Taniec weteranów
Ostatni taniec weteranów. Jak LeBron James i Paweł Zmarlak wybrali nową misję.
LeBron James pozostaje w grze... Fot. Facebook/Los Angeles Lakers
WINIETA FELIETONU - RZUT ZZA BOISKA
Piotr Płatek
Są w sporcie momenty, w których metryka przestaje mieć znaczenie, a zaczyna liczyć się wyłącznie głód gry i poczucie przynależności. Ostatnie dni przyniosły dwie decyzje weteranów, którzy przez ponad dwie dekady pisali własne historie na koszykarskich parkietach. I choć skala oraz realia obu wydarzeń są zupełnie inne, u ich podstaw leży dokładnie to samo - pasja, z której nie sposób zrezygnować z dnia na dzień.
Z jednej strony – LeBron James. 41 lat na karku, wygrane wszystko, co było do wygrania, i statut żywej legendy globalnej koszykówki. Po ośmiu latach w Los Angeles i kolejnym sezonie pełnym indywidualnych popisów, znowu musiał odpowiedzieć sobie na pytanie „co dalej?”. Wybrał powrót na 24. sezon w karierze i nową misję w Filadelfii. U boku Embiida czy Maxeya nie szuka już własnej chwały – szuka ostatniego spoiwa dla zespołu, który ma sięgnąć po mistrzostwo.
Z drugiej strony – Paweł Zmarlak. Człowiek, bez którego trudno wyobrazić sobie ligową koszykówkę w naszym regionie. Ponad 20 lat walki na parkietach Ekstraklasy i 1. ligi, setki zostawionych na parkiecie siniaków i opinia gracza, który nigdy nie odpuszcza. Kiedy nadchodzi moment zawieszenia butów na kołku, u wielu zawodników pojawia się pustka. Zmarlak wybrał jednak powrót do korzeni – tam, gdzie wszystko się zaczęło. Wychowanek Zagłębia Sosnowiec nie odchodzi od koszykówki; zmienia tylko rolę i jako pierwszy trener staje za sterami drużyny budowanej od nowa.
Obaj panowie stanęli w tym samym czasie przed podobnym dylematem - zejść ze sceny przy brawach, czy podjąć kolejne wyzwanie?
O ile James będzie dyrygował grą na parkiecie Wells Fargo Center jako weteran wspierający młodszych liderów, o tyle Zmarlak weźmie do ręki trenerską tablicę i wykorzysta całe boiskowe rzemiosło, by ukształtować charakter nowej ekipy z Sosnowca. W obu przypadkach kluczem jest doświadczenie – coś, czego nie da się kupić ani wyczytać z podręczników.
Dla kibiców to wyjątkowy czas. Pokazuje, że spoiwem sportu nie są wyłącznie wielkie transfery, czy liczby w statystykach, ale ciągłość i ludzie, którzy nie potrafią żyć bez zapachu parkietu. Niezależnie od tego, czy mówimy o walce o pierścień NBA, czy o budowaniu tożsamości zespołu na polskich parkietach – dobrze wiedzieć, że weterani wciąż mają coś do powiedzenia.
Spoiwem sportu nie są wyłącznie wielkie transfery, czy liczby w statystykach, ale ciągłość i ludzie, którzy nie potrafią żyć bez zapachu parkietu. Niezależnie od tego, czy mówimy o walce o pierścień NBA, czy o budowaniu tożsamości zespołu na polskich parkietach.
