież w Meksyku zdarzył się godzinny poślizg w rozpoczęciu gry związany z warunkami atmosferycznymi) na słynnym Estadio Azteca, podopieczni Tomasza Tuchela zagrają z jednym z gospodarzy turnieju. Czy – będąc kibicem angielskim - można taki mecz oglądać bez „małego jasnego” (a raczej kilku „dużych jasnych”) pod ręką? Sprawa wydłużenia pracy pubów, w których – zgodnie z przepisami – nalewanie trunków kończy się o 23.00, stała się kwestią wagi państwowej! Już wcześniej na pięć mundialowych tygodni zezwolono właścicielom knajp na ich otwarcie do 1.00 w nocy. Teraz koniecznością okazało się specjalne zarządzenie premiera (!), potwierdzone piątkową uchwałą parlamentu (!!!), na tę jedną noc udzielającą barom dyspensy aż do wschodu słońca! No więc... „Nessum Dorma” - tej nocy rzeczywiście nikt spać nie będzie. Bo nawet ci, którzy mecze mają w... głębokim poważaniu (naprawdę w Anglii są tacy!), skazani będą na głośne przeżywanie emocji przez fanów futbolu!
„Ręka Pańska była z nim”
Emocje wzbudza nie tylko sam mecz, ale i jego arena. Jako pierwszy w dziejach gościł dwa finały mundialu: w 1970 wygrywał tu Pele, szesnaście lat później – Diego Maradona, a więc dwie największe postaci w historii MŚ. I to właśnie tutaj, w 1986 roku, Anglicy przeżyli najboleśniejszą porażkę w dziejach swych startów na mundialowych - no, może wyjąwszy 0:1 z USA w 1950 w Belo Horizonte. To właśnie na Estadio Azteca dotknęła ich mityczna „ręka Boga” argentyńskiego geniusza, eliminująca ich w ćwierćfinale Mexico'86. - Teraz jedziemy wymazać tę gorzką historię – zapowiada Thomas Tuchel.
„Serca przepełnione bojaźnią”
Łatwe to nie będzie z wielu powodów. 2240 metrów nad poziomem morza to nie przelewki. Według medyków, pełne dostosowanie się do wysiłku sportowego na takiej wysokości zabiera dwa tygodnie. Anglicy mieć będą na to... dwa dni. Niewystarczająco? Oczywiście. Poza tym na Azteca miejscowi grają już od 60 lat. Z 89 gier tu rozegranych wygrali aż 70, a przegrali w tym czasie tylko... dwa razy – z Hondurasem i Kostaryką. 87523 osób na trybunach – i tworzona przez nich atmosfera wewnątrz El Coloso de Santa Ursula (Kolos Świętej Urszuli) – też potrafi napełnić bojaźnią najbardziej waleczne serca...
„Czego oko nie widziało ani ucho nie słyszało”
A to wciąż nie wszystko! Wsparcie meksykańskich kibiców dla swej drużyny sięga... miejsca noclegu rywali, którzy – dzięki nocnym śpiewom fanów, fajerwerkom i klaksonom pod oknami ich hoteli – mają bezsenną noc poprzedzającą starcie z gospodarzami! Brytyjczycy są oczywiście tego świadomi i - próbując uprzedzić nieczyste zagrywki ze strony Meksykanów – starają się utrzymać w tajemnicy miejsce przedmeczowego pobytu. Tak czy siak jednak do bagaży piłkarzy lecących na to spotkanie dołożyli... zatyczki do uszu i maski na oczy.
Czy to pomoże? Anglia ma przecież i kłopoty z kontuzjami. Znak zapytania stawia się przy nazwisku prawego obrońcy Reece Jamesa; Declan Rice coraz bardziej narzeka na bóle w plecach; „achilles” mocno doskwiera Bukayo Sace.
„W nim pokładam nadzieję moją”
Największa nadzieja Anglików nazywa się oczywiście Harry Kane. Jak pisaliśmy, jest wielkim fanem i znawcą NFL, i występ na każdym kultowym dla futbolu amerykańskiego stadionie dodawał mu 10 procent do jego możliwości. Wydawało się, że wyprawa do Meksyku położy kres tej dodatkowej motywacji. Okazuje się jednak, że Estadio Azteca już od 21 lat bywa areną spotkań drużyn NFL, kolejne planowane jest na listopad 2026. Więc „książę Harry” nie omieszkał zaznaczyć, że i to jest obiekt bliski jego sercu. Czy znów ocali Anglików, jak zrobił to kilka dni wstecz, w meczu z DR Konga? A może po prostu jego rodakom wreszcie wyjdzie początek meczu, bo do tej pory mieli z tym kłopoty?
„Karmi ich chlebem rozumu i poi wodą mądrości”
Inna rzecz – co zauważył nawet Gianni Infantino – że Thomas Tuchel chyba najlepiej ze wszystkich selekcjonerów wykorzystuje owe wkurzające kibiców „hydration break”. Niemal każda „wizyta w pit stopie” jego podopiecznych wiąże się ze zmianą ich gry na lepsze. Widać to było zwłaszcza we wspomnianej potyczce z Kongijczykami. Fani angielscy głośniej niż inni gwiżdżą na te przerwy, ale Tuchel wykorzystuje je perfekcyjnie!
NIE PRZEGAP!
poniedziałek, 2.00 – TVP 2, TVP Sport
