Tata wysoko zawiesił poprzeczkę

Rozmowa z Jakubem Pawełkiem, liderem czwartoligowych snajperów, synem byłego reprezentacyjnego bramkarza

19-letni Jakub Pawełek wystrzałowo rozpoczął sezon. Fot. Unia Turza Śląska.

Pierwsze pytanie będzie... z matematyki. Jaką masz średnią goli w tym sezonie?

- Aktualnie wynosi osiem bramek.

To jest suma, a średnia to osiem goli podzielone przez sześć spotkań, czyli 1,33.

- Wierzę na słowo (śmiech). Z matematyki nie byłem najlepszy, a wodzisławskie liceum skończyłem rok temu, więc już się zapomniało.

Drugie pytanie będzie łatwiejsze, bo z... historii. Dlaczego nie zostałeś bramkarzem?

- W wieku pięciu lat zaczynałem jako bramkarz, bo zapatrzony w tatę Mariusza stawałem między słupkami, ale już jako 7-latek doszedłem do wniosku, że – jak to teraz mówię – wolę biegać za piłką. To był czas, w którym tata grał w Wiśle Kraków i sięgał z nią po tytuły mistrza Polski oraz występował w reprezentacji. Urodziłem się w Rybniku, wychowałem w Lubomi, a oficjalnie moim pierwszym klubem był MKP Odra Centrum Wodzisław Śląski, jednak pierwsze piłkarskie kroki stawiałem w Silesii Lubomia. Był też taki czas, kiedy tata bronił w Śląsku, że grałem w Akademii pana Dariusza Sztylki, Olympic Wrocław.

Kiedy zaczęło się już poważne myślenie o tym, żeby zostać piłkarzem?

- Do piłkarza jeszcze mi daleko. Nie rozpędzajmy się, bo to dopiero początek przygody, ale nie będę ukrywał, że już dziecięce marzenia związane były z piłką nożną. Systematyczne treningi i mecze zaczęły się jednak tak naprawdę od rozgrywek juniorów młodszych B1, czyli w MKP Odra Centrum. Trafiłem z nich od razu do kadry trzecioligowej wówczas Odry i trenowałem pod okiem trenera Piotra Haudera. Wtedy poczułem, że to właśnie chcę robić w przyszłości. Co prawda w III lidze nie zagrałem, ale po spadku do IV ligi, jeszcze jako 16-latek, podpisałem kontrakt i trzy lata temu zadebiutowałem w seniorskich rozgrywkach w wyjazdowym spotkaniu z GKS II Tychy.

Czy pamiętasz swoje najlepsze, najbardziej owocne w gole, juniorskie występy?

- Oczywiście. Hat trick jesienią 2021 roku w meczu z SMS-em Tychy i cztery gole wiosną 2022 roku w meczu z Ajaksem Częstochowa w rozgrywkach juniorów młodszych B2 to były moje strzeleckie początki. Później był wiosenny hat trick z 2023 roku w meczu z Polonią Bytom w rozgrywkach juniorów B1 i po przeprowadzce do Górnika Zabrze 2 gole – „główką” i dobitką – w meczu z Jagiellonią w Centralnej Lidze Juniorów U-19 wiosną 2025 roku. Na seniorskie trafienie musiałem jednak dość długo czekać. Dopiero wiosną tego roku w debiucie w Unii Turza Śląska, w przegranym meczu z Ruchem Radzionków, strzałem głową otworzyłem swoje konto strzeleckie, jednak pierwszy raz strzelecki instynkt zadziałał w pucharowym mecz z Unią Kalety. Wygraliśmy 3:0, a ja grając od 25 minuty, bo wszedłem za kontuzjowanego Szymona Opioła, strzeliłem wszystkie gole w tym meczu.

Spodziewałeś się takiego snajperskiego startu w tym sezonie?

- Nie, bo gram na pozycji środkowego pomocnika. Mam dużo zadań na boisku, strzelanie goli też jest jednym z nich, ale nie najważniejszym. Najbardziej zależy mi na tym, żeby pomagać drużynie w wygrywaniu, więc czy notuję asystę, czy zdobywam bramkę, cieszę się tak samo.

Która bramka z tych ośmiu dała największą radość?

- Obydwie w meczu z Kuźnią Ustroniu, bo pierwsza po uderzeniu z półwoleja zza „szesnastki” w okolice górnego rogu była efektowna, a druga z bliska przypieczętowała nasze zwycięstwo 2:0. Fajne były też wszystkie trzy trafienia głową, takie jak to, które po dośrodkowaniu Łukasza Monety z rzutu rożnego otworzyło wynik w ostatnim spotkaniu z rezerwami Podbeskidzia.

Jaki cel stawiasz przed zespołem i przed sobą na ten sezon?

- Ja chcę zbierać jak najwięcej minut i doświadczenia na seniorskim poziomie, a jako zespół chcemy wygrywać każdy mecz. O to się gra w piłkę. Jakiegoś konkretnego miejsca w tabeli albo liczby swoich trafień nie będę deklarował, ale chciałbym jak najwięcej. Na razie po falstarcie w pierwszej kolejce (0:2 ze Spójnią Landek-Jasienica - przyp. red.) systematycznie punktujemy, a ja trafiam, więc chciałbym to utrzymać jak najdłużej. Jeżeli osiągnę granicę 20 goli, a klub awansuje, to na pewno nikt w Turzy Śląskiej się nie obrazi.

Jak wysoko mierzysz w piłkarskich marzeniach?

- Nadal chcę przegonić tatę, ale jego trzy mistrzostwa Polski, 258 występów w ekstraklasie i cztery w reprezentacji to bardzo wysoko zawieszona poprzeczka. Wiem, że będzie ciężko, ale to jest dla mnie motywacja. Spróbowałem przeskoku, przechodząc do Górnika Zabrze, ale na grze w juniorach i sześciu epizodach w trzecioligowych rezerwach się skończyło. Postanowiłem więc wrócić do IV ligi, żeby jak najwięcej grać i się rozwijać. Moim idolem zawsze był Lionel Messi, a ulubionym klubem FC Barcelona. W reprezentacji Polski natomiast zawsze zwracałem uwagę na Piotra Zielińskiego, bo gra na mojej pozycji, więc go podglądam i próbuję do swojej gry wprowadzać to, co u niego najlepsze.

Czy na podwórku albo na treningach rzucasz tacie wyzwania?

- Zdarza się i wyniki są... różne. Tata, który w Turzy Śląskiej jest trenerem bramkarzy, w takich rodzinnych potyczkach jest wymagającym rywalem, ale najważniejsze jest to, że mnie wspiera. To samo mogę powiedzieć o mamie oraz młodszym rodzeństwie, bracie i siostrze. Dziadek też czasem wpadnie na stadion, więc doliczając do tego przyjaciół i znajomych mam sporą grupę kibiców, co widać i słychać po moich bramkach. Cieszę się, że mogę im dawać radość i oby mogli się cieszyć jak najczęściej.

Co robisz poza graniem w piłkę?

- Pracuję w firmie naszego prezesa Zenona Reka, pomagam w magazynach, czyli na co dzień 8-godzinna dniówka, a po niej trening. Prowadzę więc normalne życie, w którym piłka jest moją pasją i chcę się nią cieszyć.

Rozmawiał Jerzy Dusik


Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 9,90 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się