Szwajcar wygrał z bólem pleców
Jan Christen najlepszy na piątym etapie Tour de Pologne z metą na Przełęczy Kocierskiej w Beskidzie Małym. Koszulkę lidera zachował Holender Bart Lemmen.
Nie tylko siła, ale także cierpliwość i zmysł taktyczny dały młodzianowi etapowy triumf. Fot. PAP/Art Service
W samej końcówce 22-latek stoczył porywającą walkę z Marco Brennerem (Tudor). Na najbardziej stromym fragmencie finałowej wspinaczki mistrz Szwajcarii zaatakował, zostawiając za sobą rywali. Kiedy teren się nieco wypłaszczył, Niemiec zaczął go doganiać. Christen na niego zaczekał, oszczędzając siły na finisz i tuż przed metą przyspieszył, nie dając szans przeciwnikowi w sprinterskim pojedynku. – Było niesamowicie ciężko. Przez cały dzień nie czułem się najlepiej z powodu wczorajszego upadku. Mocno dokuczał mi ból pleców. Nie byłem pewien swego, ale na 30 kilometrów przed metą mój stan zaczął się poprawiać i wtedy zacząłem wierzyć w sukces – relacjonował Jan Christen, który dzień wcześniej podobnie jak kilku jego kolegów z UAE Team Emirates-XRG leżał w kraksie.
Christen i Brenner zyskali niewielką przewagę nad pozostałymi zawodnikami. Czujnie pojechał Lemmen, który zajął 11. miejsce ze stratą tylko pięciu sekund do triumfatora, co pozwoliło temu kolarzowi grupy Visma-Lease a Bike utrzymać prowadzenie w klasyfikacji generalnej. W niej na trzech pierwszych miejscach nic się nie zmieniło: Holender wciąż ma sześć sekund przewagi nad drugim Włochem Christianem Scaronim (XDS Astana), natomiast trzeci Brenner dzięki piątkowemu drugiemu miejscu zmniejszył stratę do lidera do 15 sekund. Christen zanotował znaczący awans, przesunął się na czwartą pozycję i teraz traci do posiadacza żółtej koszulki 18 sekund.
Najlepszy z Polaków, startujący w barwach reprezentacji 21-letni Filip Gruszczyński, zajął 36. miejsce (strata 49 sekund), a 36-letni Michał Kwiatkowski (Netcompany INEOS), choć zaczynał końcowy podjazd na czele stawki, był 49. (1.31). W „generalce” ten pierwszy zajmuje 29. miejsce (1.26), a były mistrz świata jest 31. (1.59). – Jestem trochę rozczarowany. Moje nogi nie były takie jak wczoraj, czegoś zabrakło. Chłopaki z drużyny zrobili świetną robotę, ale na ostatniej ściance istotna była pozycja, a ja trochę się pogubiłem – przyznał nieco rozczarowany Filip Gruszczyński, który na co dzień ściga się w węgierskiej ekipie MBH Bank CSB Telecom Fort z zaplecza elity. – Po raz pierwszy jadę na tak dużym wyścigu w roli lidera, co jest zupełnie innym wyzwaniem niż pomaganie kolegom z drużyny. Zbliżyłem się do czołowej dwudziestki w klasyfikacji generalnej, ale moje straty czasowe urosły, dlatego muszę zmienić taktykę. W sobotę będę szukał swoich szans w ucieczkach, licząc, że rywale nieco mnie zlekceważą – dodał.
W piątek nie było już tak upalnie jak w poprzednich dniach. Etap liczył 219 km. Ucieczka formowała się stopniowo przed pierwszą górską premią na Górze Świętej Anny (40 km), a jechali w niej Filip Maciejuk (Movistar), Belg Dries De Bondt (Jayco AlUla), francuski sprinter Paul Magnier (Soudal-Quick Step) oraz Holendrzy Tim Naberman (Picnic PostNL) i Taco van der Hoorn (Lotto Intermarche). Premię wygrał De Bondt i odzyskał w tym momencie prowadzenie w klasyfikacji górskiej, z którego zepchnął go w czwartek Lemmen. Z kolei van der Hoorn był najszybszy na lotnej premii w Ujeździe (53 km). Na około 100 km przed metą do ucieczki dołączyli Francuz Remi Cavagna (Groupama-FDJ United) i Austriak Patrick Gamper (Jayco AlUla). Niedługo potem z powodu defektu odpadł z czołówki Maciejuk. Sześciu pozostałych uczestników ucieczki dojechało razem do lotnych premii w Pisarzowicach (165 km), którą wygrał De Bondt, oraz Bielsku-Białej (180 km), gdzie najszybszy był Gamper, a ich przewaga nad peletonem urosła do dwóch minut.
Zaraz potem rozpoczynał się podjazd na Przegibek, gdzie wyznaczono drugą i ostatnią górską premię. Wspinaczka okazała się dużym wyzwaniem dla uciekających, którzy wjechali na przełęcz tylko z 45-sekundowym zapasem. Najwięcej punktów na premii zdobył De Bondt, umacniając się na pozycji najlepszego „górala”. W sobotę będzie bronić tej koszulki na królewskim etapie wokół Bukowiny Tatrzańskiej.
Do mety pozostało 29 km – najpierw zjazd z Przegibka, potem pofałdowany fragment i na koniec krótka, ale niezwykle stroma wspinaczka do hotelu „Kocierz Resort”. Ostatni ze śmiałków zostali doścignięci jeszcze przed wjazdem w ulicę Widokową we wsi Kocierz Rychwałdzki – kluczowy, 3-kilometrowy fragment piątkowego etapu. Kto wjechał tam na dalekiej pozycji, nie miał szans na wysokie miejsce, bo nie był w stanie przesunąć się na czoło po wąskiej drodze, gdzie przez 800 metrów stromizna wynosiła kilkanaście procent.
To właśnie pod koniec tej ścianki do przodu ruszył Christen. Młody Szwajcar już w tamtym roku pokazał się z dobrej strony na Tour de Pologne, zajmując czwarte miejsce. A mogło być jeszcze lepiej, ale wówczas... nie grzeszył cierpliwością. Teraz – jak przyznał – musiał się powstrzymać, żeby nie ruszać zbyt wcześnie. Zrobił to jednakw odpowiednim momencie i odniósł 10. zwycięstwo w zawodowej karierze, ale pierwsze w wyścigu rangi World Tour.
5. etap, Opole - Kocierz (218,9 km): 1. Jan Christen (Szwajcaria, UAE Team Emirates-XRG), 2. Marco Brenner (Niemcy, Tudor) - obaj 4:53.32, 3. Louis Barre (Francja, Visma-Lease a Bike) strata 4 s ... 36. Filip Gruszczyński (reprezentacja Polski) 49, 49. Michał Kwiatkowski (Netcompany INEOS) 1.31.
Klasyfikacja generalna: 1. Bart Lemmen (Holandia, Visma-Lease a Bike) 21:09.49, 2. Christian Scaroni (Włochy, XDS Astana) 6, 3. Brenner 15 ... 29. Gruszczyński 1.26, 31. Kwiatkowski 1.59.
(gak)
